Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięsa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

Gołąbki


Mam zaprzyjaźnioną parę: Polkę i Hindusa. Kiedy zaczynali się ze sobą spotykać naturalnym było, że poznawali nie tylko siebie wzajemnie ale też swoje zwyczaje kulinarne. Ona stopniowo doskonaliła swoje umiejętności. Jadłam świetne curry które w tamtym czasie nauczyła się dla Niego gotować. Pewnego razu opowiadała mi o swoich kuchennych perypetiach. Bo kiedy Ona gotowała potrawy kuchni indyjskiej, On zwykł narzekać ale nigdy nie ugotował nic polskiego. Uparcie twierdził, że kuchnia jego kraju jest bogata i wyrafinowana bo przyprawy są bardzo różnorodne zaś kuchnia polska jest nudna i nijaka. Pamiętam, że wtedy Ona zaprotestowała i powiedziała, że przyzna Mu rację tylko wtedy gdy przygotuje dla Niej powiedzmy... gołąbki. 

Nie wiem czy sami zainteresowani jeszcze to pamiętają ale ja zapamiętałam właśnie tę zachciankę. Kiedyś wydawało mi się, że przygotowanie gołąbków jest czymś bardzo pracochłonnym i trudnym. Dziś już wiem, że tak nie jest. Gołąbki uwielbiam. Gołąbki oznaczają dla mnie pyszny domowy obiad. Mój mąż przepada za gołąbkami w sosie pomidorowym, dlatego właśnie takie przygotowałam. 

Na koniec winna jestem wyjaśnienia, że Oni są już od kilku lat małżeństwem i żyją teraz w dalekim Bostonie. Przypuszczam, że On nadal nie umie zrobić gołąbków... ale Ona po tych kilku latach na pewno umie ugotować najbardziej wymyślne curry. Ten wpis dedykuję Oli i Purushowi...


Gołąbki w sosie pomidorowym
przepis na 15 sztuk

główka kapusty włoskiej
1kg chudego mięsa mielonego (użyłam mielonej łopatki wieprzowej)
szklanka białego ryżu
2 marchewki
pół litra bulionu warzywnego
olej do smażenia (około 100ml)
6 łyżek koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka słodkiej papryki (opcjonalnie)
sól i pieprz


Główkę kapusty trzeba umieścić w garnku z wrzątkiem i stopniowo blanszować liście. Kolejno odcinać zewnętrzne warstwy aż do samego głąba. Ostrym nożem pozbyć się unerwienia z większych liści (gołąbki łatwiej będzie zwijać). Potrzebne będzie minimum 15 liści do zawijania. Pozostałe liście należy również sparzyć, przydadzą się do wyłożenia brytfanny. 
Ryż trzeba ugotować na sypko w osolonej wodzie i przestudzić. Jeśli serwujecie gołąbki bez dodatków to można zwiększyć ilość ryżu. Z podanych proporcji wyjdą gołąbki raczej mięsne. 
Aby przygotować farsz: mieszamy mięso mielone z ryżem, doprawiamy solą i pieprzem, opcjonalnie słodką papryką (najlepiej posmakować surowego nadzienia). Na każdy liść kładziemy porcję farszu i zwijamy. Brzegi można podwinąć do środka albo wcisnąć w mielone mięso. W miarę smażenia kapuściane liście powinny zapiec się w nadzieniu i gołąbki nie będą się rozpadać. Gołąbki obsmażamy lekko na rozgrzanym oleju. Dno brytfanny albo płaskiego rondla wykładamy pozostałymi, małymi liśćmi kapusty oraz pokrojoną w grubsze plastry marchewką. Obsmażone gołąbki układamy jeden przy drugim. Wszystko zalewamy bulionem wymieszanym z koncentratem pomidorowym. Dusimy pod przykryciem na małej mocy palnika albo w piekarniku przez minimum 1,5 godziny (najlepiej sprawdzić miękkość kapusty). Opcjonalnie do sosu można dodać odrobinę śmietany ale ja tego nie robię bo lubię naturalny smak gołąbków. 
Smacznego


czwartek, 4 lipca 2013

Kurczak z oliwkami


Kiedy wracam z pracy słońce jest jeszcze wysoko. Ciepłe promienie przebijają się przez korony drzew tworząc coś w rodzaju poświaty. Pod światło widać latające w powietrzu owady, które dokuczają mi każdego wieczora. Nie pomagają repelenty ani waniliowy olejek, komary tną nawet przez warstwę ubrań zostawiając po sobie swędzące bąble. W nocy gdy światło jest zgaszone otwieram szeroko okno i choć przez chwilę do mieszkania wpada chłodne powietrze.  

