Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wypieki wytrawne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wypieki wytrawne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lutego 2013

Piecuchy, pierogi z pieca


Niekiedy przez cały tydzień nie brakuje mi sił, umiem się sama pozytywnie motywować. Znajduję energię by wstać rano mimo złej pogody, odpierać zarzuty, udowadniać słuszność moich tez, czekać w długiej kolejce na poczcie a wieczorem jeszcze iść do kina, choć padam z nóg. Staram się wtedy nie narzekać, poprawiam sobie nastrój czekoladką, ulubioną kawą, herbatą albo ciekawym artykułem z magazynu czytanego pospiesznie przy śniadaniu. Kupuję słoik kolorowych landrynek, słodkie żelki albo owocowy błyszczyk do ust. Robię bliskim drobne niespodzianki i cieszę się ich uśmiechem. Małe rzeczy, z których czerpię radość są jak zapasowe baterie w sytuacjach podbramkowych.

Jednak czasem nie da się ignorować głupoty. Nie umiem milczeć w sytuacjach, które aż za bardzo mnie obchodzą. Protestuję wtedy głośno i tracę swój pielęgnowany optymizm w głupi sposób. Obiecuję sobie wtedy, że warto oszczędzać go dla najbliższych. Warto koncentrowaćć się na dobrych stronach codzienności i dbać o siebie. Tylko, że raz stracona energia nie wraca tak łatwo. 

Potrzeba weekendu w cieple i odpoczynku. Potrzeba kogoś kto powie co jest w życiu najważniejsze i przywróci nam wiarę, wyzeruje licznik, który zacznie od poniedziałku... od nowa. No i kiedy ten weekend nadchodzi to nic już się nie liczy. 
Zamykam się wtedy na dłuższą chwilę w kuchennym świecie. Gotuję albo piekę coś dobrego. Tym razem zrobiłam pierożki z pieca. Lepienie jest jak mantra powtarzana wiele razy... 50, 60, 80 a nawet 100.  Piecuchy można podawać na zimno, gdy wpadną znajomi na kieliszek wytrawnego wina. 
W lutym, gdy za oknem zimno polecam jednak ciepłe, prosto z piekarnika. Wystarczy podgrzać je przez chwilkę a zadowolą każdego, nawet zmarzniętego łyżwiarza :) 


Pierogi z pieca
porcja na około 70 małych pierożków

ciasto:
0.5kg mąki
20g  świeżych drożdży
200g masła
3 żółtka
4 łyżki kwaśnej śmietany
szczypta soli
łyżeczka cukru


nadzienie pikantne:
20dkg pieczarek
4-5 łyżek oleju roślinnego
pół strąka czerwonej słodkiej papryki
jedna średnia cebula
łyżka papryki wędzonej
szczypta chili (opcjonalnie)
sól

nadzienie serowo-szpinakowe: 100g sera feta
szpinak baby
ząbek czosnku
2 łyżki masła
czarny pieprz

1 całe jajko
1 żółtko
2-3 łyżki śmietanki
nasiona czarnego i białego sezamu do posypania


Do przygotowania tych pierogów można użyć ciasta francuskiego, wtedy będzie to wersja ekspresowa. Wolę jednak miękkie i delikatne ciasto krucho-drożdżowe, którego przygotowanie dokładnie opisałam tutaj (klik). Pierogi można wtedy upiec na długo przed podaniem a mimo tego zachowują świeżość. 

Na patelni rozpuszczamy masło i wrzucamy na nie umyty i osuszony na sitku szpinak. Dusimy, co jakiś czas mieszając i dokładając nowe listki. Szpinak powinien zrobić się ciemnozielony. Dodajemy wtedy przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku i doprawiamy czarnym pieprzem. Dusimy tak długo, aż szpinak będzie suchy i odparujemy całą zgromadzoną w nim wodę.
Do przestudzonego szpinaku wkruszamy ser feta i ucieramy lekko widelcem. Lubię jak kawałki sera są wyczuwalne w farszu, dlatego nie ucieram na gładką masę. Ser feta jest dość słony, więc farszu dodatkowo nie solimy.

