Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 marca 2014

Curry z ciecierzycą i szpinakiem


Wczoraj odwiedziłam pierwszy Festiwal Chlebów ŚwiataŚwięto chleba było organizowane  po raz pierwszy w Polsce pod patronatem trzech Ministerstw. Wystawcami i organizatorami warsztatów były ambasady różnych krajów z całego świata, cechy rzemiosł, prywatni właściciele piekarń oraz restauracji. Można było spróbować wypieków z różnych zakątków świata, chlebów litewskich,  bochenków z dodatkiem czosnku niedźwiedziego i marchwi, włoskiej piadiny oraz słodkich kołaczy. Podpatrywałam wypiek rogali marcińskich i dowiedziałam się sporo o chlebie z Iranu, Włoch, Indonezji. Na festiwalu można było zasięgnąć informacji o zakwasach, typach mąk, i zbóż używanych do ich produkcji. Były stanowiska z towarami ekologicznymi i mąkami z dość rzadkich upraw. Nie obyło się też bez degustacji i zakupów chleba oraz doskonałych litewskich wędlin.
Cała impreza bardzo przypadła mi do gustu, żałuję tylko że została tak słabo rozpropagowana przez patronackie instytucje. Myślę, że w przyszłych latach na pewno nabierze rozmachu i przyciągnie rzesze amatorów dobrego pieczywa oraz tych, którzy pieką  chleb w warunkach domowych. Wszak wiedza z książek jest niczym w porównaniu do praktycznych wskazówek. 

Po wczorajszych degustacjach chlebowych przysmaków dziś potrzebowałam dania z dużą ilością warzyw. Przygotowałam więc warzywne curry, które powstało błyskawicznie, choć receptura na pierwszy rzut oka może wydawać się skomplikowana. Jeśli udało Wam się zgromadzić zestaw kilku popularnych w kuchni indyjskiej przypraw to curry można przyrządzić w pół godziny. 
Kupcie więc szpinak i ciecierzycę oraz papryczki chili a będą w sam raz na szybki obiad w  indyjskim klimacie. Do przygotowana użyłam klarowanego masła ale weganie mogą zastąpić je olejem roślinnym. Sos ma przyjemny smak, dzięki pomidorom i przecierowi z mango (który można w ostateczności pominąć). Oryginalnie inspirowałam się curry z samą ciecierzycą i ziemniakiem, pochodzącym z indyjskiego Punjabu. Dodałam do niego jednak zielony akcent w postaci szpinaku, który odmienił nieco to danie. 


Curry z ciecierzycą i szpinakiem

3-4 małe ziemniaki
opakowanie szpinaku baby
puszka ciecierzycy
1 duża cebula
2 świeże papryczki chili (może być zielona)
2 małe ząbki czosnku
400ml pomidorów z puszki (użyłam domowej passaty pomidorowej)
4-5 łyżek puree z mango (można pominąć)
4-5 łyżek masła klarowanego (ghee)
łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
łyżeczka mielonej papryczki chili (jeśli nie lubisz pikantnie to dodaj mniej!)
pół łyżeczki kurkumy
pół łyżeczki mielonej kolendry
2-4 utarte w moździerzu goździki
2 utłuczone w moździerzu liście laurowe
pół łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
sól do smaku

Ziemniaki należy lekko obgotować w mundurkach, obrać i przestudzić. Wszystkie sypkie przyprawy prócz soli najlepiej utrzeć z odrobiną wody. Na patelni rozgrzać klarowane masło i dodać pastę powstałą z przypraw, poczekać aż zacznie pachnieć i dorzucić drobno posiekaną cebulę i papryczki chili. Podsmażać aż cebula się zeszkli i dodać przeciśnięty przez praskę czosnek. Po minucie dodać puree z mango (można je uzyskać przez rozdrobnienie obranego owocu mango blenderem albo użyć gotowego puree kupionego w sklepie). Całość zalać pomidorami i lekko posolić, podsmażać kilka minut na małej mocy palnika. 
Szpinak umyć i osuszyć, dodać do sosu. Wszystko razem dusić, aż szpinak straci objętość. Wtedy na patelnię dodać pokrojone w ćwiartki ziemniaki oraz ciecierzycę. Curry trzeba jeszcze posolić do smaku i dusić aż sos lekko zgęstnieje (około 1o minut na wolnym ogniu). Podawać z ryżem basmati. 
Smacznego


