Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta i ciastka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta i ciastka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 listopada 2014

Szarlotka z kratką i żurawinami


W blogowaniu próbuję zachować zgodę z własnymi przekonaniami i nie robię nic na siłę. Ostatnie miesiące były dla mnie dość przełomowe. Choć jak zawsze dużo czasu spędzałam w kuchni nie zawsze miałam czas aby podzielić się tutaj moimi kulinarnymi poczynaniami, czego bardzo żałuję. W najbliższym czasie czeka mnie jeszcze wiele zmian, o których na pewno napiszę. Przede wszystkim mam nadzieję, że uda mi się częściej tutaj bywać :)

Szarlotkę lubią prawie wszyscy. Tyle, że ile domów, tyle rodzajów kruchego jabłecznika. Niektórzy przepadają za połączeniem jabłek i cynamonu (i ja do nich należę). Kiedy spodziewam się gości nie zaryzykuję cynamonowego połączenia, bo wiem że sporo osób go nie znosi. Wśród moich znajomych jest też wielu, którzy nie jedzą rodzynek, dlatego w dzisiejszym przepisie zastąpiłam je kwaskową żurawiną. Dzisiejsza szarlotka powinna być upieczona na większej blaszce, tak by rozłożyć maksymalnie dużo jabłek na cieniutkiej warstwie ciasta.


Szarlotka z kratką i żurawinami

1kg jabłek na szarlotkę
spora garść żurawiny
5 łyżek brązowego cukru
opakowanie cukru z prawdziwą wanilią
sok z jednej cytryny

ciasto
6 żółtek
2 łyżeczki proszku do pieczenia
150g mąki orkiszowej
450g mąki pszennej
180g cukru pudru
300g masła
opcjonalnie łyżka lub dwie kwaśnej śmietany


Obrane i pokrojone w małe plasterki jabłka zasypujemy mieszaniną brązowego cukru i cukru z prawdziwą wanilią, skrapiamy sokiem z cytryny i odstawiamy na przynajmniej godzinę. Kiedy jabłka puszczą sok zlewamy go do osobnego naczynia (możemy wykorzystać go jako bazę do przygotowania na przykład domowego kisielu jabłkowo-żurawinowego). Do jabłek dodajemy 2-3 łyżki mąki ziemniaczanej aby podczas pieczenia szarlotka nie podchodziła wodą.

Mąkę mieszamy z cukrem pudrem oraz proszkiem do pieczenia, dodajemy masło i siekamy tak, by powstała kruszonka. Wbijamy żółtka i szybko zagniatamy w gładkie ciasto. Dodajemy kwaśną śmietanę jeśli ciasto będzie zbyt suche. Zawijamy ciasto w folię spożywczą i schładzamy w lodówce przez około pół godziny. 

Schłodzone ciasto dzielimy na dwie części. Około trzech czwartych powinno trafić na spód a jedna trzecia będzie przeznaczona na kratkę. Cienko rozwałkowane ciasto rozkładamy w dużej foremce. Na wierzchu układamy grubą warstwę jabłek i pokrojone w połówki żurawiny. Całość przykrywamy kratką i pieczemy przez około 40 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. Rumiane ciasto studzimy i posypujemy cukrem pudrem. Podajemy jeszcze ciepłe z lodami waniliowymi i bitą śmietanką.
Smacznego

środa, 25 czerwca 2014

Jagodzianki


W weekend jest pora wypoczynku. W weekend jest czas by jechać do lasu a w lesie można nazbierać jagód. Na straganach dopiero co się pojawiają, za to w lesie na nasłonecznionych stanowiskach jest ich już te całe mnóstwo.

Zbieraliśmy we dwójkę prawie godzinę. Na nogach zostały bąble od ugryzień komarów, ręce całe w jagodowych plamach i tylko małe pudełko ciemnych kuleczek. Kto nigdy nie był na jagodach ten nie wie ile pracy kosztuje taki zbiór. Liczy się też wyprawa do lasu, świeże powietrze i zieleń. Bo nie pojechaliśmy przecież wcale na jagody ale jakoś tak weselej ze świadomością co zrobię z miseczką pełną owoców.

Po powrocie do domu aż żal, bo pomysłów mnóstwo. Co najlepsze? Może ciasto, może crumble, może tak zjeść od razu z cukrem i ubrudzić nimi język? Każdy woli coś innego. W końcu zawarliśmy kompromis pod hasłem JAGODZIANKI! Bo uwielbiamy je oboje.
Muszą mieć w środku prawdziwe jagody a nie jagodowy kisiel z mrożonki. Ciasto ma być puszyste ale nie przesadnie lekkie. Bułeczka to bułeczka. Dla mnie najlepsze są jagodzianki z lukrem ale w drodze ustępstw robię z kruszonką. 

Wyszły pyszne, miękkie i niezbyt słodkie, spróbujcie sami!