Do przygotowania farszu pikantnego trzeba drobno pokroić cebulkę, pieczarki i paprykę. Siekam je w drobną kostkę, wtedy łatwiej nadziewać pierożki. Na rozgrzanym oleju  należy zeszklić cebulkę, do niej dorzucić pieczarki. Kiedy puszczą sok trzeba go odparować i na koniec dorzucić czerwoną paprykę oraz przyprawy: sól, sproszkowane chili i paprykę wędzoną. Wymieszać i przestudzić.

Pierożki wykrawać szklanką, małą łyżeczką nakładać farsz a brzegi smarować rozmąconym jajkiem (to bardzo ważne) i starannie sklejać. Układać na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem i smarować wierzch żółtkiem ze śmietanką. Posypywać pikantne pierożki czarnym a serowo-szpinakowe białym sezamem. Piec przez około 20 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. Przez kilka ostatnich minut dobrze jest użyć termoobiegu, wtedy pierożki szybciej się zrumienią. Jeśli robicie pierożki wypełnione dużą ilością nadzienia (ja takie właśnie lubię) to niektóre mogą się rozklejać podczas pieczenia, zwłaszcza te z nadzieniem serowo-szpinakowym. Dlatego tak ważne jest smarowanie brzegów jajkiem, które zespala i zapobiega wypływaniu farszu.
Smacznego



Życzę Wam dobrego tygodnia oraz pozytywnej motywacji! 

środa, 30 stycznia 2013

Zwiebelkuchen


Zwiebelkuchen są popularne w Niemczech, Szwajcarii, Austrii i niektórych regionach Francji. Ile miejsc tyle rodzajów. Królują na stołach kiedy zbiera się cebulę z pól i kiedy przychodzi czas na próbowanie młodego wina. Pierwszy raz spróbowałam ich w Bazylei.  Na wielkiej desce leżał cieniutki placek z brzegami prawie czarnymi od węgla. Mój pierwszy zwiebelkuchen pieczony był bowiem w starym piecu opalanym drewnem i smakował genialnie. 
Potem spróbowałam jeszcze wielu innych, zwanych czasem podpłomykami (Flammkuchen). Po niewielkie Zwiebelkuchen pieczone w polowym piecu podczas sobotnich targów, zawsze ustawiała się kolejka. W restauracjach serwuje się częściej placki cienkie jak pergamin. Udają wtedy rustykalną pizzę. Zwiebelkuchen domowej roboty pieczone są często na dużych blachach i krojone na małe kawałki. Na zimno stanowią zgrany duet z lekkim, młodym winem. 
Dzisiejsze Zwiebelkuchen zrobiłam na poczekaniu, bo to mało skomplikowany wypiek. Wystarczy minimum produktów. Cebulę i mąkę w domu ma chyba każdy. Uformowałam je w małe placki, jak podpłomyki, które można jeść rękoma. Pomysł na szybką i prostą kolację w stylu slow, bo wbrew pozorom te trzy rzeczy się nie wykluczają. 


Zwiebelkuchen 
8 sztuk

4 duże cebule
100g wędzonego boczku
6 łyżek oleju roślinnego
200g twarożku homogenizowanego naturalnego
1 jajko
sól i pieprz 
łyżeczka kminku (opcjonalnie jeśli lubimy)
łyżeczka majeranku
300g mąki 
około 200ml ciepłej wody
20g drożdży 
łyżeczka cukru


