Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sezonowe owoce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sezonowe owoce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 listopada 2014

Szarlotka z kratką i żurawinami


W blogowaniu próbuję zachować zgodę z własnymi przekonaniami i nie robię nic na siłę. Ostatnie miesiące były dla mnie dość przełomowe. Choć jak zawsze dużo czasu spędzałam w kuchni nie zawsze miałam czas aby podzielić się tutaj moimi kulinarnymi poczynaniami, czego bardzo żałuję. W najbliższym czasie czeka mnie jeszcze wiele zmian, o których na pewno napiszę. Przede wszystkim mam nadzieję, że uda mi się częściej tutaj bywać :)

Szarlotkę lubią prawie wszyscy. Tyle, że ile domów, tyle rodzajów kruchego jabłecznika. Niektórzy przepadają za połączeniem jabłek i cynamonu (i ja do nich należę). Kiedy spodziewam się gości nie zaryzykuję cynamonowego połączenia, bo wiem że sporo osób go nie znosi. Wśród moich znajomych jest też wielu, którzy nie jedzą rodzynek, dlatego w dzisiejszym przepisie zastąpiłam je kwaskową żurawiną. Dzisiejsza szarlotka powinna być upieczona na większej blaszce, tak by rozłożyć maksymalnie dużo jabłek na cieniutkiej warstwie ciasta.


Szarlotka z kratką i żurawinami

1kg jabłek na szarlotkę
spora garść żurawiny
5 łyżek brązowego cukru
opakowanie cukru z prawdziwą wanilią
sok z jednej cytryny

ciasto
6 żółtek
2 łyżeczki proszku do pieczenia
150g mąki orkiszowej
450g mąki pszennej
180g cukru pudru
300g masła
opcjonalnie łyżka lub dwie kwaśnej śmietany


Obrane i pokrojone w małe plasterki jabłka zasypujemy mieszaniną brązowego cukru i cukru z prawdziwą wanilią, skrapiamy sokiem z cytryny i odstawiamy na przynajmniej godzinę. Kiedy jabłka puszczą sok zlewamy go do osobnego naczynia (możemy wykorzystać go jako bazę do przygotowania na przykład domowego kisielu jabłkowo-żurawinowego). Do jabłek dodajemy 2-3 łyżki mąki ziemniaczanej aby podczas pieczenia szarlotka nie podchodziła wodą.

Mąkę mieszamy z cukrem pudrem oraz proszkiem do pieczenia, dodajemy masło i siekamy tak, by powstała kruszonka. Wbijamy żółtka i szybko zagniatamy w gładkie ciasto. Dodajemy kwaśną śmietanę jeśli ciasto będzie zbyt suche. Zawijamy ciasto w folię spożywczą i schładzamy w lodówce przez około pół godziny. 

Schłodzone ciasto dzielimy na dwie części. Około trzech czwartych powinno trafić na spód a jedna trzecia będzie przeznaczona na kratkę. Cienko rozwałkowane ciasto rozkładamy w dużej foremce. Na wierzchu układamy grubą warstwę jabłek i pokrojone w połówki żurawiny. Całość przykrywamy kratką i pieczemy przez około 40 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. Rumiane ciasto studzimy i posypujemy cukrem pudrem. Podajemy jeszcze ciepłe z lodami waniliowymi i bitą śmietanką.
Smacznego

wtorek, 8 lipca 2014

Drożdżówki z porzeczkami


Lato w pełni, temperatury zachęcają do odpoczynku. Ci którzy zaplanowali urlopy cieszą się z ładnej pogody a ja im zazdroszczę. Czerwiec minął mi jakoś niespodziewanie, nawet nie wiem kiedy. Jakoś za mało korzystałam ze świeżego powietrza, za mało spacerowałam, za mało odpoczywałam. Obiecałam sobie, że lipiec będzie inny. Na wakacje muszę poczekać aż do sierpnia. Boję się, że nie wytrzymam aż tak długo, spakuję kilka rzeczy i wybiorę się na sielski weekend na wsi w najmniej spodziewanym momencie. Brakuje mi wiejskiej atmosfery, malin rwanych z krzaczków i zjadanych natychmiast. Brakuje mi kogla-mogla ze świeżutkich jajek prosto z kurnika oraz słodkich letnich papierówek. Pomagają mi wyobrażenia i wizualizowanie tego wszystkiego w moich myślach oraz jedzenie, które dla siebie przygotowuję. 