Jagodzianki

600g mąki (plus 2 łyżki na zaczyn)
40g świeżych drożdży
2 całe jajka
2 żółtka
100ml ciepłego mleka
100g masła
100g cukru (plus łyżka na zaczyn)
łyżeczka ekstraktu waniliowego

nadzienie
około 1.5 szklanki jagód (po dużej łyżce na bułeczkę)
3 łyżki cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej albo bułki tartej

kruszonka
30g masła
mąka i cukier 


Drożdże rozmieszać z łyżką cukru, 3 łyżkami mleka i  2 łyżkami mąki. Powstanie dość gęsty zaczyn, który należy odstawić do momentu aż przynajmniej podwoi swoją objętość. Na powierzchni pojawią się wtedy pęcherzyki, co oznacza że drożdże zaczęły pracować. 
Białka jajek odzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę, dodajemy do niej połowę cukru i ubijamy aż się rozpuści. Pianę łączymy z żółtkami, dosypujemy mąkę i dodajemy pracujący zaczyn. Drugą połowę cukru rozpuszczamy w ciepłym mleku i wlewamy do naczynia razem z ekstraktem waniliowym. Zaczynamy wyrabiać ciasto. Zawsze robię to ręcznie ale można użyć mocnego robota kuchennego, jeśli takim dysponujecie. Masło rozpuszczamy i jeszcze ciepłe stopniowo wlewamy w trakcie. Zwykle wyrabianie zajmuje około 15 minut. Czasem dosypuję odrobinę mąki aby ciasto nie kleiło się do rąk i do miski. Kiedy już łatwo odchodzi od ścianek naczynia a jego konsystencja jest jednolita można omączonymi dłońmi zrobić z niego kulę i odstawić do wyrośnięcia na minimum godzinę. Jeśli ciasto przed wyrastaniem jest miękkie nie należy się tym przejmować, w czasie wyrastania jego struktura się zmieni. Pozostanie miękkie ale sprężyste i łatwe do formowania. W międzyczasie należy przygotować kruszonkę. W małym naczynku rozpuścić masło i powoli dosypywać do niego na zmianę po łyżce mąki i łyżce cukru do momentu aż utworzy okruchy (u mnie było to po dodaniu 4 łyżek mąki i 4 łyżek cukru). 
Po upływie godziny ciasto na bułeczki powinno podwoić swoją objętość. Należy je wtedy jeszcze raz krótko zagnieść i podzielić na 12 równych części. U mnie każda ważyła po mniej więcej 100g. Z kawałków ciasta trzeba formować placuszki, na środek każdego położyć łyżkę jagód z cukrem (ewentualnie wymieszanych z mąką ziemniaczaną lub bułką tartą, która wchłonie nadmiar soku) i dokładnie zakleić, formując rodzaj wrzecionka. Sklejoną część do dołu ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia a następnie ponownie odstawić na 30 minut do wyrośnięcia. 
Wyrośnięte bułeczki smarować żółtkiem rozmieszanym z łyżką mleka i posypywać kruszonką. Piec 20 minut w temperaturze 180 stopni albo po prostu do zrumienienia. 
Studzić na kratce i podawać najlepiej tego samego dnia, choć bułeczki zachowują świeżość także dnia następnego. 
Smacznego

sobota, 7 czerwca 2014

Ciasto jogurtowe z morelami



Morele to jedne z moich ulubionych letnich owoców. Nie opanowałam jeszcze sztuki smażenia konfitury morelowej, która nie traci koloru w czasie przechowywania (może ktoś ma na to sposoby). Za to uwielbiam morelowy kompot i wszelkie ciasta z morelami. Kwaskowe owoce łączę z czekoladowym spodem albo dodaję do ciasta drożdżowego razem z garstką jagód. Ponieważ na jagody trzeba jeszcze trochę poczekać upiekłam dziś ciasto jogurtowe z przepisu Doroty Świątkowskiej, autorki blogu Moje Wypieki. Ciasto jest banalnie proste i smaczne. Przypomina trochę ciasto z maślanką, które już się tutaj pojawiło. Różnica polega na tym, że do jego przygotowania używa się gęstego jogurtu.  Polecam do niedzielnej kawy albo na leniwy piknik!


Jogurtowe ciasto z morelami
(przepis pochodzi z książki Moje Wypieki i desery autorstwa Doroty Świątkowskiej)

500g mąki
2 łyżeczki sody oczyszczonej
600g jogurtu greckiego (używam jogurtu bałkańskiego Maluta)
160ml oleju 
220g cukru
1 duże jajko
sok i skórka z jednej cytryny
600g moreli

Wszystkie składniki ciasta powinny być w temperaturze pokojowej (żeby ciasto nie udało się z zakalcem). Mąkę wymieszałam z sodą oczyszczoną. Olej, cukier, sok i skórkę z cytryny umieściłam w osobnym naczyniu i dodałam jajko oraz jogurt. Na koniec dosypałam mąkę z sodą. Wszystkie mokre składniki połączyłam z mąką, tak że powstało gładkie ciasto. Wyłożyłam je do wysmarowanej masła foremki. Na wierzchu ułożyłam wypestkowane morele. Piekłam 1.5 godziny w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni do uzyskania suchego patyczka. Porcja ciasta jest wystarczająca do upieczenia ciasta w dużej foremce, jeśli jednak chcecie upiec w mniejszej czas pieczenia może być dłuższy. Ciasto jest bowiem dość wilgotne i trzeba je dobrze wysuszyć. Po przestudzeniu ciasto trzeba posypać cukrem pudrem. 
Smacznego