sobota, 31 sierpnia 2013

Festiwal Smaku w Grucznie 2013


Z Festiwalu Smaku nikt głodny nie wraca. Odwiedzających są zawsze tłumy, nigdy nie wystarcza tylko przebojowych produktów, które zdobywają laury. Wszak są to lokalne smakołyki z całej Polski, wytwarzane na niewielką skalę. 
Mowa oczywiście o moim ulubionym festiwalu smaku, najstarszym i pierwszym w Polsce. Odbywa się on w Grucznie, w Dolinie Dolnej Wisły. Nie opuszczam okazji żeby tam pojechać bo lubię ten region i lubię ten festiwal, wyróżniający się wyjątkową atmosferą oraz skalą (pisałam już tutaj o poprzednich festiwalach 2011 i 2012).
Tegoroczny laur, czyli Grand Prix festiwalu zdobył ser dżersejowy blue produkowany przez Ranczo Frontiera, małe gospodarstwo nieopodal Mrągowa. Sery z Frontiery zachwyciły mnie już w ubiegłym roku. W tym nie udało mi się skosztować nagrodzonego sera, bo został natychmiast wyprzedany. Nabyłam zatem inne, równie dobre! 
Wśród nagrodzonych produktów znalazł się też chrzan na miodzie  do mięs i wędlin Pana Józefa Siadlaka z Lubicza. Rywalizację pszczelarzy zakończyło wyróżnienie aż dwóch miodów gryczanych o doskonałych walorach. Jeden z nich zakupiłam, użyję go jako lekarstwo na zimowe smuteczki. Wędliny, które wygrały w konkursie to kiełbasa Lisiecka (Stanisława Mądrego) oraz kiełbasa polska dojrzewająca z Niewieścina. Wyróżniono też andruty kaliskie i pierogi drożdżowe z kaczym nadzieniem przygotowane przez Panią Elżbietę Mindę z Olszewki. 
Jak zawsze w Grucznie odbył się też turniej nalewek pod kuratelą mistrza Hieronima Błażejaka, który w tym roku wyjątkowo częstował też jabłecznikiem. Jabłecznik to nic innego jak polski naturalny cydr, wyrabiany niegdyś z rodzimych odmian jabłek. Za sprawą miłośników Doliny Dolnej Wisły wraca teraz do łask, tak samo jak antonówki, konselki, złote renety czy kantówki gdańskie. 
Tradycyjnie w Grucznie promowana była też gęsina, chluba Kołudy Wielkiej. Na stołach królowały wędzone półgęski, pasztety, zupa z brukwi i gęsi smalec. 
Jednym z ciekawszych festiwalowych przedsięwzięć jest moim zdaniem konkurs "Źródło zmian", który ma za zadanie wyłaniać wpływowych, inspirujących i opiniotwórczych. W 2013 roku nominowano  przedsiębiorców, wytwórców i propagatorów zdrowego żywienia. Laureatami zostali wspominane już wyżej Ranczo Frontiera i restauracja Gęsia Dolina oraz blog Kwestia Smaku. 
Warto wspomnieć o kilku akcjach promowanych podczas Festiwalu Smaku. Choćby konkursy pod tytułem Gotowanie sprzed stu lat, przypominające stare receptury albo akcja  trzy znaki smaku (klik). 
Pod patronatem przyjaciół Dolnej Wisły w naszej najdłuższej rzece powoli wskrzesza się jesiotra. Na razie trwają próby odnowienia  populacji jesiotra ostronosego. Dawniej był on chętnie łowiony, zaś ikra jesiotra do dziś jest rarytasem na stołach całego świata. Może za kilkanaście lat powróci na polskie stoły. 
Niesamowite jest to, że każdego roku kiedy odbywa się Festiwal Smaku zawsze jest piękna pogoda, nawet jeśli poprzedniego dnia padał deszcz! Przyjedźcie więc do Gruczna za rok, tam zawsze świeci słońce!