Ostatnio piekę tylko bułeczki. Były już jagodzianki a teraz przyszedł czas na drożdżówki z porzeczkami. Uwielbiam wypieki z porzeczkami, bo nie są zbyt słodkie, przełamane lekko kwaskowym smakiem owoców. Wykorzystałam przepis na ciasto na jagodzianki (z ostatniego wpisu), tylko odrobinę zmniejszyłam ilość mąki (do 550g) żeby ciasto było mięciutkie i delikatne po upieczeniu. Dajcie się namówić i upieczcie takie u siebie!

Zrobiłam też porzeczkowy, niskosłodzony dżem i będę go używała do wypieków zimą, kiedy o porzeczkach nikt już nie będzie pamiętał. W tym roku pomieszałam ze sobą porzeczki czarne i czerwone, dla odmiany. Czerwone porzeczki przetarłam przez sito ale zostawiłam drobne pestki porzeczki czarnej. Dżęm wyszedł idealnie, prędko zgęstniał i nadaje się do drożdżowego jak żaden inny. Na pewno przygotuję jeszcze mój ulubiony dżem z czarnej porzeczki z dodatkiem brandy, najlepszy z naleśnikami. Mam jeszcze ochotę zrobić porzeczkówkę na zimowe przeziębienia. A Wy lubicie porzeczki?



środa, 25 czerwca 2014

Jagodzianki


W weekend jest pora wypoczynku. W weekend jest czas by jechać do lasu a w lesie można nazbierać jagód. Na straganach dopiero co się pojawiają, za to w lesie na nasłonecznionych stanowiskach jest ich już te całe mnóstwo.

Zbieraliśmy we dwójkę prawie godzinę. Na nogach zostały bąble od ugryzień komarów, ręce całe w jagodowych plamach i tylko małe pudełko ciemnych kuleczek. Kto nigdy nie był na jagodach ten nie wie ile pracy kosztuje taki zbiór. Liczy się też wyprawa do lasu, świeże powietrze i zieleń. Bo nie pojechaliśmy przecież wcale na jagody ale jakoś tak weselej ze świadomością co zrobię z miseczką pełną owoców.

Po powrocie do domu aż żal, bo pomysłów mnóstwo. Co najlepsze? Może ciasto, może crumble, może tak zjeść od razu z cukrem i ubrudzić nimi język? Każdy woli coś innego. W końcu zawarliśmy kompromis pod hasłem JAGODZIANKI! Bo uwielbiamy je oboje.
Muszą mieć w środku prawdziwe jagody a nie jagodowy kisiel z mrożonki. Ciasto ma być puszyste ale nie przesadnie lekkie. Bułeczka to bułeczka. Dla mnie najlepsze są jagodzianki z lukrem ale w drodze ustępstw robię z kruszonką. 

Wyszły pyszne, miękkie i niezbyt słodkie, spróbujcie sami!




Jagodzianki

600g mąki (plus 2 łyżki na zaczyn)
40g świeżych drożdży
2 całe jajka
2 żółtka
100ml ciepłego mleka
100g masła
100g cukru (plus łyżka na zaczyn)
łyżeczka ekstraktu waniliowego

nadzienie
około 1.5 szklanki jagód (po dużej łyżce na bułeczkę)
3 łyżki cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej albo bułki tartej

kruszonka
30g masła
mąka i cukier 


Drożdże rozmieszać z łyżką cukru, 3 łyżkami mleka i  2 łyżkami mąki. Powstanie dość gęsty zaczyn, który należy odstawić do momentu aż przynajmniej podwoi swoją objętość. Na powierzchni pojawią się wtedy pęcherzyki, co oznacza że drożdże zaczęły pracować. 
Białka jajek odzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę, dodajemy do niej połowę cukru i ubijamy aż się rozpuści. Pianę łączymy z żółtkami, dosypujemy mąkę i dodajemy pracujący zaczyn. Drugą połowę cukru rozpuszczamy w ciepłym mleku i wlewamy do naczynia razem z ekstraktem waniliowym. Zaczynamy wyrabiać ciasto. Zawsze robię to ręcznie ale można użyć mocnego robota kuchennego, jeśli takim dysponujecie. Masło rozpuszczamy i jeszcze ciepłe stopniowo wlewamy w trakcie. Zwykle wyrabianie zajmuje około 15 minut. Czasem dosypuję odrobinę mąki aby ciasto nie kleiło się do rąk i do miski. Kiedy już łatwo odchodzi od ścianek naczynia a jego konsystencja jest jednolita można omączonymi dłońmi zrobić z niego kulę i odstawić do wyrośnięcia na minimum godzinę. Jeśli ciasto przed wyrastaniem jest miękkie nie należy się tym przejmować, w czasie wyrastania jego struktura się zmieni. Pozostanie miękkie ale sprężyste i łatwe do formowania. W międzyczasie należy przygotować kruszonkę. W małym naczynku rozpuścić masło i powoli dosypywać do niego na zmianę po łyżce mąki i łyżce cukru do momentu aż utworzy okruchy (u mnie było to po dodaniu 4 łyżek mąki i 4 łyżek cukru). 
Po upływie godziny ciasto na bułeczki powinno podwoić swoją objętość. Należy je wtedy jeszcze raz krótko zagnieść i podzielić na 12 równych części. U mnie każda ważyła po mniej więcej 100g. Z kawałków ciasta trzeba formować placuszki, na środek każdego położyć łyżkę jagód z cukrem (ewentualnie wymieszanych z mąką ziemniaczaną lub bułką tartą, która wchłonie nadmiar soku) i dokładnie zakleić, formując rodzaj wrzecionka. Sklejoną część do dołu ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia a następnie ponownie odstawić na 30 minut do wyrośnięcia. 
Wyrośnięte bułeczki smarować żółtkiem rozmieszanym z łyżką mleka i posypywać kruszonką. Piec 20 minut w temperaturze 180 stopni albo po prostu do zrumienienia. 
Studzić na kratce i podawać najlepiej tego samego dnia, choć bułeczki zachowują świeżość także dnia następnego. 
Smacznego