niedziela, 27 kwietnia 2014

Tarta migdałowa z rabarbarem


Po dłuższej przerwie wracam do kuchennych zajęć, bo wraca mój ulubiony czas wiosennych, sezonowych warzyw i owoców. Ku mojej uciesze wiosna przyszła dużo wcześniej niż w ubiegłym roku. Pamiętam majówkę 2013 i deszcz, brzozy przed moimi oknami dopiero wypuszczały listki. Teraz za oknem jest już całkiem zielono i to w kolorach soczystej zieleni, takiej typowo wiosennej. Dom dekoruję kolorowymi kwiatami. Były narcyzy, pachnące konwalie i stokrotki. Dziś są papuzie tulipany z postrzępionymi płatkami. 
Nie mogę się już doczekać na nowalijki. Wczoraj pierwszy raz ugotowałam moje ulubione szparagi. Niedługo będę kupować młodą kapustę i kalafiory. Jadłam już pierwsze truskawki, które choć pachniały zachęcająco okazały się trochę głąbowate.
Dziś upiekłam sezonową tartę z rabarbarem, bo ten smakuje już tak jak powinien. Zacieram ręce na myśl o drożdżówce z kwaskowymi kawałkami. Dziś skorzystałam z przepisu znalezionego w książce White Plate słodkie autorstwa mojej ulubionej blogerki Elizy Mórawskiej. Trochę zmieniłam proporcje nadzienia ale tarta udała się pięknie. Zachęcam bardzo do spróbowania.


Tarta migdałowa z rabarbarem
podaję za White plate słodkie

ciasto
100g masła
170g mąki pszennej
1 żółtko
60g drobnego cukru (użyłam cukru pudru)

nadzienie
120g masła (użyłam 100g)
60g migdałów mielonych (użyłam 100g)
100g cukru
2 jajka
skórka otarta z pomarańczy

4 grube łodygi rabarbaru (w oryginale 700g)
100g cukru (w oryginale 200g)

Rabarbar umyłam i razem ze skórką pocięłam na kawałki o średnicy patelni. Na patelni rozgrzałam cukier i w nim zatopiłam kawałki rabarbaru. Podgrzewałam aż łodygi puściły sok i lekko zmiękły a następnie odstawiłam.

Z podanych składników zagniotłam ciasto kruche. Zawinęłam w folię i odstawiłam do lodówki na 20 minut. Okrągłą foremkę do tarty wysmarowałam masłem i wykleiłam ciastem. Równo ponakłuwałam ciasto widelcem i przykryłam papierem do pieczenia, na który wysypałam suchą fasolę (aby obciążyć tartę, dzięki temu nie urosła). Podpiekałam tartę przez 15 minut w temperaturze 180 stopni. 

W tym samym czasie przygotowałam nadzienie. Masło utarłam z cukrem na puszystą masę, wbiłam do niej 2 całe jajka, otarłam skórkę z pomarańczy i wsypałam mielone migdały. Powstały krem dokładnie wymieszałam i odstawiłam. 
Na podpieczony, jeszcze ciepły spód wylałam masę migdałową, na wierzch ułożyłam spiralnie łodygi rabarbaru (sposób podpatrzyłam u Eweliny) zaczynając od zewnątrz a kończąc w środku. Taką gotową tartę piekłam jeszcze przez 30 minut. Masa migdałowa powinna nieco się unieść i zezłocić. 
Gotową tartę można posypać dodatkowo cukrem pudrem ale według mnie nie jest to konieczne, bo sama w sobie jest dość słodka. 
Smacznego

piątek, 21 marca 2014

Ciasteczka orkiszowe z różą


Ostatnio zewsząd dochodzą do mnie słuchy o modnych dietach. Stosują je, zwłaszcza na wiosnę, gwiazdy i przeciętni zjadacze chleba. O przepraszam... zjadacze chleba nie brzmi już w tym kontekście dobrze. Bezglutenowcy wszak nie tykają tradycyjnego chleba.Mowa bowiem o dietach: bezglutenowej, bezmięsnej, bez nabiału, bez białego cukru i bez laktozy oczywiście. Za to z ksylitolem, syropem z agawy i różnymi zamiennikami glutenu. Najgorzej jeśli wszystkie wymienione diety są kombinowane bo wtedy wyłania nam się raczej nędzny i monotonny obraz. 
Nie sądzę by ani wyizolowany ksylitol, ani czyste białko roślinne ani seitan (czysty gluten, który dla przekory jest też włączany do rozmaitych diet) były dobre dla naszego organizmu.
Nie wydaje mi się, żeby nagle w społeczeństwie doszło do epidemii celiakii i nietolerancji laktozy. Rozumiem osoby, które od dzieciństwa cierpią na różne schorzenia. Ale trend według którego należy eliminować z diety różne komponenty też nie jest najlepszym rozwiązaniem w przypadku zdrowych ludzi. Zwłaszcza gdy znajduje zastosowanie wyłącznie dla zrzucenia kilogramów. Wiele osób mylnie interpretuje swoje problemy z trawieniem i nie konsultuje ich u specjalistów. Wynika to z niewłaściwie skomponowanych posiłków a nie chorób. Inni ulegają modzie, co wydaje mi się jeszcze gorsze.
Myślę, że dieta powinna być przede wszystkim różnorodna. Znajdzie się w niej miejsce na pszenną bagietkę i kromkę razowca tak samo jak porcję kaszy jaglanej albo quinoa. Jedynie umiar i rozsądek może nas dziś uratować. Ani obsesyjne unikanie 'niezdrowych' pokarmów, ani też pochłanianie junk food bez umiaru nie zaprowadzi nas daleko. 