Zgodnie z letnią dewizą jem teraz głównie warzywa. Na kolację gotuję kalafior albo chrupię słodkiego ogórka z gruntu i rzodkiewki. Ostatnio dostałam jednak kurczaka z wolnego wybiegu. Przygotowałam go w niecodzienny sposób: z zielonymi oliwkami, białym winem oraz fenkułem. Bardzo polecam to połączenie, zwłaszcza jeśli chcecie zaskoczyć kogoś oryginalnym daniem z kurczaka. Mięso przygotowane tym sposobem pozostaje soczyste a  sos powstały z pomidorów i białego wina wyjadałam maczając chrupiącą bagietkę...


Kurczak z zielonymi oliwkami
przepis według Sophie Dahl

kurczak podzielony na części (2 udka, skrzydełka i filet)
1 bulwa fenkułu
pół szklanki zielonych oliwek z zalewy
2 ząbki czosnku
400g passaty pomidorowej (użyłam domowej passaty z pestkami)
250ml białego wytrawnego wina
250ml bulionu drobiowego (użyłam warzywnego)
około 7 łyżek oliwy 
sól i pieprz do smaku
garść świeżej bazylii


Kurczaka należy posolić i odstawić na około godzinę w chłodne miejsce. Następnie obsmażyć kawałki na rozgrzanej oliwie do momentu aż zacznie się rumienić (około 15 minut). Mięso trzeba wtedy odłożyć na bok. Na patelni przesmażyć posiekany drobno fenkuł. Kiedy fenkuł będzie szklisty dodać zmiażdżony czosnek a po chwili białe wino. Wino trzeba lekko odparować, aby pozbyć się alkoholu, po czym dodać passatę pomidorową. Całość podsmażać jeszcze przez 10 minut na odkrytej patelni. Do powstałego sosu wrzucić kawałki kurczaka i podlać bulionem. Mięso trzeba dusić przez około godzinę na małej mocy kuchenki, cały czas uzupełniając bulionem. Czas duszenia zależy od stopnia wysmażenia kurczaka i od  wielkości kawałków mięsa (krótszy gdy kawałki są małe). Jeśli mięso stanie się miękkie można dodać wydrylowane oliwki i porwane na drobne kawałki listki bazylii. Całość należy podgrzewać już tylko chwilkę. 
Podawać z pszenną bagietką albo ryżem. 
Smacznego  

środa, 21 listopada 2012

Bitki wołowe z grzybami


Są rzeczy dobre, których nie da się popsuć. Moja Ciocia zwykła mawiać, że dobre z dobrym musi zawsze wyjść dobrze. Niestety znam przypadki znakomitych mięs, które się przypaliły, zwarzonych kremów maślanych i gumowatych krewetek. 
U mnie w kuchni są jednak potrawy pewniaki, co to zawsze gościom smakują a w moich rękach się po prostu udają. Nie szukam do nich przepisów, nie kombinuję, przyprawiam zawsze do smaku a i tak wychodzi dobre. Warunkiem są doskonałe i świeże składniki. 
Tak właśnie jest z daniami z wołowiny. Połowa sukcesu to dobre mięso: sezonowane steki, świetne sztuki polędwicy albo udźca. Kiedy widzę w sklepie dorodny kawałek mięsa kupuję go bez namysłu. Tym razem zamierzałam kupić wołowinę na tradycyjne zrazy ale w drodze do domu wiedziałam już, że zrobię raczej bitki. Ale za to jakie! Bitki trochę w klimacie leśnym, w ciemnym sosie z dodatkiem grzybów i jagód jałowca. Chyba jedne z lepszych jakie dotąd zrobiłam. 