sobota, 7 czerwca 2014

Ciasto jogurtowe z morelami



Morele to jedne z moich ulubionych letnich owoców. Nie opanowałam jeszcze sztuki smażenia konfitury morelowej, która nie traci koloru w czasie przechowywania (może ktoś ma na to sposoby). Za to uwielbiam morelowy kompot i wszelkie ciasta z morelami. Kwaskowe owoce łączę z czekoladowym spodem albo dodaję do ciasta drożdżowego razem z garstką jagód. Ponieważ na jagody trzeba jeszcze trochę poczekać upiekłam dziś ciasto jogurtowe z przepisu Doroty Świątkowskiej, autorki blogu Moje Wypieki. Ciasto jest banalnie proste i smaczne. Przypomina trochę ciasto z maślanką, które już się tutaj pojawiło. Różnica polega na tym, że do jego przygotowania używa się gęstego jogurtu.  Polecam do niedzielnej kawy albo na leniwy piknik!


Jogurtowe ciasto z morelami
(przepis pochodzi z książki Moje Wypieki i desery autorstwa Doroty Świątkowskiej)

500g mąki
2 łyżeczki sody oczyszczonej
600g jogurtu greckiego (używam jogurtu bałkańskiego Maluta)
160ml oleju 
220g cukru
1 duże jajko
sok i skórka z jednej cytryny
600g moreli

Wszystkie składniki ciasta powinny być w temperaturze pokojowej (żeby ciasto nie udało się z zakalcem). Mąkę wymieszałam z sodą oczyszczoną. Olej, cukier, sok i skórkę z cytryny umieściłam w osobnym naczyniu i dodałam jajko oraz jogurt. Na koniec dosypałam mąkę z sodą. Wszystkie mokre składniki połączyłam z mąką, tak że powstało gładkie ciasto. Wyłożyłam je do wysmarowanej masła foremki. Na wierzchu ułożyłam wypestkowane morele. Piekłam 1.5 godziny w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni do uzyskania suchego patyczka. Porcja ciasta jest wystarczająca do upieczenia ciasta w dużej foremce, jeśli jednak chcecie upiec w mniejszej czas pieczenia może być dłuższy. Ciasto jest bowiem dość wilgotne i trzeba je dobrze wysuszyć. Po przestudzeniu ciasto trzeba posypać cukrem pudrem. 
Smacznego



sobota, 1 lutego 2014

Ryż zapiekany z jabłkami


Egzamin na prawo jazdy był moim najgorszym egzaminem z życiu. Zdałam za czwartym razem i niestety do dziś żaden ze mnie kierowca. Miło wspominam jednak lekcje jazdy i mojego instruktora, który nadużywał kawy a papierosy palił 'jak smok'. Na lekcje stawiałam się przy toruńskim Placu Świętej Katarzyny. Często kombinowałam żeby były one w porze obiadowej, bo po drodze lubiłam wstępować do pobliskiego baru wegetariańskiego. Za dokładnie 5 złotych kupowałam tam miseczkę ryżu z owocami. To było zawsze świetnie zainwestowane 5 złotych ze studenckiego budżetu. Ciepły, razowy ryż z jabłkiem, morelami, ananasem a czasem nawet truskawkami. Posypywałam go odrobiną cukru, cynamonem i obowiązkowo polewałam waniliowym jogurtem. 
Ryż zapiekany ze świeżym jabłkiem to idealny deser na zimowe dni . Naszła mnie ochota na taki słodki i kremowy ryż z dodatkiem cynamonu i utartego żółtka. Oto moje ulubione ryżowe danie na zimę.