Dzisiejsze ciasteczka powstały poprzez zmodyfikowanie innego przepisu. Są w sam raz słodkie i smakują jak ciastka a nie zdrowe chrupki bez wyrazu, bo taka była moja intencja. Upiekłam je z dodatkiem mąki orkiszowej z pełnego przemiału ale nie zrezygnowałam całkiem z mąki pszennej. Dzięki temu są miłą odmianą od zwykłych wypieków. W moim przepisie mąka orkiszowa stanowi jedynie połowę, jeśli lubicie możecie jeszcze odrobinę zmienić proporcje obu mąk (zmniejszając ilość mąki pszennej na korzyść orkiszowej z pełnego przemiału).
Jeśli lubicie domowe ciastka to te na pewno Wam zasmakują. 


Ciasteczka orkiszowe z różą albo porzeczką

200g mąki orkiszowej z pełnego przemiału
200g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 jajko i 1 żółtko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
140 g cukru pudru
230 g miękkiego masła
konfitura z płatków róży lub dżem z czarnej porzeczki


Masło mieszamy z cukrem (na przykład przy użyciu robota kuchennego). Dodajemy ekstrakt waniliowy i mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia. Dodajemy jajko i żółtko. Zagniatamy na jednolitą masę. Schładzamy przez około pół godziny w lodówce. 
Po wyjęciu z lodówki formujemy z ciasta małe kulki jednakowej wielkości. Spłaszczamy je odrobinę dłonią i w każdej robimy zagłębienie na konfiturę (użyłam wyciskarki do mojito).
Układamy na papierze do pieczenia i podpiekamy przez 10 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. Wypełniamy konfiturą albo dżemem porzeczkowym i dopiekamy przez kolejne 10 minut, aż do lekkiego zarumienienia na brzegach. 
Studzimy na kratce. 
Smacznego

czwartek, 19 grudnia 2013

Ciasteczka z żurawiną i orzechami


W okresie przedświątecznym nie tylko sklepy przeżywają oblężenie. Dzieje się tak też z instytucjami oferującymi catering albo stoiskami z gotowym garmażem. Raz po raz słyszę głosy, że teraz nic już nie opłaca się robić samemu. Bo gotowe jest tańsze i wygodne. Oczywiście jakoś takich gotowych dań  ma się nijak do domowych ale w każdym z nas kiedyś zwyciężył wewnętrzny leń...
Obserwuję też znajomych podczas różnych imprez i przyjęć. Zdecydowana większość wybiera jedno domowe ciastko zamiast kilku kupionych. Słodycze domowej roboty rozchodzą się jak świeże bułki. Do następnego dnia zostają gotowe produkty zastępcze, których nikt nie lubi. 
Czasem gdy widzę w sklepie równiutkie naleśniki z moim ulubionym nadzieniem mam ochotę kupić sobie tackę i urządzić ucztę tylko dla mnie, słodką kolację. Niestety  smak takich naleśników to bolesne rozczarowanie, bo biały ser zastąpiony jest w nich nadzieniem seropodobnym. Taki błąd popełnia się tylko raz. Dlatego naleśniki na kolację jadam raczej rzadko, tylko wtedy gdy mam czas je usmażyć.    
Całe grupy konsumentów godzą się na byle jaki smak swoich świątecznych dań w imię własnej wygody. Kupują ciasta napompowane sztucznymi spulchniaczami, masę makową zagęszczoną również sztucznie, marynaty śledziowe w których połowę stanowi cebula oraz liche pierogi. Nie wiem czy to co roku te same osoby, czy nowi naiwniacy? Bo pewne jest jedno, ktoś to wszystko kupuje. 
Wolę zjeść kilka prostych dań o niewyszukanym smaku przygotowanych własnoręcznie, niż największe nawet specjały kupione na stoisku z garmażem. Jeśli nie mamy czasu lepiej zrezygnujmy z ilości, na rzecz jakości. Pomijając już niezwykłą atmosferę świątecznych przygotowań, którą lubimy chyba nawet bardziej niż święta, warto dla samego smaku  i zdrowia upiec lub ugotować coś własnoręcznie. 
Dlatego cieszy mnie każdy nowy przepis, który dostaję od kogoś. Cieszy mnie też każdy znajomy albo nieznajomy, z którym dzielę się przepisem na pierniki albo wigilijną kapustę, cieszą każde odwiedziny na tym blogu. Uwielbiam ten gorączkowy czas przygotowań a Wy?



Ciasteczka z żurawiną i orzechami to już prawie świąteczny klasyk. Dodałam do nich pekany ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zastąpić je orzechami włoskimi (które według mnie nie różnią się wiele w smaku od pekanów). Oryginalnie planowałam upiec ciasteczka z pistacjami ale nie udało mi się kupić tych zielonych orzeszków bez dodatku soli. A szkoda bo i smak i kolor pistacji jest tutaj mile widziany.