Drożdże rozkruszyłam i wymieszałam z 3 łyżkami mąki i 3 łyżkami lekko ciepłej wody. Odstawiłam w ciepłe miejsce do momentu aż drożdże zaczęły pracować. Wtedy dodałam resztę mąki, łyżkę oleju (po jego dodaniu ciasto jest elastyczne) i stopniowo dolewałam wodę, jednocześnie zagniatając. Gdy ciasto miało już jednolitą strukturę i łatwo odchodziło od ręki uformowałam z niego kulę i odstawiłam do wyrośnięcia. 
W tym samym czasie posiekałam cebulę w grubszą kostkę a boczek na małe kawałki. Na patelnię wlałam olej i podsmażyłam na nim najpierw boczek a potem cebulkę. Gdy cebulka była już lekko rumiana zdjęłam całość z palnika i przyprawiłam solą i pieprzem. W osobnym naczyniu wymieszałam homogenizowany twarożek z całym jajkiem. Dodałam przyprawy: kminek, majeranek oraz sól i pieprz. Do masy jajecznej wrzuciłam  cebulę z boczkiem (przestudzoną , żeby masa się nie ścięła). 
Gdy ciasto podwoiło swoją objętość zagniotłam je i podzieliłam na 8 części. Z każdej przy pomocy wałka i dłoni uformowałam niewielkie krążki. Na środek każdego wyłożyłam cebulowy farsz (według mnie im więcej tym lepiej). 
Piekłam w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 stopni przez około 25 minut. Zwiebelkuchen powinny być chrupiące z brzegu a farsz powinien być ścięty. Można podawać je na ciepło ale smakują wyśmienicie także na zimno. 
Smacznego

sobota, 22 grudnia 2012

Wigilijne kapuśniaczki


Na wszelkich spotkaniach wigilijnych w pracy czy szkole oraz w innych miejscach najlepiej sprawdzają się wypieki wytrawne. Dlaczego? Otóż wszyscy, przekonani że Boże Narodzenie to przede wszystkim słodkie święta, przynoszą pierniki, serniki i inne słodycze. Wówczas zgromadzeni sięgają tym chętniej po coś wytrawnego. I choć sama jestem wielbicielką słodyczy, polecam dziś kapuśniaczki z nadzieniem wigilijnym, przygotowane na bazie krucho-drożdżowego ciasta. Najwięcej pracy kosztuje zawsze przygotowanie farszu, który trzeba drobno posiekać. Potem już sprawa jest prosta. 
Upieczone kapuśniaczki długo zachowują świeżość, dzięki temu, że ciasto jest krucho-drożdżowe a nie tylko drożdżowe. Można je podawać na ciepło do wigilijnego barszczu albo na zimno. Podpieczone kapuśniaczki można zamrozić i rozgrzać w piekarniku tuż przed podaniem. 


Kapuśniaczki

0.5kg mąki
20g  świeżych drożdży
200g masła
3 żółtka
4 łyżki kwaśnej śmietany
szczypta soli
łyżeczka cukru

nadzienie
0,7kg kapusty kiszonej
2 duże cebule
20 sporych kapeluszy suszonych grzybów leśnych
6 łyżek oleju
jedna mała marchewka
300g pieczarek
czarny pieprz

kminek
jedno jajko


Z mąki i tłuszczu zagniatamy kruszonkę. Do niej dodajemy żółtka, sól i drożdże rozrobione z cukrem i kwaśną śmietaną. Całość wyrabiamy jak półkruche ciasto i odkładamy na około pół godziny w ciepłe miejsce. 
Farsz najlepiej przygotować wcześniej i schłodzić (można go nawet zamrozić). Cebulę siekamy na drobną kostkę i podsmażamy do uzyskania złotego koloru. Dodajemy pieczarki i grzyby leśne, uprzednio namoczone w zimnej wodzie (wody po namoczeniu grzybów nie wylewamy). Grzyby powinny być posiekane bardzo drobno (tak samo jak cebula). Smażymy wszystko, aż pieczarki puszczą wodę, którą trzeba później zredukować. Na koniec dodajemy kapustę kiszoną, odciśniętą z nadmiaru soku i marchewkę potartą na drobnych oczkach. Wszystko razem krótko podsmażamy i dodajemy wodę pozostałą po namoczeniu grzybów leśnych. Farsz trzeba dusić pod przykryciem, aż kapusta zmięknie, doprawić do smaku i przestudzić. 
Ciasto, które po leżakowaniu powinno nieco zwiększyć swoją objętość trzeba jeszcze krótko zagnieść i rozwałkować na grubość około 4mm. Na prostokącie ciasta, na dłuższym boku układamy łyżką farsz. Zawijamy w zgrabny rulon, w miarę możliwości zostawiając tylko jedną podwójną warstwę ciasta. Następnie rulon układamy zakładką do dołu, tak by złącze w czasie pieczenia się nie rozchodziło. Kapuśniaki bowiem odrobinę wyrosną i wtedy mogłyby się otwierać. Z rulonu wycinamy równe romby. Układamy je na blaszce, smarujemy z wierzchu roztrzepanym jajkiem (może być z odrobiną mleka) i posypujemy kminkiem (makiem albo sezamem jeśli kminku nie lubimy). Wypiekamy przez około pół godziny w temperaturze 180 stopni. 
Smacznego