Ryż zapiekany z jabłkami

szklanka ryżu (najlepiej krótkoziarnisty ryż do risotto)
1.5 szklanki mleka
garść rodzynek
2 duże szare renety
1 jajko
100ml śmietanki kremówki
4 łyżki brązowego cukru
3 łyżki białego cukru
łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią (albo ekstraktu waniliowego)
szczypta cynamonu
masło do wysmarowania kokilek 


Ryż trzeba ugotować w mleku pomieszanym pół na pół z wodą (3 porcje płynu i 1 porcja ryżu). Ewentualny nadmiar płynu odsączyć (ale ryż powinien wchłonąć całość). Najlepiej ustawić go na małej mocy palnika albo owinąć sposobem naszych babć w ciepły koc i poczekać aż ryż będzie miękki. Ugotowany ryż przestudzić. 
Jabłka obrać i pokroić w cienkie plasterki, można zostawić kilka krążków jabłka ze skórką do udekorowania. Na patelni rozgrzać brązowy cukier i poczekać aż zacznie karmelizować. Dodać plasterki jabłek i zmniejszyć moc kuchenki na najmniejszą. Jabłka puszczą sok i pokryją się karmelem.
Żółtko jajka należy utrzeć z białym cukrem, dodać cukier w wanilią (albo ekstraktem waniliowym). Następnie w osobnym naczyniu ubić białko jaja i połączyć z żółtkiem. Do powstałego tak kogla-mogla dodać rodzynki i ryż. Wymieszać. 
Kokilki wysmarować masłem. Na dnie ułożyć warstwę ryżu w koglu-moglu a na niej jabłka w karmelu. Jabłka posypać cynamonem (jeśli nie lubicie cynamonu można posypać dodatkowym cukrem z wanilią). Na wierzchu ułożyć kolejną porcję ryżu. Wszystko zalać śmietanką kremową i posypać odrobiną brązowego cukru.  
Zapiekać 20-30 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. Masa jajeczna powinna się ściąć a śmietanka utworzy słodką warstwę kremu na wierzchu. Swój ryż udekorowałam plasterkami karmelizowanych jabłek i polałam resztą karmelowego sosu. 
Smacznego



W  następnym wpisie zapraszam na dalszą część kubańskich wspomnień i zdjęć :)

poniedziałek, 9 września 2013

Klasyk, tarta ze śliwkami


Kruche ze śliwkami to klasyk. Może być w formie małej tarty. Odwiecznym problemem jest co położyć na spód, żeby nie nasiąkał śliwkowym sokiem. I czy słodzić śliwki czy nie? 
Jakiś czas temu, gdzieś widziałam przepis na tartę, w którym na kruche ciasto wysypane były włoskie ciasteczka migdałowe ammaretti. Postanowiłam wykorzystać ten pomysł w połączeniu ze śliwkami. Jeśli na wierzchu tartę posypiemy migdałami w słupkach albo płatkach powstanie z tego genialna kompozycja. Ciasto jest cieniutkie, zostaje chrupiące długo po upieczeniu a sama tarta nie jest zbyt słodka. Mogłabym zjeść kilka kawałków na raz. I tylko rozsądek mnie od tego powstrzymuje.


Tarta ze śliwkami i amaretti

300g pszennej mąki
150g masła
1 całe jajko plus 1 żółtko
4 łyżki cukru pudru
szczypta soli

0.5kg śliwek węgierek
100g ciasteczek amarettini
3 łyżki białego cukru
łyżeczka żelatyny
migdały w słupkach do posypania


Śliwki trzeba wypestkować, podzielić na połówki, posypać białym cukrem i odstawić na 2-3 godziny. Po pewnym czasie owoce puszczą odrobinę soku, należy go zlać do małego naczynia, posłuży do zrobienia glazury. 
Z podanych składników zagniatamy kruche ciasto. Im szybciej tym lepiej, wystarczy by połączyło się w miarę jednolitą masę. Ciasto schładzamy w lodówce i wyklejamy nim foremkę do tarty. 
Tartę podpiekamy na biało. W tym celu ciasto nakłuwamy widelcem i przykrywamy papierem do pieczenia a następnie obciążamy (na przykład fasolą). Pieczemy 10 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. 
W czasie podpiekania w mocnej foliowej torebce kruszymy ciasteczka amaretti np. wałkiem. Na podpieczony spód wysypujemy powstałe okruchy i układamy połówki śliwek. Tak przygotowaną tartę dopiekamy jeszcze przez 30-40 minut, aż brzegi zrobią się rumiane. 
Gorącą tartę pokrywamy glazurą przygotowaną z rozgrzanego syropu powstałego po odsączeniu śliwek, w którym rozpuszczamy łyżeczkę żelatyny. Dzięki glazurze śliwki nie będą wysychać a tarta dodatkowo będzie błyszcząca. 
Wierzch tarty posypujemy słupkami migdałów, wcześniej podprażonych na gorącej patelni albo w rozgrzanym piekarniku. 
Smacznego