Ciasteczka kruche z żurawiną i orzchami pekan

350g mąki pszennej
120 g cukru pudru
150g masła
3 żółtka
100g suszonej żurawiny
100g orzechów pekan
łyżeczka ekstraktu waniliowego
łyżka skórki otartej z pomarańczy albo cytryny (opcjonalnie)

Masło, mąkę i cukier należy posiekać, tak by powstała kruszonka. Do niej dodać skórkę z cytrusów i ekstrakt waniliowy oraz żółtka i wszystko razem zagnieść. Powstanie plastyczne ale miękkie ciasto kruche. Na koniec do masy trzeba dodać posiekane żurawiny i orzechy (bakalie powinny być posiekane drobniutko, tak by łatwo było formować i wycinać ciastka). Jednolite ciasto uformować w kulę a następnie owinąć folią spożywczą i schłodzić przez około godzinę w lodówce. 
Schłodzone ciasto wałkować przez folię spożywczą (aby ograniczyć ilość mąki dodawanej przy wałkowaniu) i ostrą foremką wycinać krążki. Za sprawą orzechów i żurawin nie jest to proste zadanie. Dlatego można przed schłodzeniem z ciasta uformować wałek i pokroić go w plastry ostrym nożem. Wówczas jednak krążki mogą nie udać się idealnie równe a ciasto przed wycinaniem powinno chłodzić się w zamrażarce (minimum godzinę). 
Piec przez około 15 minut, w temperaturze 180 stopni do zrumienienia.
Smacznego 

poniedziałek, 9 września 2013

Klasyk, tarta ze śliwkami


Kruche ze śliwkami to klasyk. Może być w formie małej tarty. Odwiecznym problemem jest co położyć na spód, żeby nie nasiąkał śliwkowym sokiem. I czy słodzić śliwki czy nie? 
Jakiś czas temu, gdzieś widziałam przepis na tartę, w którym na kruche ciasto wysypane były włoskie ciasteczka migdałowe ammaretti. Postanowiłam wykorzystać ten pomysł w połączeniu ze śliwkami. Jeśli na wierzchu tartę posypiemy migdałami w słupkach albo płatkach powstanie z tego genialna kompozycja. Ciasto jest cieniutkie, zostaje chrupiące długo po upieczeniu a sama tarta nie jest zbyt słodka. Mogłabym zjeść kilka kawałków na raz. I tylko rozsądek mnie od tego powstrzymuje.


Tarta ze śliwkami i amaretti

300g pszennej mąki
150g masła
1 całe jajko plus 1 żółtko
4 łyżki cukru pudru
szczypta soli

0.5kg śliwek węgierek
100g ciasteczek amarettini
3 łyżki białego cukru
łyżeczka żelatyny
migdały w słupkach do posypania


Śliwki trzeba wypestkować, podzielić na połówki, posypać białym cukrem i odstawić na 2-3 godziny. Po pewnym czasie owoce puszczą odrobinę soku, należy go zlać do małego naczynia, posłuży do zrobienia glazury. 
Z podanych składników zagniatamy kruche ciasto. Im szybciej tym lepiej, wystarczy by połączyło się w miarę jednolitą masę. Ciasto schładzamy w lodówce i wyklejamy nim foremkę do tarty. 
Tartę podpiekamy na biało. W tym celu ciasto nakłuwamy widelcem i przykrywamy papierem do pieczenia a następnie obciążamy (na przykład fasolą). Pieczemy 10 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. 
W czasie podpiekania w mocnej foliowej torebce kruszymy ciasteczka amaretti np. wałkiem. Na podpieczony spód wysypujemy powstałe okruchy i układamy połówki śliwek. Tak przygotowaną tartę dopiekamy jeszcze przez 30-40 minut, aż brzegi zrobią się rumiane. 
Gorącą tartę pokrywamy glazurą przygotowaną z rozgrzanego syropu powstałego po odsączeniu śliwek, w którym rozpuszczamy łyżeczkę żelatyny. Dzięki glazurze śliwki nie będą wysychać a tarta dodatkowo będzie błyszcząca. 
Wierzch tarty posypujemy słupkami migdałów, wcześniej podprażonych na gorącej patelni albo w rozgrzanym piekarniku. 
Smacznego


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Migdałowe ciasto z jeżynami


Nawet nie wiem kiedy minęła mi połowa lata. Czas jak zwykle o tej porze roku pędzi nieubłaganie. Nawet krótkie wyjazdy z domu sprawiają, że mało gotuję. Kiedy więc trafiam w końcu na targ, chciałabym kupić wszystkiego po trochu. Warzywa i owoce nie mieszczą mi się potem w lodówce. Ostatnio kupiłam ciemne owoce jeżyny bezkolcowej. Właśnie teraz jest na nie sezon. 
Ciasta owocowe nie znudzą mi się chyba nigdy.
Tym razem zainspirował mnie przepis Liski na ciasto orzechowe z jeżynami. Orzechy laskowe są silnym alergenem i dlatego nie mogłam ich użyć. Zastąpiłam je więc migdałami, które w takich ciastach sprawdzają się doskonale. Pominęłam też czekoladę, gdyż chciałam aby smak owoców wyraźnie dominował. Wierzch posypałam płatkami migdałowymi.
Zwiększona ilość migdałwej "mąki" sprawia, że ciasto jest bardzo wilgotne. Dlatego też trzeba je dokładnie wypiec. Zamiast jeżyn można według mnie użyć innych sezonowych owoców, na przykład malin albo borówek, których teraz pełno na straganach. 