Bitki z wołowiny w sosie grzybowym

1.5kg wołowiny na bitki (najlepiej udziec pokrojony w plastry centymetrowej grubości)

80dag suszonych podgrzybków (mogą być też borowiki)
5-6 jagód jałowca
liść laurowy
2-3 ziarna ziela angielskiego
1.5 szklanki bulionu wołowego (opcjonalnie woda albo bulion warzywny)
1 szklanka czerwonego, wytrawnego wina
sól i pieprz do smaku
5-6 łyżek oleju roślinnego o neutralnym smaku
3-4 łyżki masła
łyżka skrobii ziemniaczanej (opcjonalnie)


Grzyby namaczamy przez kilka godzin w ilości wody, która całkowicie je przykryje. 
Wołowinę kroimy w porcje trochę większe niż wielkość bitki (skurczy się podczas smażenia) i delikatnie rozbijamy. Obsmażamy na dobrze rozgrzanym oleju do uzyskania dość ciemnego koloru. Udziec wołowy jest krwistym mięsem, przez co proces smażenia się nieco wydłuża. Usmażone bitki układamy w sporym rondlu, jedne na drugich, posypując każdą warstwę solą i pieprzem. Gdy całe mięso jest już w rondlu zalewamy je bulionem wołowym, dodajemy liść laurowy i ziele angielskie a następnie dusimy na niewielkiej mocy palnika. Na patelnię po usmażeniu bitek wlewamy wino i podgrzewamy aby wymyć z niej cały smak. Na koniec lekko już zredukowane wino dolewamy do garnka z bitkami. 
Na tej samej patelni, na której smażyliśmy bitki rozpuszczamy łyżkę masła i wrzucamy  odsączone grzyby (w całości). Wodę pozostałą po namoczeniu grzybów zachowujemy i od razu wlewamy do bitek. Podgrzybki smażymy około 5-10 minut, po tym czasie też trafiają do garnka. 
Odtąd trwa już tylko proces duszenia. Do sosu dorzucamy jeszcze około 5-6 jagód jałowca. Jałowiec jest dość intensywny w smaku i dlatego należy ostrożnie nim przyprawiać. Bitki dusimy pod przykryciem na małej mocy palnika, aż będą całkiem miękkie i kruche. Na koniec redukujemy sos. Jeśli chcemy skrócić czas redukcji możemy zagęścić sos dodając łyżkę skrobi ziemniaczanej zawieszonej w małej ilości zimnej wody. Można jednak z tego kroku zrezygnować, wystarczy odrobina cierpliwości. 
Bitki podawałam z kaszą gryczaną, ale moim zdaniem pasują też do innych rodzajów kasz, ziemniaków i pieczywa. Doskonałe w towarzystwie czerwonego wina. 
Smacznego 


Chciałabym tutaj podziękować Moniq za wyróżnienie mojego wpisu o galaretce bzowej w ramach Liebster blog :) 


W związku z akcją odpowiadam na zabawne pytania:

1. Pomidory czy ogórki ?   Zdecydowanie pomidory :)
2. Kuchnia francuska czy włoska ?   Włoska
3. Jabłko czy gruszka ?   Zawsze jabłko
4. Na słodko czy na słono ?   Słodko, to wiedzą wszyscy, którzy tu bywają albo mnie znają!
5. Smak dzieciństwa ?   Kaszka manna z owocami 
6. Ulubiony deser ?   Wszystkie a najbardziej Creme Brulee ;)
7. Czekolada gorzka czy mleczna ?   Gorzka
8. Kiszone czy konserwowe ?   O tym też było na blogu, kiszone, małosolne po 100-kroć!
9. Truskawki czy maliny ?   Truskawki
10. Budyń czy kisiel ?   Domowy kisiel!
11. Ciasto kruche czy drożdżowe ?   Drożdżowe, pachnące i świeże ;)

poniedziałek, 29 października 2012

Biryani i Pilchy


Na skraju Puszczy Piskiej, w małej wsi Pilchy, w starej szkole przerobionej na stację badawczą zaskoczyła nas zima. Posypała śniegiem na jeszcze żółte brzozy, na kwiaty koniczyny, krwawnika i na zieloną trawę. Jeszcze w sobotę zbieraliśmy grzyby i borówki. Szukałam jesieni, która miała kolor czerwonych plam na tle brązowego krajobrazu. A to jak nakrapiane muchomory albo jak boje na jeziorze, a to jak pomarańczowa miechunka na polu albo borówki brusznice. Widać to na moich zdjęciach.