wtorek, 20 sierpnia 2013

Naleśniki, renklody i karmel


Smażenie naleśników to było moje ulubione kuchenne zajęcie. Gdy nauczyłam się podrzucać je na patelni zorganizowałam nawet naleśnikowe przyjęcie. Każdy przynosił co chciał a ja smażyłam wysokie stosy cieniutkich naleśników. 
W czasie wakacyjnych wyjazdów trzeba było dyżurować w kuchni. Wtedy ku uciesze innych, w dniach mojego dyżuru na kolację były naleśniki. Z owocami, dżemem albo po prostu z cukrem.
Na studiach przebojem mojego rocznika stała się naleśnikarnia, która szybko rozrosła się w sieć. Kto jadał ten wie! Moim ulubionym zestawem była wówczas słodka siódemka z bananem, czekoladą i bitą śmietaną. Później polubiłam naleśniki z gorącym malinowym sosem i białym serem. Inni wybierali wytrawne naleśniki z serem, sosem pomidorowym i mięsem ale dla mnie liczą się naleśniki na słodko.
Przebojem tego lata są naleśniki z morelami, brzoskwiniami albo śliwkami w karmelu. Jadłam je na śniadanie, obiad i kolację. Są znakomite na szybki deser. Do jego przygotowania świetnie sprawdzą się renklody, które teraz królują na straganach. Ważne by wybrać dojrzałe ale jeszcze dość twarde owoce, które nie rozpadną się podczas karmelizowania. Takie naleśniki można podać z bitą śmietaną albo z jogurtem naturalnym. Kto raz spróbuje ten nie poprzestanie na jednym.


Naleśniki ze śliwkami w karmelu

180g mąki pszennej
3 jajka
500ml mleka (można użyć wody gazowanej z mlekiem pół na pół)
łyżeczka cukru
60g masła 
odrobina oleju do smażenia

kilka dojrzałych śliwek (u mnie renklody i węgierki)
4 łyżki cukru
łyżka masła
szczypta cynamonu (opcjonalnie)


Mleko wlać do miski, przesiać mąkę, dodać jajka i cukier. Wszystko wymieszać trzepaczką balonową i wstawić na chwilkę do lodówki. W tym czasie w rondelku roztopić masło i lekko je przestudzić. Wlać do schłodzonej masy naleśnikowej. 
Rozgrzaną patelnię wysmarować olejem (można nasączonym ręcznikiem papierowym). Wlać tyle masy aby po obróceniu przykryła całe dno patelni. Smażyć na złoty kolor z obu stron. W smażeniu naleśników kluczowy jest stopnień rozgrzania patelni. Pierwszy naleśnik w moich rękach prawie zawsze przywiera. Później brzegi od razu odstają od patelni a smażenie kolejnych naleśników zajmuje niewiele czasu. Z podanej porcji uda się  kilkanaście cieniutkich naleśników wielkości talerzyka śniadaniowego.
Naleśniki można przechowywać przykryte w lodówce nawet 3-4 dni. 


Aby przygotować karmel na patelni rozgrzewam 4 łyżki białego cukru. Nastawiam dużą moc palnika. Gdy cukier osiągnie wysoką temperaturę zacznie się topić. Wtedy na patelnię dodaję łyżkę masła i podgrzewam dalej, ciągle mieszając, aż cukier zacznie karmelizować. Kiedy przybierze brązowy kolor szybko wrzucam kawałki śliwek bez pestek, dodaję odrobinę cynamonu i zmniejszam moc palnika do minimum, aby nie przypalić karmelu. Śliwki puszczają sok i rozcieńczają karmel. Patelnię przykrywam na chwilkę, mieszam co jakiś czas. Kiedy śliwki są już miękkie redukuję karmelowy sos przy odkrytej patelni i wrzucam do niego zwinięte w trójkąty albo kwadraty naleśniki. Podgrzewam i podaję od razu.
Smacznego