Festiwal Smaku
Gruczno nad Wisłą 
Województwo Kujawsko-Pomorskie


wtorek, 21 maja 2013

Frytki i noc muzeów


Warszawska noc muzeów to jest świetna akcja. Bo niektóre nudnawe przybytki, których nigdy nie odwiedziłabym z pierwszego wyboru otwierają swoje drzwi dla ignorantów takich jak ja. Jest okazja zrobić coś, czego normalnie nie robimy. Ten jeden raz w roku wystawiane są "na ogląd" całkiem ciekawe eksponaty, na dodatek ujęte w tajemniczej oprawie. Wszystko to sprawia, że  atmosfera tej nocy jest gorąca.

Wybrałam się i ja na nocne zwiedzanie miasta. Dawno temu podczas podobnej imprezy udało mi się wygrać na loterii pewien funkcjonalny taboret, którego nigdy nie kupiłabym z własnej woli (głownie z uwagi na cenę!). Moi bliscy żartują, że mam jeszcze nadzieję powtórzyć ten łut szczęścia i dlatego nie przepuszczę żadnej okazji. W tym roku niestety nic nie wygrałam. 

Swoją noc muzeów zaczęliśmy od najlepszych frytek w stolicy. Chociaż nie przepadam za frytkami i nie jadam ich często to dla tych z Okienka robię dyspensę od diet. Bo w Okienku frytki są z prawdziwych ziemniaków a nie z mąki ziemniaczanej i opieka się je podwójnie. Zawsze mają chrupiącą skórkę i wyśmienite sosy na dokładkę. Palce lizać. Kiedy w Warszawie odwiedza mnie moja Siostra, wizyta w Okienku staje się obowiązkowym punktem programu. Poszliśmy i tym razem na duże frytki z sosem serowo-kaparowym. Przycupnęliśmy na skrzynce i było pysznie jak zwykle!


Z Polnej udaliśmy się na Plac Defilad, odbyć przejażdżkę zabytkowym Ikarusem albo Jelczem. Tylko w Noc Muzeów po ulicach Warszawy kursują tak zwane ogórki. Ogórki w ekskluzywnej wersji kabrio albo wojskowej, błyszczące, czerwone i takie z przeszklonym sufitem. Przetrwały próbę czasu i wyróżniały się na tle współczesnego krajobrazu. Jak przez mgłę pamiętam jeszcze autobusy z wyspą, na której leżały bloczki z biletami a kierowca robił w nich dziurki, żeby skasować. Tym razem dostaliśmy tylko pamiątkowe bilety niewymagające kasowania. 

Po niezapomnianej przejażdżce postanowiliśmy wybrać się do warszawskich filtrów, dostępnych tylko w tę wyjątkową noc ale dłuuuuga kolejka skutecznie nas zniechęciła. Odwiedziliśmy zatem Muzeum Ziemi PAN aby obejrzeć wielki 9-cio kilogramowy bursztyn z Borneo. W międzyczasie na zewnątrz zaczęło się ściemniać. Muzeum, które mieści się w pięknie położonym pałacyku przy Alei Na Skarpie przywitało nas szpalerem pochodni. Najbardziej interesująca była wystawa bursztynu, osobliwe inkluzje i imponująca biżuteria. 

Z parku przy Alei blisko już na Wiejską. Nie mogliśmy darować sobie odwiedzin w Sejmie RP. Wprawdzie kolejka była prawie tak długa jak przy Filtrach ale posuwała się wyjątkowo szybko. Widzieliśmy budynki Sejmu i Senatu, włączając kuluary sejmowe i gabinet Marszałka. 