Ciasto migdałowe z jeżynami
zmieniony przepis z książki Słodkie autorstwa Elizy Mórawskiej

koszyczek jeżyn
200g masła
100g cukru trzcinowego
50g drobnego białego cukru
50g golden syrup ( w oryginale miód)
200g mąki pszennej
150g mielonych migdałów (zamiast orzechów) 
50g jogurtu typu greckiego ( w oryginale mleko)
łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 jajka
płatki migdałowe i cukier puder do posypania

Wszystkie składniki ciasta muszą być w temperatrze pokojowej.
W rondelku należy rozpuścić masło z cukrem trzcinowym i golden syrup (w oryginalnym przepisie z jasnym miodem) a następnie przestudzić. Mąkę wymieszać w dużej misce z mielonymi migdałami i proszkiem do pieczenia. Białka jaj ubić z białym cukrem, do piany dodać żółtka, ekstrakt waniliowy oraz jogurt naturalny. Wszystkie składniki suche pomieszać z masą jajeczną i stopionym masłem. Nie ubijać tylko wymieszać do połączenia. Masę wyłożyć na foremkę wysmarowaną masłem, na wierzchu ułożyć jeżyny i posypać płatkami migdałowymi.
Ciasto należy piec dość długo, najpierw 50 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 190 stopni. Potem wierzch ciasta należy przykryć folią aluminiową i dopiekać w temperaturze 170 stopni przez 20-30 minut (zależnie od piekarnika). Na koniec sprawdzić stopień wypieczenia patyczkiem. Po wystudzeniu można posypać cukrem pudrem.
Smacznego


czwartek, 25 lipca 2013

Muffinki z malinami


Ostatnio poczęstowałam obcą osobę ciastkiem domowego wypieku. Usłyszałam wtedy wypowiedziane z zaskoczeniem: to pani piecze? Jakby pieczenie ciastek było wyczynem na miarę chodzenia po linie. No może nie wyglądam na mistrza cukiernictwa ale przecież każdy może upiec ciastka, a na pewno każdy może upiec muffinki. To wypiek w sam raz dla leniwych albo początkujących. 
Może i muffinki są banalne ale piekę je bardzo często. Szybkie i smaczne, łatwo je zapakować, można do nich dodać dowolne owoce. Doskonale sprawdzą się jako śniadaniowy dodatek a ja po prostu uwielbiam słodkie śniadania. 
Dzisiejsze ciastka są wilgotne za sprawą kwaśnej śmietany. Żeby było zdrowiej dodałam do nich mąki orkiszowej z pełnego przemiału i tylko trochę cukru pudrowego na wierzch zamiast lukru.
Zatem dziś na śniadanie filiżanka kawy z mlekiem i słodki muffinek. 



Muffiny z malinami
porcja na 12 sztuk

120g cukru
1 jajko
200g kwaśnej śmietany
150 g mąki pszennej
100g mąki orkiszowej z pełnego przemiału
120g masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia
0.5 łyżeczki sody
maliny (po trzy na każdy muffinek)
cukier puder


Rozpuścić masło a w nim połowę cukru. Jajko ubić z drugą połową cukru. Dodać do niego kwaśną śmietanę i przestudzone masło. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i sodą. i wsypać do mokrych składników. Wymieszać wszystko dokładnie szpatułką, aż składniki się połączą. Napełnić foremki do muffinów do wysokości dwóch trzecich i natykać głęboko po trzy maliny na jedno ciastko. Piec w temperaturze 180 stopni przez 25 minut. Po upieczeniu wystudzić na kratce i posypać cukrem pudrem. 
Smacznego

sobota, 13 lipca 2013

Ciasto z serem i jagodami


Czy wierzycie, że chcieć to móc? W moim otoczeniu obserwuję wielu ludzi, którzy nie wierzą w swoje marzenia albo nawet nie ośmielają się marzyć. Zdarza mi się poznać kogoś tak bardzo zdeterminowanego by spełnić swój cel, że w końcu mu się to udaje. Ostatnio przyglądam się znajomym, którzy od zawsze marzyli o prowadzeniu własnej firmy, biura podróży, restauracji. Niektórzy mieli w sobie tyle odwagi by zaryzykować i teraz robią to, co kochają. Inni planowali podróż swojego życia, w dalekie zakątki świata. Nie wszystkim starczało wiary, wielu pozostało w domach. Marzenia są zawsze pierwszym krokiem. Warto wierzyć we własne pragnienia i pozytywne zmiany. Wszystko jest możliwe, zależy tylko od naszego uporu i determinacji. Można patrzeć na przysłowiową szklankę wypełnioną do połowy albo w połowie pustą. Warto jednak być optymistą!
Z tą pozytywną myślą zaczynam weekend. 
Upiekłam już ciasto drożdżowe z jagodami. Przygotowałam dwie mniejsze foremki, jedną 'na wynos' a drugą do zjedzenia w domu. Chciałam żeby było słodkie i tłuste, aby odrobinę przypominało brioszkę albo drożdżową babkę. Wyszło delikatne i maślane, takie do poskubania przy popołudniowej herbacie. Wcale nie trzeba posypywać go cukrem pudrem ale nic nie stoi na przeszkodzie. Oprócz kruszonki i owoców dodałam odrobinę masy serowej. Biały ser sprawia, że ciasto dłużej zachowuje świeżość. 