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Migdałowe ciasto z jeżynami


Nawet nie wiem kiedy minęła mi połowa lata. Czas jak zwykle o tej porze roku pędzi nieubłaganie. Nawet krótkie wyjazdy z domu sprawiają, że mało gotuję. Kiedy więc trafiam w końcu na targ, chciałabym kupić wszystkiego po trochu. Warzywa i owoce nie mieszczą mi się potem w lodówce. Ostatnio kupiłam ciemne owoce jeżyny bezkolcowej. Właśnie teraz jest na nie sezon. 
Ciasta owocowe nie znudzą mi się chyba nigdy.
Tym razem zainspirował mnie przepis Liski na ciasto orzechowe z jeżynami. Orzechy laskowe są silnym alergenem i dlatego nie mogłam ich użyć. Zastąpiłam je więc migdałami, które w takich ciastach sprawdzają się doskonale. Pominęłam też czekoladę, gdyż chciałam aby smak owoców wyraźnie dominował. Wierzch posypałam płatkami migdałowymi.
Zwiększona ilość migdałwej "mąki" sprawia, że ciasto jest bardzo wilgotne. Dlatego też trzeba je dokładnie wypiec. Zamiast jeżyn można według mnie użyć innych sezonowych owoców, na przykład malin albo borówek, których teraz pełno na straganach. 


Ciasto migdałowe z jeżynami
zmieniony przepis z książki Słodkie autorstwa Elizy Mórawskiej

koszyczek jeżyn
200g masła
100g cukru trzcinowego
50g drobnego białego cukru
50g golden syrup ( w oryginale miód)
200g mąki pszennej
150g mielonych migdałów (zamiast orzechów) 
50g jogurtu typu greckiego ( w oryginale mleko)
łyżeczka ekstraktu waniliowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 jajka
płatki migdałowe i cukier puder do posypania

Wszystkie składniki ciasta muszą być w temperatrze pokojowej.
W rondelku należy rozpuścić masło z cukrem trzcinowym i golden syrup (w oryginalnym przepisie z jasnym miodem) a następnie przestudzić. Mąkę wymieszać w dużej misce z mielonymi migdałami i proszkiem do pieczenia. Białka jaj ubić z białym cukrem, do piany dodać żółtka, ekstrakt waniliowy oraz jogurt naturalny. Wszystkie składniki suche pomieszać z masą jajeczną i stopionym masłem. Nie ubijać tylko wymieszać do połączenia. Masę wyłożyć na foremkę wysmarowaną masłem, na wierzchu ułożyć jeżyny i posypać płatkami migdałowymi.
Ciasto należy piec dość długo, najpierw 50 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 190 stopni. Potem wierzch ciasta należy przykryć folią aluminiową i dopiekać w temperaturze 170 stopni przez 20-30 minut (zależnie od piekarnika). Na koniec sprawdzić stopień wypieczenia patyczkiem. Po wystudzeniu można posypać cukrem pudrem.
Smacznego


wtorek, 30 lipca 2013

Kosmiczny sorbet


Nie jestem typem jaszczurki, która lubi wylegiwać się na słońcu. Jeśli tylko mogę uciekam do cienia. Lubię zmienną pogodę, nie cierpię skwaru ani srogich mrozów. Umiarkowane słońce mi wystarczy i służy mojej skórze. Upalne dni znoszę więc ciężko, wypijam całe morze wody i nie mam ochoty na ciepłe posiłki. 
Ostatnio mój Tato wrócił z pobliskiego targu z torbą pełną nektarynek i brzoskwiń płaskoowocowych, czyli ufo. Nektarynki były kwaśne i twarde a ufo dojrzałe, miękkie i soczyste a przy tym pysznie słodkie. Zajadałam się nimi przez ostatni tydzień. Przyszło mi wtedy do głowy, że może by tak zrobić z nich sorbet. W ostatni weekend kiedy gorąco dawało się we znaki kupiłam ufo i sorbet zrobiłam. Nie wymagał wiele pracy. Doskonale orzeźwia i prawie nie zawiera dodatkowego cukru. Można go w zasadzie całkowicie pominąć, wszystko kwestia gustu. Brzoskwinie płaskoowocowe znakomicie nadają się na sorbety, spróbujcie sami póki trwają upały!


Sorbet brzoskwiniowy (UFO)

1kg brzoskwiń płaskoowocowych
3 łyżki cukru
sok z jednej limonki 
40ml białego rumu