Na koniec został nam Stadion Narodowy, tej nocy otwarty dla wszystkich zwiedzających. Na Stadionie gromadziły się tłumy. Wiele osób stało w kolejce aby zobaczyć szatnie i wystawy. My odpoczęliśmy tylko w wygodnych krzesełkach, w loży honorowej. Pewnie więcej taka gratka się nie trafi. 
Niebo nad Warszawą przybrało już wtedy ciemnogranatowy kolor ale noc była jeszcze całkiem ciepła, jak to w maju. Grupy ludzi przechadzały się po Moście Poniatowskiego. Przed nami śmigali rowerzyści. Nad Wisłą paliły się ogniska, migotały lampiony, miasto tętniło życiem. Następnym razem będzie tak dopiero za rok.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Festiwal Smaku 2012


W miniony weekend, w pagórkowatej dolinie rzeki Strugi odbył się tegoroczny Festiwal Smaku w Grucznie. I choć raz po raz słyszę o podobnych imprezach, które odbywają się w dużych miastach to muszę zaznaczyć, że festiwal w Grucznie był pierwszym i pozostał największym tego typu wydarzeniem. Jego urok leży chyba w pięknym otoczeniu, w tradycji i oddaniu jego organizatorów, którzy są prawdziwymi pasjonatami smaku. 
Odwiedzający Gruczno tak jak ja mieli okazję posmakować nowych odmian serów, pajdy chrupiącego chleba na zakwasie, gęsiego pasztetu i słynnego już podpiwku kujawskiego. Produkty były zdrowe, różnorodne, naturalne i najwyższej jakości. Wszyscy wracali więc z pełnymi rękami. W myśl zasady o globalnym myśleniu i działaniu lokalnym kupowano wyłącznie produkty małych wytwórców z sąsiedztwa. Prezentowano miody, sery, chleby, wędliny, alkohole, słodycze, dawne rasy gęsi, kaczek, kur i owiec. Odbyły się pokazy pracy psów pasterskich. Dzieci wypiekały podpłomyki i tłoczyły na zimno ziołowe oleje, próbowały prawdziwej wiejskiej śmietany i miodu. 
Jak zawsze w Grucznie wybierano Smak Roku. Laur ten przypadł sękaczowi Pani Teresy Biziewskiej (reprezentantce mojego, ostatnio ulubionego regionu, Suwalszczyzny). W poszczególnych kategoriach wybrano syrop z kwiatów czarnego bzu (przetwory warzywne i owocowe), karpia wędzonego (przetwory z ryb), zdrębny ser Laszczewi (przetwory z mleka), chleb serwatkowy (wypieki), szynkę wędzoną (wędliny) i miód koniczynowy (produkty pszczelarskie). Miano potrawy roku otrzymał żur staropolski, którego tradycyjne przygotowanie jest kultywowane na Kujawach do dziś. 
Ideą Festiwalu Smaku jest przywracanie starych receptur, zwyczajów i zapomnianych odmian roślin oraz ras zwierząt hodowlanych. Dlatego oprócz wystawców promowane są też całoroczne przedsięwzięcia. W tym roku postanowiono przybliżyć tradycję sadownictwa w rejonie Dolnej Wisły oraz stare odmiany jabłek. Niegdyś w Polsce wyrabiano z nich smakowite wina, cydry i calvados. Dziś odkurzamy stare książki kucharskie i przywracamy, to z czego słynął kiedyś nasz kraj. Obok win owocowych dobrą sławą cieszyły się i cieszą nalewki. Na Festiwalu odbywały się też warsztaty smaku. Ich uczestnicy podpatrywali najlepszych. Chodzi przecież o to by kulinaria były nie tylko przyjemnością ale też sztuką.  Nastawiania nalewek uczył mistrz w tej dziedzinie i pomysłodawca Turnieju Nalewek Hieronim Błażejak. Ustawiono więc olbrzymie gąsiory, w których macerowały się przeróżne owoce i zioła. Ku uciesze degustatorów, coraz więcej osób jest zainteresowanych sztuką przygotowania tradycyjnych trunków. 
Smutną wiadomością jest fakt, że ubywa pszczelarzy. Wprawdzie w Grucznie byli oni godnie reprezentowani, ale głównie przez seniorów. Słusznie więc przesłaniem Festiwalu Smaku stało się zachęcanie młodszych pokoleń do tradycyjnego pszczelarstwa. 
W turnieju kucharzy, odbywającym się w Grucznie już po raz kolejny, hasłem przewodnim były: jagnięcina i perliczka, dwa gatunki mięs, które zdecydowanie za rzadko goszczą na naszych stołach. Zwycięzcy tego konkursu wygrywają nominację do Kulinarnego Pucharu Polski. 
Oprócz smakowania w Grucznie można miło spędzić czas. Festiwal od wielu lat zachowuje swój unikatowy charakter oraz wysoki poziom, jest więc chlubą mieszkańców regionu i nie tylko. Kto raz odwiedzi Gruczno, ten będzie tam wracał. Polecam następne edycje Festiwalu Smaku! Bo warto!