Ciasto drożdżowe z serem i jagodami
porcja na jedną mniejszą foremkę

350g mąki pszennej
1 żółtko
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
100ml mleka
70g cukru 
70g masła
30g świeżych drożdży
jagody


masa serowa
250g białego sera
1 żółtko
4 czubate łyżki cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

kruszonka
3 czubate łyżki mąki
łyżka cukru
łyżka masła



Drożdże rozrabiam z łyżeczką cukru, łyżką mąki i odrobiną lekko ciepłego mleka (3-4 łyżki). Taki rozczyn odstawiam żeby zaczął pracować. Dzięki temu żywe i świeże drożdże zaczną fermentować. Masło rozpuszczam w garnuszku. Mleko podgrzewam i rozpuszczam w  nim połowę cukru. 
Do jajek roztrzepanych z drugą połową cukru przesiewam mąkę (kilka łyżek mąki odstawiam na później), dodaję rozczyn, ekstrakt wanilowy i wyrabiam ręką stopniowo dolewając mleko. Na koniec dodaję roztopione masło. Ciasto zmięknie i może kleić się do rąk. Wówczas podsypujemy je mąką i cały czas wyrabiamy. Kiedy ciasto będzie miękkie ale  o jednolitej konsystencji możemy zakończyć wyrabianie. 
Ciasto wykładamy równo na małą, wysmarowaną foremkę (użyłam jednorazowej) i odstawiamy na minimum godzinę do wyrośnięcia. W tym czasie przygotowujemy kruszonkę, ser i jagody.
Biały ser należy przetrzeć przez sito albo zmielić przez maszynkę a następnie utrzeć z cukrem, żółtkiem i cukrem wanilowym. Gotową masę trzeba przechowywać w temperaturze pokojowej do momentu nałożenia na ciasto. 
Kruszonkę robię w misce z pozostałościami ciasta drożdżowego (tak robiła moja Babcia). Wsypuję do niej 3 czubate łyżki mąki, łyżkę cukru i dodaję łyżkę masła. Wszystko zagniatam i odstawiam na bok. 
Kiedy ciasto podwoi swoją objętość i wypełni foremkę małą łyżeczką rozkładam masę serową, posypuję hojnie jagodami i niewielką ilością kruszonki. Piekę w temperaturze 180 stopni przez 40-45 minut, do suchego patyczka. 
Po przestudzeniu, ciasto które zamierzam zjeść nieco później zabezpieczam folią do żywności żeby nie wyschło. Dzięki temu zachowuje świeżość jeszcze przez 2-3 dni. 
Smacznego 

czwartek, 20 czerwca 2013

Ciasto biszkoptowe z morelami


Moja Mama piecze najlepsze biszkopty. Do ich ubijania używa ręcznych trzepaczek i nie pamiętam żadnego nieudanego ciasta biszkoptowego w moim domu. Sława maminych biszkoptów rozniosła się szybko. Swego czasu znajome z pracy prosiły moją Mamę, żeby upiekła dla nich bazę do tortu. I tak na przykład co roku, w okolicach Barbórki maszerowałam z biszkoptem do Pani Barbary, która sama nie najlepiej radziła sobie z pieczeniem.
Według mnie ciasto biszkoptowe jest świetnym punktem wyjścia do przygotowania pysznych deserów. Można je połączyć ze śmietaną i owocami, słodkim kremem, czekoladą albo musem jabłkowym. Do tego biszkopty są lekkie i piecze się je szybko. 
Sekretem mojej Mamy jest połączenie pszennej mąki ze skrobią ziemniaczaną i odrobina proszku do pieczenia. Do tego przesiana przez sito mąka i dobrze ubite jajka. Udaje się wtedy bez pudła, zawsze! 
Dzisiejszy przepis to odwrócone ciasto z morelami. Dzięki temu, że owoce układa się na dnie foremki nie trzeba przejmować się, że opadną na dno. Ciasto zostaje wilgotne i sprężyste. Posypuję tylko trochę cukrem pudrem i gotowe. Prostota w każdym calu ale za to jaka pyszna.



Biszkopt odwrócony z morelami
mała porcja

4 jajka
100g cukru 
60g mąki pszennej
40g mąki ziemniaczanej
pół łyżeczki proszku do pieczenia
skórka otarta z połowy cytryny (opcjonalnie)
łyżeczka ekstraktu waniliowego
30g roztopionego i przestudzonego masła

4 morele
odrobina cukru pudru do posypania

Białka należy oddzielić od żółtek i ubić na sztywną pianę. Do białek stopniowo dodawać cukier cały czas ubijając. Kiedy cukier całkowicie się rozpuści po kolei dodawać żółtka a następnie skórkę z cytryny i ekstrakt waniliowy. 
Obie mąki przesiać, połączyć razem z proszkiem do pieczenia i delikatnie wmieszać do masy jajecznej. Trzeba używać go tego jedynie szpatułki, w przeciwnym razie opadnie całe powietrze, które znajduje się w pianie z białek. Na sam koniec do masy wlewamy roztopione, ale przestudzone masło. 
Na dnie natłuszczonej masłem foremki (użyłam niewielkiej keksówki) układamy papier do pieczenia dokładnie wycięty w jej kształt. Na papierze wykładamy owoce pokrojone w półksiężyce i wylewamy masę biszkoptową. Wyrównujemy na wierzchu. Pieczemy pół godziny w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni, do suchego patyczka. 
Po upieczeniu biszkopt wykładamy na talerz przez odwrócenie foremki. Wcześniej boki można obkroić nożem. Pozostaje jeszcze delikatnie odkleić papier do pieczenia i posypać ciasto cukrem pudrem. 
Smacznego