Dopiero po zapadnięciu zmroku zaczęło wiać. Wtedy my siedzieliśmy już przy długim kuchennym stole a wiatr słyszeliśmy tylko za oknem. Wspólne gotowanie łączy, dlatego tak je lubię. Smażyliśmy rydze na maśle, gotowaliśmy jednogarnkową kolację, która smakowała nawet trochę przypalona. W końcu gdzie kucharek sześć... Wypiliśmy po szklaneczce słodkiego grzańca a wtedy nawet niemieckie country brzmiało jakoś znośniej. Potem jeszcze trzeba było przestawić zegar, który co godzinę brzmiał jak inny ptak. O północy była sowa.  

Monotonny dzwięk farelki sprawił, że spałam tam bardzo dobrze. Rano obudziło mnie rześkie zimno i biały krajobraz za oknem. Na krzewach kopczyki śniegu a na niebie piękne słońce. Rankiem jajecznica z grzybami i krótki spacer. Szkoda było wracać.

Po powrocie do domu zrobiłam biryani z soczewicą, które chyba mi się nie znudzi. Jest rozgrzewające od korzennych przypraw i pożywne. Będzie pewnie na moim stole jeszcze nie raz w nadchodzącym czasie.


Biryani z soczewicą
filet z kurczaka albo indyka
puszka ciecierzycy z zalewy
100g orzechów nerkowca
100g rodzynek
szklanka długoziarnistego ryżu (używam basmati)
2.5 szklanki wrzątku (albo bulionu warzywnego)
2 suszone papryczki chili
laska cynamonu
łyżka kurkumy
łyżka kminu rzymskiego
łyżka mieszanki garam masala
3 łyżki tartego imbiru
2 duże ząbki czosnku
jedna duża cebula
6 łyżek oleju o neutralnym smaku


Przygotowanie biryani zaczynam od uprażenia orzechów nerkowca. Robię to na suchej patelni potrząsając co chwilkę i bardzo uważam by się nie przypaliły. Uprażone orzechy odstawiam na bok.
Na osobnej patelni rozgrzewam olej i dodaję przyprawy: kmin, garam masala, kurkumę , rozkruszoną na duże kawałki korę cynamonowca i papryczkę chili. Na patelnię dorzucam posiekaną drobno cebulę i podsmażam aż się zeszkli. Pod koniec dodaję świeży starty imbir i przeciśnięty przez praskę czosnek. Po chwili dorzucam pokrojone na małe kawałki, posolone mięso. Wtedy przyprawy powinny uwolnić swój aromat i przestać się smażyć. Mięso odrobinę się zetnie i zacznie przysmażać. Wtedy na patelnię wrzucam ryż. Powinien się lekko zeszklić. Zalewam go wówczas gorącym wrzątkiem, dodaję rodzynki, orzechy nerkowca i przykrywam patelnię. Duszę to na małej mocy palnika jak risotto, od czasu do czasu mieszając (właściwą metodą jest próżenie całości w piekarniku, gdzie ciepło rozhodzi się równomiernie a potrawa nie ma szansy się przypalić). Potrawa będzie gotowa gdy tylko ryż się ugotuje, co w przypadku basmati zajmuje nie więcej niż 20 minut. Kiedy ryż całkowicie wchłonie płyn a potrawa nabierze właściwiej konsystencji doprawiam jeszcze solą do smaku i dorzucam odsączoną z zalewy ciecierzycę. Wszystko mieszam, podrzewam jeszcze przez chwilkę i podaję posypane natką pietruszki. 
Smacznego

piątek, 5 października 2012

Indyk szpinak i pomidory


Wczoraj po wyjściu z kina na dworze było wciąż ciepło. Rano, kiedy zakładam cieniutką kurtkę, czuję jakby był to ranek z początku września a nie października. Złote i brązowe liście na chodniku przypominają, że to tylko mi się zdaje. Podoba mi się takie poranne słońce.
Brakuje mi czasu na wszystko. Na czytanie, na pisanie maili, na sport...a zadań przybywa mi ciągle, zamiast ubywać. W moim czerwonym kalendarzu zapisuję sobie co jeszcze zamierzam zrobić, ugotować, upiec i czego się oczywiście nauczę. Notuję zadania w pracy i terminy, bo jak zwykle zapominam o wszystkim. I gubię rzeczy, tak jak gubiłam spinki do włosów w przedszkolu i podstawówce. 
Czasem mam wrażenie, że nic się od tamtej pory nie zmieniło. 
Moje rzeczy trzymam tam, gdzie popadnie, a nie na swoim miejscu. Dużo gadam i uśmiecham się podobno szeroko, dość często zamyślam, popadam w tarapaty...  
Dobrze, że teraz mam blisko kogoś, kto ratuje mnie ze wszystkich moich małych katastrof, pilnuje terminów i załatwia pilne sprawy. To się nazywa mieć szczęście.
Upiekłam mu za to indyka ze szpinakiem i suszonymi pomidorami. 