Festiwal Smaku
Gruczno nad Wisłą 
Województwo Kujawsko-Pomorskie

czwartek, 16 lutego 2012

Pączki na tłusty czwartek


Zima nas znów zaskakuje. Za to lubię polską zimę. Może i jest mroźna, śnieżna, długa ale na pewno nie nudna. Już na Święta wszyscy chcieli śnieg, lecz go nie było. Potem mróz siarczysty, taki do szpiku kości a teraz świat jest biały. Płatki wirują w niebie cały dzień, dzieci zadowolone ciągną sanki a na samochodach gromadzą się śnieżne pierzynki. 
Dobrze, że jest ta zima bo na taką zimę smaży się pączki, faworki, racuchy albo chrust drożdżowy. Dawniej moje Babcie podzieliły się tak, że jedna robiła świetne pączki, druga smażyła znakomity chrust, ale faworków u nas nie było. Odkąd mam Męża, mam też Teściową, która na karnawał potrafi przygotować pyszne faworki. Są delikatne i lekkie, takie jak być powinny... dlatego na razie nie będę próbowała ich smażenia. 
W tym roku zdecydowałam po raz pierwszy usmażyć pączki z powidłami. Bo moim zdaniem w smażeniu tych wszystkich smakołyków najlepsze jest...właśnie smażenie. Lubię zwłaszcza wspólne przebywanie w ciepłej kuchni, oczekiwanie aż ciasto wyrośnie i  dobre rady udzielane przez 'ekspertów'. W tej ostatniej dziedzinie prym wiodą panowie. I to się niestety w moim domu nie zmieniło wraz z zamążpójściem!
Przepis na pączki pochodzi z bloga Kwestia Smaku. Smażyłam je razem z całą Rodziną, lecz zdecydowany udział miała w nich Agata. Dzięki Sis! 
Pączki

1kg mąki pszennej tortowej
2 szklanki mleka
10dkg świeżych drożdży
6 łyżek cukru
szczypta soli
2 jajka
8 żółtek
2 łyżki cukru waniliowego
100g roztopionego masła
4 łyżki spirytusu
powidła albo marmolada
cukier puder na lukier 
Na zaczyn: drożdże trzeba wkruszyć do miseczki, zalać letnim mlekiem i dodać po łyżce cukru i mąki. Wszystko dokładnie rozmieszać i odstawić w ciepłe miejsce aż zacznie bąblować. Do dużego naczynia przesiać mąkę, dodać cukier waniliowy i sól. Jajka ubić razem z żółtkami i pozostałym cukrem do białości. Dodać do mąki wraz z wyrośniętym zaczynem. Ciasto wyrabiać aż będzie miało gładką konsystencję. Na koniec wlać roztopione masło i dalej wyrabiać do momentu uzyskania jednolitej masy, która odstaje od brzegów miski ale jednocześnie jest luźna i miękka. Tak przygotowane ciasto drożdżowe trzeba odstawić na około godzinę do wyrośnięcia. Musi ono podwoić swoją objętość. 
Wyrośnięte ciasto trzeba zagnieść jeszcze raz ale krótko, by odrobinę zmniejszyło swoją objętość, a następnie rozwałkować na stolnicy lekko oprószonej mąką. Pączki można wycinać szklanką. Przed smażeniem pozostawiamy je do wyrośnięcia jeszcze na około 30 minut. 