Z brzoskwiń należy usunąć pestki i przynajmniej częściowo obrać ze skórki. Nie trzeba usuwać jej całkowicie, dzięki czerwonej skórce sorbet zyska ładny różowy kolor. Owoce pokrojone w małe kawałki należy lekko zamrozić, najlepiej 2-3 godziny. Zmrożone owoce wrzucamy do blendera, (który powinien być wyposażony w funkcję ice crush) i miksujemy na gładki krem. Dodajemy cukier i sok z limonki a na koniec rum. Sorbet mrozimy jeszcze przez godzinę po czym wyjmujemy z zamrażalnika i miskujemy zwykłym malakserem aby nie wytworzyły się w nim kryształki lodu. Przed podaniem deseru czynność powtarzamy jeszcze dwukrotnie. Serwujemy ogrzany przez kilka minut w temperaturze pokojowej, przybrane owocami i listkami świeżej mięty.
Smacznego

czwartek, 25 lipca 2013

Muffinki z malinami


Ostatnio poczęstowałam obcą osobę ciastkiem domowego wypieku. Usłyszałam wtedy wypowiedziane z zaskoczeniem: to pani piecze? Jakby pieczenie ciastek było wyczynem na miarę chodzenia po linie. No może nie wyglądam na mistrza cukiernictwa ale przecież każdy może upiec ciastka, a na pewno każdy może upiec muffinki. To wypiek w sam raz dla leniwych albo początkujących. 
Może i muffinki są banalne ale piekę je bardzo często. Szybkie i smaczne, łatwo je zapakować, można do nich dodać dowolne owoce. Doskonale sprawdzą się jako śniadaniowy dodatek a ja po prostu uwielbiam słodkie śniadania. 
Dzisiejsze ciastka są wilgotne za sprawą kwaśnej śmietany. Żeby było zdrowiej dodałam do nich mąki orkiszowej z pełnego przemiału i tylko trochę cukru pudrowego na wierzch zamiast lukru.
Zatem dziś na śniadanie filiżanka kawy z mlekiem i słodki muffinek. 



Muffiny z malinami
porcja na 12 sztuk

120g cukru
1 jajko
200g kwaśnej śmietany
150 g mąki pszennej
100g mąki orkiszowej z pełnego przemiału
120g masła
2 łyżeczki proszku do pieczenia
0.5 łyżeczki sody
maliny (po trzy na każdy muffinek)
cukier puder


Rozpuścić masło a w nim połowę cukru. Jajko ubić z drugą połową cukru. Dodać do niego kwaśną śmietanę i przestudzone masło. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i sodą. i wsypać do mokrych składników. Wymieszać wszystko dokładnie szpatułką, aż składniki się połączą. Napełnić foremki do muffinów do wysokości dwóch trzecich i natykać głęboko po trzy maliny na jedno ciastko. Piec w temperaturze 180 stopni przez 25 minut. Po upieczeniu wystudzić na kratce i posypać cukrem pudrem. 
Smacznego

wtorek, 16 lipca 2013

Galaretka porzeczkowa


Teraz jest pora ogrodów. Najpiękniejsze są wtedy gdy kwitnie maciejka, lwie paszcze, aksamitki i całe kępy lawendy. Gdzieś pod płotem muszą być malwy i różowe goździki, hortensje albo dalie. Nie podobają mi się przystrzyżone trawniki i iglaki zamiast kwiatów. Chyba wolę trochę romantyczne ogrody w stylu retro, w których latem pachnie i bzyczą pszczoły. 
Lubię też warzywniki z krzaczkami gruntowych pomidorów, marchewką, buraczkami i młodą kalarepką. Może być kilka krzaczków fasolki na małej grządce i świeża natka pietruszki zawsze kiedy jej potrzebuję. 
W moim sąsiedztwie mieszkają starsi Państwo, którzy chyba dla wygody przeprowadzili się do dużego miasta. Raz po raz widuję ich, gdy podlewają klomb pod własnym oknem, zrobiony ma się rozumieć własnoręcznie. Myślę, że Ci Państwo tak jak ja tęsknią za ogrodem.
Pelargonie i zioła z mojego balkonu muszą zadowolić mnie na co dzień. Tylko od czasu do czasu i mi jest dane cieszyć się ogrodem (niestety cudzym). Ostatni weekend na działce 'zaowocował' i to dosłownie. Prudukuję więc różnej maści przetwory. Wszystkie są dobre bo swoje, 'kwaskowe' albo przesłodkie, tak jak porzeczkowa galaretka.


Galaretka z czerwonej porzeczki

0.5kg czerwonej porzeczki
0.5kg cukru (może być odrobinę mniej)


