Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dania wegetariańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dania wegetariańskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 maja 2014

Wiosenna kapusta


Dokładnie miesiąc minął odkąd udało mi się coś napisać. W tym czasie udało mi się pojechać na krótki wypad w Bieszczady. Upiekłam też niedoścignione do tej pory ciasto drożdżowe Babci Mojego Męża (o którym pisałam już tutaj i obiecuję jeszcze napisać). Zakwitł już bez i konwalie. Ugotowałam milion różnych rzeczy ale czas nie pozwolił mi się nimi podzielić. Wreszcie przyszedł czas moich ulubionych warzyw: kalafiora, szparagów, młodej kapusty, soczystych pomidorów oraz truskawek. Tylko patrzeć jak na straganach pojawią się porzeczki. Z sobotniego targu wracam teraz z pełnym koszem a warzywa nie mieszczą się w naszej lodówce. 
Na razie raczę się młodą kapustą z koperkiem, taką na którą ma się ochotę tylko wczesną wiosną, kiedy główki kapuściane są jeszcze dość lekkie, przysłowiowo "puste". Kapusta musi być naturalnie słodka, z młodą marchewką i odrobiną tłuszczu. Można dodać do niej kawałek ulubionej kiełbasy i podać ją z ziemniakami, ale ja zjadam ją po prostu z kawałkiem chleba i nie dodaję wędlin. Wiosenna kapusta ma wspaniały zielony kolor i smakuje domowym obiadem. Łatwo ją przygotować bo nie wymaga długiego duszenia, dlatego jest idealna dla zapracowanych. Polecam. 


Wiosenna kapusta z koperkiem

główka młodej kapusty
pęczek koperku
1 średnia cebula
2 młode marchewki
2-3 łyżki masła
kilka łyżek oleju roślinnego (używam rzepakowego)
sól i pieprz do smaku

Umytą kapustę trzeba dokładnie poszatkować na dość grube wiórki. Głąby usunąć (najlepiej zjeść na surowo, bo są przyjemnie słodkie i chrupiące). Marchewkę obrać i pokroić w ćwierć plasterki. Cebulę posiekać w drobną kostkę. W niskim rondlu rozgrzać olej i zeszklić cebulę (w wersji mięsnej przed zeszkleniem cebuli w rondlu należy  podsmażyć kiełbasę). Dorzucić plasterki marchewki a po chwili kapustę. Kapusta zredukuje swoją objętość podczas pierwszych minut duszenia, dlatego można dokładać ją stopniowo. Wszystko należy odrobinę posolić i dodać masło. Dusić pod przykryciem do momentu, w którym kapusta będzie całkiem miękka (około 20-30 minut). Na sam koniec doprawić do smaku pieprzem i solą.  Dorzucić posiekany koperek, wymieszać i podawać na gorąco z kawałkiem pieczywa albo młodymi ziemniakami gotowanymi ze skórką. 
Smacznego


poniedziałek, 24 marca 2014

Curry z ciecierzycą i szpinakiem


Wczoraj odwiedziłam pierwszy Festiwal Chlebów ŚwiataŚwięto chleba było organizowane  po raz pierwszy w Polsce pod patronatem trzech Ministerstw. Wystawcami i organizatorami warsztatów były ambasady różnych krajów z całego świata, cechy rzemiosł, prywatni właściciele piekarń oraz restauracji. Można było spróbować wypieków z różnych zakątków świata, chlebów litewskich,  bochenków z dodatkiem czosnku niedźwiedziego i marchwi, włoskiej piadiny oraz słodkich kołaczy. Podpatrywałam wypiek rogali marcińskich i dowiedziałam się sporo o chlebie z Iranu, Włoch, Indonezji. Na festiwalu można było zasięgnąć informacji o zakwasach, typach mąk, i zbóż używanych do ich produkcji. Były stanowiska z towarami ekologicznymi i mąkami z dość rzadkich upraw. Nie obyło się też bez degustacji i zakupów chleba oraz doskonałych litewskich wędlin.
Cała impreza bardzo przypadła mi do gustu, żałuję tylko że została tak słabo rozpropagowana przez patronackie instytucje. Myślę, że w przyszłych latach na pewno nabierze rozmachu i przyciągnie rzesze amatorów dobrego pieczywa oraz tych, którzy pieką  chleb w warunkach domowych. Wszak wiedza z książek jest niczym w porównaniu do praktycznych wskazówek. 

Po wczorajszych degustacjach chlebowych przysmaków dziś potrzebowałam dania z dużą ilością warzyw. Przygotowałam więc warzywne curry, które powstało błyskawicznie, choć receptura na pierwszy rzut oka może wydawać się skomplikowana. Jeśli udało Wam się zgromadzić zestaw kilku popularnych w kuchni indyjskiej przypraw to curry można przyrządzić w pół godziny. 
Kupcie więc szpinak i ciecierzycę oraz papryczki chili a będą w sam raz na szybki obiad w  indyjskim klimacie. Do przygotowana użyłam klarowanego masła ale weganie mogą zastąpić je olejem roślinnym. Sos ma przyjemny smak, dzięki pomidorom i przecierowi z mango (który można w ostateczności pominąć). Oryginalnie inspirowałam się curry z samą ciecierzycą i ziemniakiem, pochodzącym z indyjskiego Punjabu. Dodałam do niego jednak zielony akcent w postaci szpinaku, który odmienił nieco to danie. 