Pączki należy smażyć na smalcu albo oleju (wybieram olej), ważne jest jednak by tłuszcz rozgrzewać powoli. Powinien on mieć temperaturę około 180 stopni. W zbyt gorącym tłuszczu pączki będą się przypalać, a w środku pozostaną surowe. Do rozgrzanego tłuszczu wrzucamy ćwiartkę jabłka albo kawałek ziemniaka (wtedy nie będzie się przypalał). Gdy wkoło zaczną pojawiać się bąbelki oznacza to, że tłuszcz jest już dość gorący. Pączki smażymy po kilka sztuk, zależy to od tego jak duże mamy naczynie. Zaczynamy od jednej strony a gdy pączki zrumienią się, przewracamy je za pomocą patyczka albo łopatki na drugą stronę. Dobrze przygotowane pączki pływają w tłuszczu. 
Usmażone pączki trzeba odsączyć z nadmiaru oleju na papierowym ręczniku. Najbardziej smakują mi nadziane powidłami śliwkowymi. Najlepiej nadziać je już po usmażeniu, unikniemy wtedy ewentualnego wyciekania powideł do tłuszczu. Zrobiłam to szprycą cukierniczą. W tym wypadku należy uważać by w powidłach nie było kwałków skórki, która może zapychać cienką końcówkę szprycy.
Gotowe pączki lukrowałam białym wodnym lukrem, który łatwo przygotować rozrabiając cukier puder z odrobiną gorącej wody. Można polukrować je też lukrem cytrynowym o którym już tutaj pisałam.

Smacznego!

piątek, 2 grudnia 2011

Świąteczne jarmarki


Tradycja świątecznych jarmarków nie jest w Polsce silnie zakorzeniona. Ostatnimi laty niewielkie targi zaczynają się mnożyć na ulicach większych miast ale powstają nie pod wpływem tradycji a z pobudek całkiem finansowych.
Prawdziwym zagłębiem tak zwanych Weinachtsmarkt są Niemcy. W każdym mieście lub miasteczku przed Świętami Bożego Narodzenia mieszkańcy urządzają proporcjonalny do wielkości Wichnachtsmarkt.
Najsłynniejszy i największy jarmark Dzieciątka Jezus, zwany Christikindlesmarkt odbywa się co roku w Norynberdze. Niestety nie dane mi było odwiedzić tego miasta w okresie przedświątecznym ale udało mi się zobaczyć kilka innych  kolorowych, zimowych targów.
Najpiękniejszym moim zdaniem jest Ulmer Wiehnachtsmarkt. Ulm słynie w Europie i Świecie z najwyższej wieży katedry. Rokrocznie w ostatni weekend listopada na wielkim placu katedralnym w Ulm budowane jest drewniane miasteczko. W jego centralnej części 6 grudnia staje wysokie drzewko świerkowe a pod nim pojawia się szopka z żywymi zwierzętami. Od centralnego punktu rozchodzą się rzędy drewnianych straganów.


Handluje się na nich wszystkim. Niesamowite jest to, że odwiedzając ten targ każdego roku można odnaleźć na nim swoje ulubione stoiska i sprzedawców. Tuż przy wejściu najsłynniejszy w Ulm sklep z zabawkami wystawia  co roku swoją wielką szklaną werandę a w niej zabawki odgrywające świąteczny teatr. Sceny nigdy się nie powtarzają. Pluszowe zajączki kręcą piruety na łyżwach, mama niedźwiedzica właśnie zagania dzieci do stołu wigilijnego a wokoło jedździ elektryczny pociąg ze Świętym Mikołajem. Wkoło z nosami przyklejonymi do szyby stoją dzieci i oczyma wyobraźni widzą już bohaterów wystawy pod swoimi choinkami. Naprzeciwko staje co roku malutka budka ze szmacianymi pacynkami, nieco dalej warsztat z drewnianymi ozdobami choinowymi. Jest też przenośna huta szkła, gdzie sprawni  hutnicy wydmuchują kolorowe bombki. Jest kram ze szczotkami, inny sprzedaje dzwonki a jeszcze inny  ciepłe szaliki, skarpetki i rękawiczki. Największą frajdę wszystkim sprawiają jednak jarmarczne przysmaki.
Numerem jeden jest niezawodnie Gluhwein, korzenny grzaniec.