To jest zdrowsza alternatywa dla kurczaka. Idyki nie tolerują szybkiej hodowli napędzanej hormonami. Mięso indyka jest delikatniejsze niż wieprzowina i wołowina ale zawiera mało tłuszczu. Taką roladę można podawać z pieczonymi ziemniakami, z ryżem albo na zimno do chleba czy białej bagietki.  

Indyk ze szpinakiem i suszonymi pomidorami

około 1.2kg filetu z indyka
150g młodego szpinaku
7-10 suszonych pomidorów w oliwie
ząbek czosnku
3 łyżki musztardy francuskiej
3 łyżki masła
około 5 łyżek oliwy z oliwek
pieprz i sól 
garść natki pietruszki

rękaw do pieczenia

Mięso trzeba posypać solą i pieprzem, naciąć ślimakowo, tak by później można je było zwinąć w roladę. Ważne by kupić odpowiedni kawałek. Przygotowanie małej ilości ma sens tylko jeśli będziemy zwijać małe roladki, inaczek napotkamy trudności przy zwijaniu pieczeni. 
Na patelni rozpuszczamy masło i na nim podsmażamy umyte listki szpinaku. Wystarczy poczekać, aż szpinak zmieni kolor na ciemniejszy, wtedy dodajemy do niego przeciśniety przez praskę ząbek czosnku i odrobinę soli. Podsmażamy jeszcze przez kilka minut i odstawiamy do przestudzenia. Mięso indyka smarujemy od środka musztardą francuską i wzdłuż dłuższego boku wykładamy na nie chłodny szpinak. Obok układamy pokrojone w cienkie paseczki suszone pomidory (opcjonalnie dodajemy drobno posiekaną natkę pietruszki) i zwijamy w roladę. Całość związujemy ciasno przy pomocy sznurka albo dratwy. Z zewnątrz smarujemy roladę oliwą z oliwek, ewentualnie również pozostałą musztardą. Pieczemy w rękawie, w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 stopni, przez 1.5 godziny plus 20 minut po rozcięciu rękawa do lekkiego zrumienienia mięsa na zewnątrz. Podczas pieczenia w rozciętym rękawie polewamy mięso płynem, który oddało przedtem. Mięso indyka jest bardzo delikatne, dlatego piecze się dość szybko. Niestety traci wilgoć podczas pieczenia, więc koniecznie trzeba opiekać je w rękawie albo pod przykryciem. Tak przygotowany indyk jest soczysty, delikatny i smakowity. 
Smacznego!