czwartek, 30 maja 2013

Ciasteczka owsiane ze słonecznikiem


Przepisy na ciastka owsiane zawsze omijałam, bo nie lubię twardych sucharków i surowych płatków, które kleją się w ustach. Pewnego razu jednak spróbowałam idealnego, wilgotnego ciastka pełnego ziaren słonecznika i rodzynek oraz czekolady. O dziwo nie było to ciastko domowej roboty!
Od tego momentu próbowałam znaleźć złotą receptę na ciastka owsiane i cały czas delektowałam się smakołykami z pobliskiej piekarenki. Niedawno zaobserwowałam, że kupowane w sklepie wypieki robiły się coraz to mniejsze i mniejsze. Wreszcie za tę samą cenę dostałam maleńkie ciasteczko zamiast mojego ulubionego ciastka owsianego. Nie lubię być nabijana w butelkę i nie zapłacę za coś, co nie jest warte swojej ceny. Był to znak, że pora upiec ciastka owsiane własnoręcznie. 
Moje ciasteczka są słodkie za sprawą brązowego cukru, chrupiące ale nie twarde. Mają w sobie dużo dobroczynnych ziaren słonecznika, rodzynek i czekolady oraz waniliowy aromat.  Z podanych proporcji otrzymałam ponad kilogram ciastek. Zapakowałam je do puszki i ustawiłam na najwyższej półce aby były trudno dostępne. Teraz muszę przystawiać sobie krzesło by sięgnąć choć jedno... 
Zamierzam bowiem zabrać wszystkie ze sobą jako podróżny prowiant na długi weekend, który już się dla mnie zaczął (i mam nadzieję, że mimo wszystko nie będzie deszczowy!).



Ciasteczka owsiane

300g masła
200g mąki pszennej 
200g mąki owsianej (można zastąpić inną)
250g płatków owsianych
300g brązowego cukru demerara
szczypta soli
2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
łyżeczka sody oczyszczonej
2 duże jajka
200g pastylek czekoladowych
100g rodzynek lub suszonych żurawin
200g łuskanego ziarna słonecznika

Masło należy utrzeć z cukrem na puszystą masę. Pod koniec ucierania dodać jajka oraz ekstrakt waniliowy i doprowadzić do całkowitego rozpuszczenia cukru. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę z solą, sodą oczyszczoną i płatkami owsianymi. 
Suche składniki trzeba połączyć z masą jajeczno-maślaną. Na koniec wsypać dodatki: czekoladowe pastylki, rodzynki oraz pestki słonecznika i wszystko dokładnie wymieszać. Ciasto nabierać łyżeczką i układać na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Piec przez około 15 minut w temperaturze 180 stopni, aż do zrumienienia. Aby przyspieszyć pieczenie używałam termoobiegu. Studzić na kratce. 
Mąkę owsianą można zastąpić inną mąką np. orkiszową albo użyć jedynie mąki pszennej. Polecam jednak skorzystanie z podanych proporcji. Dodatek mąki owsianej sprawia, że ciastka zachowują wilgoć i zyskują wyjątkowy smak. 
Smacznego


Dobrego weekendu Wam życzę!

wtorek, 14 maja 2013

Tarty z rabarbarem


Ilekroć zastanawiam się co mogłabym robić, gdybym nie zajmowała się tym co teraz przychodzi mi do głowy 1000 pomysłów. Współczuję tym, którzy nie wiedzą co sprawiłoby im frajdę i codziennie praktykują nudne dla nich profesje. Myślę, że sama byłabym w tej sytuacji bardzo nieszczęśliwa. Wcale nie znaczy to, że sama łatwo decyduję, przeciwnie   mam z tym wielki problem. Nie rozumiem kompromisów i jestem zachłanna. Chciałabym mieć wszystko i z niczego nie rezygnować. Życie przypomina jednak naukę gry na instrumencie. Ten kto ma talent obroni się zawsze. Sukces jednak jest sumą talentu wytrwałości i zamiłowania. Dlatego nie można robić wszystkiego na raz. Trzeba decydować! 

Tak samo jest w kuchni albo w cukierni pełnej smakowitych tortów. Choćbym chciała nie mogę zjeść wszystkiego. Pora rabarbaru. Najchętniej piekłabym non stop drożdżowe z rabarbarem i kruszonką. Tylko nie zawsze chcę czekać na to aż wyrośnie. Kupiłam dziś dwie małe czerwone łodygi, bo nabrałam ochoty na coś słodkiego. Dziś decyzja przyszła mi wyjątkowo łatwo. W puszce miałam upieczone wcześniej muszelki do małych tart więc postanowiłam je zużyć. Minimum pracy, maksimum satysfakcji. Do przygotowania słodkich muszelek możecie wykorzystać ciasto na tę tartę z bananami albo  na te babeczkiTarty można podawać z bitą śmietaną ale jeśli wystrzegacie się zbędnych kalorii to voilà, możecie zjeść je po prostu bez dodatków.


Małe tarty z rabarbarem
na nadzienie do 16 babeczek

2 czerwone łodygi rabarbaru
3 łyżki brązowego cukru
6 łyżek soku z pomarańczy
łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
skórka otarta z cytryny (opcjonalnie)


Łodygę rabarbaru ze skórką pociąć na skośne plasterki. Na patelni rozgrzać brązowy cukier oraz cukier z wanilią, kiedy zacznie karmelizować dodać sok pomarańczowy. Gdy karmel rozpuści się w soku na patelnię wrzucić plasterki rabarbaru i skórkę otartą z cytryny. Dusić rabarbar w karmelu przez 3-4 minuty a następnie wyjąć na talerz. Karmel z sokiem pomarańczowym i rabarbarowym trzeba zredukować do momentu, w którym zacznie gęstnieć. Wtedy nałożyć do każdej kruchej muszelki po łyżeczce karmelu i wypełnić plasterkami rabarbaru. Ewentualnie polać wierzch tart pozostałym karmelem. Podawać od razu, po całkowitym wystygnięciu. 
Smacznego