Na każdym straganie dzwonią okolicznościowe kubki, rozchodzi się aromat przypraw i słychać śmiechy klienteli. Kto nie lubi wina może napić się ponczu bez alkoholu. Dla tych co niejednego grzańca już w życiu pili są też inne trunki. Poncz anielski składa się na przykład z białego wina z adwokatem i bitą śmietaną. Swoje porcje można też wzmocnić rumem albo whisky. Wkoło pachną świąteczne słodycze, prażone w karmelu orzechy, owoce w czekoladzie, wielkie piernikowe serca zdobione kolorowym lukrem i magenbrot. Ten ostatni kupuję najchętniej u dwóch uroczyć babć. Magenbrot to rodzaj piernika, sprzedawanego tylko w okresie przedświątecznym w Szwajcarii i na południu Niemiec. Magenbrot oznacza ni mniej ni wiecej chleb dobry dla żołądka, zawiera  bowiem przyprawy korzenne, które korzystnie wpływają na trawienie.
Dorośli kupują strudel jabłkowy z sosem waniliowym. Kolejki po ten przysmak ciągną się przy małym sklepiku. Dzieci jedzą candy apples w czerwonej polewie.


Dla prawdziwie głodnych jest niemiecki Wurst różnego rodzaju. Są kiełbaski białe i czerwone pikantne kiełbachy w bułce. Piecze się też żeberka i placki ziemniaczane. Mnie przyciąga schupfnudel z kapustą, pachnie nieco podobnie do naszego bigosu a smakuje jak kluski ziemniaczane które uwielbiam. Można tu kupić placki ziemniaczane z musem jabłkowym. Dla sąsiadów ze Szwajcarii albo amatorów serów jest stoisko z raclet i fondue. Wszystkie przysmaki muszą być gorące bo gdy wkoło panuje zima tylko ciepłe jedzenie może utrzymać odwiedzających na zewnątrz! 


Warto zostawić sobie trochę wolnego miejsca w brzuchu na sam koniec. W jedynym miejscu na całym targu sprzedawane są pieczone kasztany. Najlepiej iść po nie na sam koniec, tuż przed zamknięciem, bo wtedy wyprzedawane są ostatnie porcje. Dostajemy więc o parę sztuk więcej niż zwykle. Uwielbiam to stoisko! Lubię też ten jarmark: ciepły, gwarny, pełen światełek, miejsce spotkań zabieganych przed Świętami ludzi. 
Weihnachtsmarkt jest składany na dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia. Po Świętach i po karnawale gdy plac katedralny ucichnie przypominam sobie o nim gdy wkładam rękę do kieszeni płaszcza i znajduję kilka zapomnianych słodkich migdałów. Do przyszłego roku... 

czwartek, 25 sierpnia 2011

Festiwal smaku, Gruczno

W dolinie dolnej Wisły, w miejscowości Gruczno rokrocznie od lat sześciu odbywa się Festiwal Smaku. Pierwsze edycje festiwalowych imprez były raczej lokalnym świętem, ale ostatnie festiwale urastają rangą do przedsięwzięć na skalę europejską, przynajmniej jeśli chodzi o dobry smak. Gromadzą wielu odwiedzających i wystawców z całej Polski i Europy. Miałam niewątpliwą przyjemność uczestniczenia w owym wydarzeniu już nie raz dlatego gorąco wspieram i polecam je wszystkim smakoszom i nie tylko.



Dieta przeciętnego Polaka zmieniła się na przestrzeni ostatnich lat na niekorzyść. Wachlarz spożywanych pokarmów redukuje się stale, co najlepiej widać na przykładzie mięs. Dawniej jadano wiele gatunków wieprzowiny, wołowiny i drobiu, nie wspominając już jagnięciny i dziczyzny. Dziś większość dań przyrządzana jest z mięsa kurczaka albo wieprzowiny i to nie dlatego, że przechodzimy na jadłospisy jarskie. Dodatkowo samo spożywanie pokarmów kłóci się z wszechobecnym dążeniem do smukłej sylwetki, która jest promowana niemal wszędzie. Słowo dieta kojarzy się wielu z głodówką a nie sposobem odżywiania!