sobota, 24 listopada 2012

Pizza krok po kroku


Moje eksperymentowanie z pizzą zaczęłam jeszcze w podstawówce. Przepis spisałam na kartce od młodszej Siostry mojego Taty. To była gruba i puchata pizza z pieczarkami, startym żółtym serem i ketchupem z Włocławka (według Mojego Męża najlepszy na świecie), który zna chyba każdy. Sama piekłam potem trochę inną wersję. Uczyłam się ile soli dodać do ciasta, jak długo musi wyrastać i w jakiej temperaturze je piec?
Na studiach chodziliśmy do małej pizzerii Picolo, w której serwowano tylko pizzę, herbatę i czerwony barszcz. Zawsze była tam kolejka, nawet tuż przed zamknięciem. Zamykali blisko północy i wtedy zamawialiśmy puchatą pizzę na wynos. Była pyszna!
Potem posmakowałam pizzy na cienkim cieście, pieczonej w piecu opalanym drewnem, z dodatkiem oliwy, rukoli i prawdziwej mozzarelli. To było bardzo dawno i od tamtego czasu często próbowałam zrobić taką w domu. 
Moja pizza jest tym co da się upiec na blaszce, bez specjalnego pieca. Dodatki wybieram według apetytu, najczęściej są to tylko: mozzarella, pomidory i czarne oliwki. Często na połowie placka dokładam inne dodatki a część zostawiam jako klasyczną margheritę tylko dla mnie. Ciasto wałkuję raczej cieniutko i nie pozostawiam do wyrastania, wkładam od razu do pieca. Do upieczonej pizzy podaję czasem osobno oliwę z pierwszego tłoczenia, może być czosnkowa albo z dodatkiem ziół. 
Kiedy więc tak jak dziś mam ochotę na pizzę wyjmuję blaszkę i przynoszę z piwnicy domowej roboty passatę pomidorową. Zagniatam ciasto. W czasie gdy wyrasta biegnę do sklepiku po mozzarellę. Do tego otwieram butelkę ulubionego wina i mam już kolację. 


Pizza domowa

ciasto 
2 szklanki mąki (użyłam mąki szymanowskiej)
2 dkg świeżych drożdży
2 łyżki oliwy z oliwek
łyżeczka białego cukru
łyżka soli morskiej
200ml ciepłej wody

sos
200ml passaty pomidorowej (używam passaty domowej roboty, z pestkami, można użyć pomidorów z puszki)
2 łyżki oliwy 
łyżka suszonego oregano (lepiej gałązka świeżego)
łyżka suszonej bazyli (lepiej garść listków świeżej)
1 duży ząbek czosnku
szczypta mielonego chili
szczypta soli (jeśli passata była solona można pominąć)
szczypta brązowego cukru

dodatki 
2 kulki sera mozzarella
20-30 czarnych oliwek
kilka filecików anchois (opcjonalnie)