niedziela, 29 kwietnia 2012

Pandi, indyjskie Curry z wieprzowiną


Spośród wszystkich kuchni azjatyckich chyba najbardziej do gustu przypada mi kuchnia indyjska: kolorowa, różnorodna i odmienna od kuchni europejskich. Znana potrawa przygotowana w różnych domach zawsze może mnie zaskoczyć. Przy tym praktykowane w Indii jedzenie prawą ręką jest dla mnie dużo bardziej intuicyjne, niż jedzenie pałeczkami. 
Obserwowałam kiedyś uśmiechnięte hinduski lepiące z ryżu małe porcje i upychające je sprawnie w ustach za pomocą kciuka. Widziałam zakłopotanie zachodnich turystów, którym z trudem przychodziło jedzenie dłońmi Widziałam też rozbawienie hindusów przynoszących im widelce albo łyżki. Na szczęście pyszne curry smakuje zawsze dobrze, niezależnie jak je zjadamy. 
Curry to przede wszystkim sos: gęsty, aromatyczny i pożywny. Do curry serwuje się tylko steamed plain rice, czyli gotowany ryż bez przypraw, aby nie zabić subtelnego smaku. Najlepiej by był to ryż basmati, ryż który jest wśród odmian ryżu tym czym szampan wśród win musujących. Szlachetne odmiana ryżu basmati jest uprawiana właśnie w Indii. Curry musi być świeże i przygotowane z najlepszych składników. Dzisiejsza potrawa pochodzi z prowincji Karnataka. Jest o tyle nietypowa, że przygotowana z wieprzowiny, rzadko jadanej w Indii z uwagi na dość licznych wyznawców islamu. W pandi główną rolę grają trzy składniki. Pierwszym jest delikatne mleko kokosowe, pochodzące z licznie rosnących w Karnatace  palm kokosowych. Nadaje ono potrawie słodycz i kremową konsystencję. Drugim jest papryczka chili, nadająca pikantnego smaku i wyrazistości. Trzecim ale ważnym składnikiem jest pasta z tamaryndowca,  której pandi zawdzięcza kwaskowaty smak. Owoce tamaryndowca mają w Indii różnorakie zastosowanie. Używa się ich do barwienia tkanin, przygotowania napojów chłodzących ale też wielu potraw. Do tego curry nadaje się blok z tamaryndowca, który trzeba uprzednio namoczyć w ciepłej wodzie. Można go kupić w dobrych sklepach z żywnością azjatycką. Jest on ważnym jeśli nie najważniejszym składnikiem tego curry. Curry zagęszczone jest pastą z karmelizowanej cebuli. Poza tym pandi zawiera właściwie niewiele przypraw: kurkumę, pieprz, kmin rzymski i gorczycę. Spróbujcie, pandi smakowało wszystkim których nim częstowałam.




Pandi z wieprzowiną


4 łyżki oleju roślinnego (użyłam rzepakowego)
6 ząbków czonsku
około 2,5 cm korzenia imbiru
250g pasty z karmelizowanej cebuli (albo 4 duże cebule i odrobina oleju)
3 suszone papryczki chili
700g szynki wieprzowej bez tłuszczu
300ml bulionu warzywnego albo wody (użyłam wody)
2 łyżki pasty z tamaryndowca
200ml mleka kokosowego
sól morska
1 łyżka stołowa mielonego kminu rzymskiego
1 łyżka nasion musztardowca (czyli gorczycy, najlepiej czarnej)
pół łyżki utłuczonych ziaren czarnego pieprzu
pół łyżki kurkumy




Do przygotowania pandi używamy pasty z karmelizowanej cebuli. Trudno będzie kupić gotową pastę bez dodatkowych przypraw, dlatego przygotowałam ją sama. Robiłam to już na dwa różne sposoby, mniej czasochłonne jest użycie patelni ale można też karmelizować cebulę w piekarniku i tak zrobiłam tym razem. Wystarczy na dużej blaszce wysmarowanej olejem porozrzucać pokrojoną w plastry cebulę i piec w temperaturze 200 stopni aż zacznie się przypiekać i karmelizować. Upieczoną i przestudzoną cebulę zmiksowałam w blenderze na gładką pastę i dodałam ją do curry. 
Aby przygotować curry w woku albo patelni podgrzewamy olej i do niego wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek. Smażymy tylko chwilkę aby olej nabrał czosnkowego aromatu ale czosnek się nie przypalił. Na patelnię dodajemy utarty imbir, kmin rzymski, kurkumę, ziarna musztardowca, pieprz i pokruszone papryczki chili, smażymy przez minutę aż przyprawy uwolnią swój aromat. Następnie dodajemy pastę z karmelizowanej cebuli, podgrzewamy przez następną minutę i dorzucamy pokrojone w kostkę i posolone mięso. Wszystko przekładamy do rondla o pojemności 2.5-3 litrów. Całość smażymy jeszcze około 5-8 minut, aż mięso się częściowo zetnie i dodajemy 100ml wody. Garnek możemy następnie wstawić do nagrzanego piekarnika o temperaturze 180 stopni albo nadal podgrzewać wszystko na kuchence. Po upływie 20 minut wszystko należy przemieszać a następne dodać mleko kokosowe i pastę z tamaryndowca uprzednio rozmieszaną w kolejnych 100ml wody. Całość dusimy jeszcze przez 20 minut, mieszamy, solimy jeśli potrawa wymaga dodatkowej soli i uzupełniamy pozostałą wodą. Curry należy podgrzewać do momentu aż  mięso będzie miękkie. Powinno to zająć następnych 20 minut. Jeśli sos jest zbyt rzadki, możemy zredukować go dusząc curry przez następne 10-15 minut z otwartą pokrywką. Podajemy z ryżem basmati posypane natką z pietruszki, najlepiej natychmiast ale można przechować w lodówce do następnego dnia. 
Smacznego