Temu wszystkiemu sprzeciwia się idea Festiwalu Smaku, który promuje jedzenie dobrej jakości czasem dawno zapomniane ale za to zdrowe. Wspiera ideę slow food i rolnictwo ekologiczne, oraz produkty regionalne i sezonowe. Daje możliwość skosztowania rzadkich przetworów, potraw przyrządzonych według dawnych receptur ze starych odmian warzyw i owoców. Większość produktów prezentowanych na festiwalu pochodzi z malowniczej Doliny Dolnej Wisły. Festiwal smaku gości co roku znakomitych serowarów, pszczelarzy, rolników i hodowców a więc lokalnych małych wytwórców żywności. Na stoiskach prezentowane są tłoczone na zimno oleje z rodzimych odmian roślin, jest piec w którym sposobem naszych babć na liściach chrzanu wypieka się na miejscu bochenki chleba. Jest tam też kuprowy, czyli miedziany gar, w którym nad ogniskiem smaży się słynne powidła strzeleckie. Tradycja ich wyrobu jest związana z regionem dolnej Wisły już od lat a konkretnie z miejscowością Strzelce, która dała im swoją nazwę. Powidła miesza się specjalnym przyrządem zwanym "bocianem" tak jak dawniej. Sporym zainteresowaniem cieszą się co roku miody, można tu zakupić tylko wyselekcjonowane rodzaje z gryki, lipy, rzepaku, wrzosu, spadzi, chabrów a nawet mniszka. Bogata jest też oferta miodów pitnych produkowanych również z dodatkiem owoców i ziół.


Tradycją festiwalową jest też turniej nalewek. Jury wybiera co roku spośród nalewek owocowych i ziołowych jedną najlepszą a jest to wybór trudny. Bowiem w Grucznie smakować można piołunówki, dzięgielówki, nalewki z gruszek a nawet z moreli. Równolegle do turnieju nalewek prowadzony jest  konkurs kucharzy. Tegoroczna edycja czerpała z ryb słodkowodnych, które w Polsce są już nieco zapomniane oraz z jagnięciny. Najlepsi mistrzowie kuchni zmierzyli się w pojedynkach o laury smaku roku.


Najważniejszym konkursem jest jednak Smak Roku. Bez wątpienia rok 2011 należał do podpiwku kujawskiego Pani Agnieszki Zamojskiej. Podpiwek warzony niegdyś chałupniczo jest orzeźwiającym napojem ze słodu zbożowego i przypomina nieco piwo. Doskonale gasi pragnienie w upalne dni. Wśród potraw wygrała brukwianka na gęsinie, sycąca zupa z brukwi Pani Renaty Osojca. Najlepsze sery do Gruczna przywieźli Pan Marek Grądzki (Ser Krzywonos) i Państwo Sokołowscy (Ser kozi dojrzewający Łomnicki). Okazało się, że wcale nie potrzeba sprowadzać serów z Francji czy Włoch, bo polskie produkty mogą z nimi konkurować. Mnie zachwyciła różnorodność kwasów chlebowych dostępnych na festiwalu oraz znakomite wyroby litewskie: wędliny oraz chleby. Festiwal w Grucznie  przyciąga całe rodziny. Dzieci skaczą po sianie, dorośli bawią się dobrze obserwując zmagania kucharzy i pokazy psów pasterskich. Co chwilkę ktoś oblizuje się ze smakiem jedząc prawdziwy chleb, pączka z powidłami albo kruche obwarzanki. 



Atmosfera jest sielska i udziela się każdemu, dlatego powoli Gruczno w czasie trwania festiwalu przeżywa paraliż komunikacyjny. Krajobraz festiwalu kojarzy się z idyllą. Na pagórkach przy rzece Strudze, która niegdyś napędzała stary młyn gromadzą się duzi i mali, brzęczą pszczoły w ulach, gęgają gęsi w zagrodzie i owce wrzosówki. Zapraszam wszystkich na następny Festiwal Smaku 2012, jeśli nie zdążyliście w tym roku bo warto! 



Festiwal Smaku
Gruczno nad Wisłą 
Województwo Kujawsko-Pomorskie