Drożdże rozkruszam w misce, dodaję cukier, sól i 3 łyżki ciepłej wody oraz 2 łyżki mąki. Wszystko razem mieszam i wstawiam do kąpieli z ciepłej wody aby drożdże się "obudziły" i zaczęły rosnąć. Gdy masa podwoi swoją objętość dodaję pozostałą mąkę, oliwę z oliwek i stopniowo dolewam wodę. Ciasto musi być elastyczne ale nie może kleić się do rąk. Jeśli jednak się klei dosypuję odrobinę mąki. Gładkie ciasto formuję w kulę i odstawiam do wyrośnięcia w ciepłe miejsce, przykrywam ściereczką żeby nie wysychało (wyrośnięte ciasto wygląda jak na zdjęciu). 
W tym czasie przygotowuję sos. Małą butelkę passaty pomidorowej (gotuję sama w sezonie z pomidorów razem z pestkami) smażę na patelni z oliwą. Gdy jej objętość się odrobinę zredukuje dodaję przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, zioła i przyprawy. Mieszam i odstawiam do przestudzenia.
Po wyrośnięciu, czyli po około 30 minutach ciasto jeszcze raz zagniatam, aby uwolnić pęcherzyki dwutlenku węgla, który powstał w procesie wyrastania. Wtedy wałkuję ciasto cieniutko i układam na blaszce wysypanej warstewką mąki. Nie pozwalam aby ciasto wyrosło po raz drugi, wtedy pizza zostaje cieniutka (wyrasta jeszcze nieco w piekarniku). Brzegi ciasta smaruję oliwą. Na środek rozkładam przestudzony sos, mozzarellę pokrojoną w cieniutkie plasterki i oliwki, które wcześniej pozbawiam pestek (moją pizzę przed upieczeniem widać na ostatnim zdjęciu). Piekę w dobrze nagrzanym piekarniku (220 stopni) przez 30 minut. Przez ostatnie 10 minut używam funkcji grzania z góry aby ser się ładnie rozpiekł, a brzegi się lekko zrumieniły. Czas pieczenia zależy od tego jak bardzo rozwałkowane jest ciasto. Spód pizzy powinien być lekko chrupiący ale ciasto na brzegach powinno zachować puszystość. 
Smacznego

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Krakersy z cheddarem do piwa



W dżdżyste dni nie chce mi się wstawać z łóżka. Bębnienie deszczu w szyby okien działa usypiająco a szary odcień nieba nie obiecuje słonecznego dnia. Wtedy często śpię tak długo jak się da. O ile w dzień powszedni nie ma wymówki, bo wstawać trzeba, o tyle w weekend chciałoby się cały dzień snuć po domu w piżamie. Tylko, że jeszcze nigdy nie zdarzył mi się taki dzień...bo jednak zawsze decyduję się zaryzykować i wstać z łóżka. I zawsze warto! Dla przyjemności spaceru z parasolem, w kaloszach, gdy powietrze pachnie deszczem. Warto dla niespodziewanych spotkań z uśmiechniętymi ludźmi, jak z deszczowej piosenki, dla wzruszającego i zabawnego filmu w kinie. Warto dla wielu innych rzeczy.
Nie piję piwa, bo nie lubię. Nie oglądam telewizji bo nie mam telewizora. Od słonych przekąsek wolę słodycze... ale mieszkam z wielbicielem orzeszków, paluszków, precelków, oraz piwa... Dlatego w deszczowe dni piekę serowe krakersy. Te ciasteczka można zrobić na bazie dobrego ostrego cheddara albo innego twardego i dojrzałego sera. Idealny będzie litewski dziugas, który jest jednym z moich ulubionych. Można je powycinać na kształt małych talarków albo w tradycyjne prostokąty. Przechowuję je w słoju na wypadek nagłej zachcianki. 



Krakersy z cheddarem
120g ostrego sera cheddar
150g mąki pszennej (typ 500)
100g masła
pół łyżeczki sody
1 jajko
szczypta soli
szczypta pieprzu


Mąkę trzeba wymieszać z sodą, solą i pieprzem. Do mąki dodajemy zimne masło i siekamy tak jak na ciasto kruche. Do kruszonki wbijamy jajko a następnie dokładamy ser drobno starty na tarce. Całość zagniatamy. Ciasto powinno być miękkie ale nie kleić się do rąk, jeśli się klei trzeba dosypać odrobinę mąki i odstawić w zimne miejsce na około pół godziny. Schłodzone ciasto należy wałkować na grubość około 3 mm i wycinać ulubione kształty. Każde ciasteczko ponakłuwać widelcem. Krakersy trzeba piec tylko 10 minut w temperaturze 200 stopni, do momentu zrumienienia. Ostudzone ciasteczka przechowujemy w suchym naczyniu, w chłodnym miejscu.  
Smacznego.



Ps. Te krakersy można piec nie tylko w deszczowe dni!