Umyte i obrane porzeczki zmiksowałam w blenderze na pulpę. Następnie przetarłam owoce przez gęste sitko, aby pozbyć się pestek. Kiedy na sitku zostały już niemal suche pestki zakończyłam przecieranie a do pulpy dodałam cukier i mieszałam aż się rozpuścił. Skórki porzeczek ulegają rozdrobnieniu w blenderze a miąższ zagęszcza się dzięki naturalnym pektynom zawartym w owocach. 
Galaretkę rozlałam do słoiczków i odstawiłam na noc do lodówki aby stężała. Przed podaniem udekorowałam owocami, bitą śmietaną i listkami mięty. Deser jest intensywny i mocno słodki, można więc nieco zredukować ilość cukru, licząc się z tym, że galaretka nie będzie miała tak zwartej konsystencji. Według mnie najlepiej smakuje na świeżo (można przygotować ją z mrożonych porzeczek). Nadaje się też do zapasteryzowania na zimę.
Smacznego

sobota, 13 lipca 2013

Ciasto z serem i jagodami


Czy wierzycie, że chcieć to móc? W moim otoczeniu obserwuję wielu ludzi, którzy nie wierzą w swoje marzenia albo nawet nie ośmielają się marzyć. Zdarza mi się poznać kogoś tak bardzo zdeterminowanego by spełnić swój cel, że w końcu mu się to udaje. Ostatnio przyglądam się znajomym, którzy od zawsze marzyli o prowadzeniu własnej firmy, biura podróży, restauracji. Niektórzy mieli w sobie tyle odwagi by zaryzykować i teraz robią to, co kochają. Inni planowali podróż swojego życia, w dalekie zakątki świata. Nie wszystkim starczało wiary, wielu pozostało w domach. Marzenia są zawsze pierwszym krokiem. Warto wierzyć we własne pragnienia i pozytywne zmiany. Wszystko jest możliwe, zależy tylko od naszego uporu i determinacji. Można patrzeć na przysłowiową szklankę wypełnioną do połowy albo w połowie pustą. Warto jednak być optymistą!
Z tą pozytywną myślą zaczynam weekend. 
Upiekłam już ciasto drożdżowe z jagodami. Przygotowałam dwie mniejsze foremki, jedną 'na wynos' a drugą do zjedzenia w domu. Chciałam żeby było słodkie i tłuste, aby odrobinę przypominało brioszkę albo drożdżową babkę. Wyszło delikatne i maślane, takie do poskubania przy popołudniowej herbacie. Wcale nie trzeba posypywać go cukrem pudrem ale nic nie stoi na przeszkodzie. Oprócz kruszonki i owoców dodałam odrobinę masy serowej. Biały ser sprawia, że ciasto dłużej zachowuje świeżość. 


Ciasto drożdżowe z serem i jagodami
porcja na jedną mniejszą foremkę

350g mąki pszennej
1 żółtko
1 jajko
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
100ml mleka
70g cukru 
70g masła
30g świeżych drożdży
jagody


masa serowa
250g białego sera
1 żółtko
4 czubate łyżki cukru pudru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

kruszonka
3 czubate łyżki mąki
łyżka cukru
łyżka masła



Drożdże rozrabiam z łyżeczką cukru, łyżką mąki i odrobiną lekko ciepłego mleka (3-4 łyżki). Taki rozczyn odstawiam żeby zaczął pracować. Dzięki temu żywe i świeże drożdże zaczną fermentować. Masło rozpuszczam w garnuszku. Mleko podgrzewam i rozpuszczam w  nim połowę cukru. 
Do jajek roztrzepanych z drugą połową cukru przesiewam mąkę (kilka łyżek mąki odstawiam na później), dodaję rozczyn, ekstrakt wanilowy i wyrabiam ręką stopniowo dolewając mleko. Na koniec dodaję roztopione masło. Ciasto zmięknie i może kleić się do rąk. Wówczas podsypujemy je mąką i cały czas wyrabiamy. Kiedy ciasto będzie miękkie ale  o jednolitej konsystencji możemy zakończyć wyrabianie. 
Ciasto wykładamy równo na małą, wysmarowaną foremkę (użyłam jednorazowej) i odstawiamy na minimum godzinę do wyrośnięcia. W tym czasie przygotowujemy kruszonkę, ser i jagody.
Biały ser należy przetrzeć przez sito albo zmielić przez maszynkę a następnie utrzeć z cukrem, żółtkiem i cukrem wanilowym. Gotową masę trzeba przechowywać w temperaturze pokojowej do momentu nałożenia na ciasto. 
Kruszonkę robię w misce z pozostałościami ciasta drożdżowego (tak robiła moja Babcia). Wsypuję do niej 3 czubate łyżki mąki, łyżkę cukru i dodaję łyżkę masła. Wszystko zagniatam i odstawiam na bok. 
Kiedy ciasto podwoi swoją objętość i wypełni foremkę małą łyżeczką rozkładam masę serową, posypuję hojnie jagodami i niewielką ilością kruszonki. Piekę w temperaturze 180 stopni przez 40-45 minut, do suchego patyczka. 
Po przestudzeniu, ciasto które zamierzam zjeść nieco później zabezpieczam folią do żywności żeby nie wyschło. Dzięki temu zachowuje świeżość jeszcze przez 2-3 dni. 
Smacznego