wtorek, 27 marca 2012

Sos chrzanowy i szynka



Mało jest smaków, które tak mocno kojarzą mi się z Wielkanocą jak świeżo starty chrzan. Twardy korzeń chrzanu uciera się ciężko, bo zapach kręci w nosie i szczypie w oczy. Ale wystarczy dodać odrobinę soku z cytryny, cukru i śmietanki aby uzyskać wyborny dodatek do mięs, jaj i ćwikły. Niektórzy serwują zimny chrzan z wędzonym pstrągiem albo kiełbasą. Takie połączenie też lubię, lecz chrzanowy sos smakuje mi wyśmienicie na ciepło. Ucieram więc żółtka, dodaję śmietankę i mam! Uwielbiam połączenie chrzanu z gotowaną w rosole wołowiną, dla zaostrzenia jej smaku. Dzisiaj jednak podaję go z pieczoną szynką, która pasuje na wielkanocny stół. W ten sposób można też przyrządzić karkówkę albo inny rodzaj waszych ulubionych mięs. Przepis na sos chrzanowy pochodzi od mojego kolegi z pracy -Kuby, który mnie nim kiedyś poczęstował. W moim domu ten sos przygotowuje się w nieco inny sposób. Wersja Kuby smakuje mi jednak bardziej i dlatego zamieszczam ją w tym poście.


Szynka z sosem chrzanowym

1kg chudej szynki (może być większy)
dwa małe ząbki czosnku
3 plastry wędzonej słoniny albo tłustego boczku
2-3 łyżki oleju o neutralnym smaku
kilka gałązek tymianku
sól i pieprz


Szynkę nakłuwamy ostrym nożem i w nacięcia natykamy ćwiartki czosnkowych ząbków owinięte w słoninkę albo boczek. Mięso nacieramy solą, pieprzem oraz drobno posiekanymi listkami tymianku i odstawiamy do lodówki na kilka godzin (około 3-4). Natarte przyprawami mięso pędzlujemy delikatnie olejem (użyłam rzepakowego). Szynka jest chudym mięsem i odrobina oleju zapobiega nadmiernemu wysuszeniu w pierwszych minutach pieczenia. Tak przygotowaną szynkę pieczemy w rękawie, w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 stopni. Czas pieczenia zależy od wielkości szynki. Tradycyjna szkoła każe piec mięso przynajmniej godzinę, na każdy kilogram. Do tego czasu dodałam 30 minut, gdyż nie obsmażałam szynki przed pieczeniem. Rękaw zostawiłam zamknięty aż do samego końca, mięso się delikatnie zrumieniło ale nie straciło całej wilgoci i soczystości. Przed podaniem odczekałam chwilkę i pokroiłam szynkę w spore plastry. Moim zdaniem z sosem chrzanowym można podawać również karkówkę pieczoną w ten sam sposób albo na przykład szynkę z solanki.


Sos chrzanowy (przepis Kuby)

dwa żółtka
dwie łyżki mąki
dwie łyżki masła
około pół szklanki bulionu albo zimnej wody
duży kawałek korzenia chrzanu
200 ml słodkiej śmietanki (18%)
sok z całej cytryny
łyżeczka cukru
sól i pieprz


Na patelni trzeba rozpuścić masło i na nim podsmażyć mąkę jak na sos beszamelowy. Po chwili do mąki należy dolać bulion i wszystko wymieszać.  Zamiast bulionu możecie użyć wody, z dwojga złego jest to moim zdaniem lepsze rozwiązanie niż kostka rosołowa, która zawiera niepotrzebne polepszacze smaku. W osobnym naczyniu należy rozmieszać śmietankę z żółtkami i wlać płyn na patelnię mieszając całość energicznie trzepaczką balonową. Gdy sos będzie miał jednolitą konsystencję można dodać utarty na drobnych oczkach tarki chrzan, pomieszany z sokiem z cytryny i odrobiną cukru. Sos zyska wtedy gęstą konsystencję i swój niepowtarzalny smak. Na sam koniec całość trzeba doprawić solą i pieprzem oraz sokiem z cytryny według uznania. 
Smacznego!

sobota, 11 lutego 2012

Schab zawijany



Ostatnio prowadzę wyścig z czasem. Wszystko jakby sprzysięgło się przeciwko mnie. Komunikacja miejska zwalnia ze względu na mrozy. Mam wrażenie, że autobusy psują się właśnie wtedy gdy do nich wsiadam. Może w trosce o dobro innych pasażerów powinnam chodzić pieszo? Na złość gdy ja mam mnóstwo obowiązków w kinie grają najlepsze filmy... i to nie kilka, lecz kilkanaście na raz! Dodatkowo jeśli już znajdę czas na kino, stoję wraz z tłumem w kolejce po bilety. Na stoliku przy łóżku mam już stos nieprzeczytanych książek, zaległych numerów ulubionych czasopism i urodzinowych kartek, których nie zdążyłam wysłać. Powtarzam sobie, że nie ma co przepraszać, trzeba wziąć się do pracy i zacząć lepiej planować. W końcu inni jakoś sobie radzą: życzenia posyłają na czas, chadzają do kina, czytają i jeszcze nie spóźniają się tak jak ja. Na szczęście wtedy przychodzi sobota i nadrabiam stracony czas. Na początek może coś ugotuję.
Lubię tradycyjne potrawy. Kuchnia polska nadzwyczaj odpowiada moim upodobaniom. Wiosną i latem świeże owoce i warzywa, do których już tęsknię, jesienią przetwory a zimą rozgrzewające i cięższe potrawy. Nie ma u nas miejsca na nudę.
Teraz gdy za oknem wieje wiatr a słupek rtęci spada sporo poniżej zera mam ochotę na spory kawałek pieczonego mięsa, takiego jak schab z suszonymi żurawinami. Humor poprawia mi się potem błyskawicznie i wszystko wygląda już optymistyczniej, nawet kolejki i siarczysty mróz.
Rolada ze schabu z żurawinami  
3/4 kg schabu środkowego
kilka plastrów wędzonego boczku
garść suszonych żurawin
2 ząbki czosnku
4 łyżki oleju roślinnego
sól i pieprz
sznurek do zwinięcia (na przykład dratwa)


Schab należy rozwinąć. W tym celu ostrym trybownikiem nacinamy kawałek wzdłóż, tak by odciąć centymetrową warstwę. Dalej posuwamy się spiralnie, by cały schab rozwinąć jak roladę. Tak powstały płat mięsa delikatnie rozbijamy tłuczkiem. Czosnek przeciskamy przez praskę i mieszamy z solą. Nacieramy schab czosnkową papką z obu stron. Mięso posypujemy też świeżo zmielonym pieprzem. Wewnętrzną stronę rolady wykładamy plastrami wędzonego boczku i posypujemy suszonymi żurawinami. Roladę zwijamy ciasno i obwiązujemy sznurkiem albo grubą nicią. W rondlu rozgrzewamy olej i smażymy roladę pod przykryciem ze wszystkich stron, do uzyskania złocistego koloru. Zmniejszamy moc palnika i dusimy mięso jeszcze przez chwilę. Następnie dolewamy odrobinę wody (jeśli wolimy możemy wodę zastąpić bulionem warzywnym albo mięsnym, jednak moim zdaniem woda wystarczy by mięso nie traciło wilgoci podczas pieczenia). Rondel wstawiamy do rozgrzanego piekarnika albo pozostawiamy na małej mocy jeszcze przez godzinę, co jakiś czas obracając. Na koniec nakłuwamy mięso i sprawdzamy czy jest już dostatecznie miękkie. W razie potrzeby wydłużamy czas pieczenia. Po upieczeniu schab powinien być soczysty. Możemy przygotować go w rękawie zamiast w rondlu. Wtedy rozcinamy folię tuż przed końcem pieczenia aby mięso się zrumieniło. 
Schab podaję z kremowym puree ziemniaczanym i surówką. A wiadomo, że nie ma nic lepszego na zimowe chłody niż tradycyjna sałatka z kapusty kiszonej, solidny zastrzyk z witaminy C. 
Smacznego.