Curry z ciecierzycą i szpinakiem

3-4 małe ziemniaki
opakowanie szpinaku baby
puszka ciecierzycy
1 duża cebula
2 świeże papryczki chili (może być zielona)
2 małe ząbki czosnku
400ml pomidorów z puszki (użyłam domowej passaty pomidorowej)
4-5 łyżek puree z mango (można pominąć)
4-5 łyżek masła klarowanego (ghee)
łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
łyżeczka mielonej papryczki chili (jeśli nie lubisz pikantnie to dodaj mniej!)
pół łyżeczki kurkumy
pół łyżeczki mielonej kolendry
2-4 utarte w moździerzu goździki
2 utłuczone w moździerzu liście laurowe
pół łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
sól do smaku

Ziemniaki należy lekko obgotować w mundurkach, obrać i przestudzić. Wszystkie sypkie przyprawy prócz soli najlepiej utrzeć z odrobiną wody. Na patelni rozgrzać klarowane masło i dodać pastę powstałą z przypraw, poczekać aż zacznie pachnieć i dorzucić drobno posiekaną cebulę i papryczki chili. Podsmażać aż cebula się zeszkli i dodać przeciśnięty przez praskę czosnek. Po minucie dodać puree z mango (można je uzyskać przez rozdrobnienie obranego owocu mango blenderem albo użyć gotowego puree kupionego w sklepie). Całość zalać pomidorami i lekko posolić, podsmażać kilka minut na małej mocy palnika. 
Szpinak umyć i osuszyć, dodać do sosu. Wszystko razem dusić, aż szpinak straci objętość. Wtedy na patelnię dodać pokrojone w ćwiartki ziemniaki oraz ciecierzycę. Curry trzeba jeszcze posolić do smaku i dusić aż sos lekko zgęstnieje (około 1o minut na wolnym ogniu). Podawać z ryżem basmati. 
Smacznego


niedziela, 27 października 2013

Nadziane cukinie


Cukinia jest jednym z moich ulubionych warzyw. Kiedy przygotowuję cukinie w sosie pomidorowym z ziołami i czosnkiem nigdy nie zostaje nic na później, zawsze zjadamy wszystko od razu. W warzywniaku zawsze wybieram te najmniejsze okazy, bo są według mnie najsmaczniejsze, mają cieniutką skórkę, której nie trzeba obierać i można je podać na surowo.
Przyrządzałam już cukinię na wiele sposobów: zapiekaną, marynowaną, duszoną jako dodatek do ryżu albo makaronu. Ostatnio kupiłam cukinie, które trochę udawały małe dynie. Zwykle nadziewam warzywa farszem do gołąbków albo mięsem mielonym z pieczarkami. Tym razem wykorzystałam kurki, ser bałkański i i kaszę jaglaną. Nadziałam tak okrągłe cukinie i małe kolorowe papryki. Jeśli nie lubicie jaglanki, możecie ją zastąpić na przykład kuskusem albo kaszą jęczmienną. Polecam jednak użycie jagły, bo to jedna z najzdrowszych kasz a w tym daniu sprawdza się doskonale.


Cukinia faszerowana kaszą, kurkami i serem bałkańskim

4-5 niewielkich cukinii
4 małe papryki
200g kurek (spora garść)
100g sera bałkańskiego (może być też feta albo inny podobny ser)
jedna mała cebula
3-4 duże dojrzałe pomidory
2 ząbki czosnku
kaszy jaglanej
2-3 dorodne gałązki świeżego tymianku
sól i pieprz
kilka łyżek oleju roślinnego (użyłam rzepakowego)

Cukinie i papryki należy ściąć przy ogonku i wydrążyć. Miąższ z cukinii będzie potrzebny do nadziewania, dlatego trzeba go posiekać, lekko posolić (pamiętajmy że farsz będzie słony przez dodatek solonego sera) i odstawić.
Kaszę należy dokładnie opłukać i osuszyć na sitku.
Na patelni zeszklić drobno posiekaną cebulkę, dorzucić przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku i kurki. Całość podsmażać przez kilka minut, po czym dorzucić kaszę i posiekany miąższ z cukinii wraz z sokiem. Chwilkę dusić pod przykryciem a następnie dodać tyle wody, ile było kaszy i kontynuować duszenie. Kasza musi wchłonąć cukiniowy sok wraz z wodą, którą uzupełniamy do uzyskania całkowitej miękkości kaszy (podobnie jak przy przygotowaniu risotto). Farsz przyprawiamy i pieprzem, studzimy, wkruszamy zimny ser feta i mieszamy. Napełniamy wydrążone papryki i cukinie.
Obrane ze skórki pomidory kroimy na małe kawałki, mieszamy w naczyniu żaroodpornym z przeciśniętym przez praskę ząbkiem czosnku, 2 łyżkami oleju, listkami tymianku otartymi z 3 sporych gałązek, solą i pieprzem do smaku. Do tak przygotowanego naczynia wkładamy nadziane cukinie i papryki. Zapiekamy w temperaturze 200 stopni przez około 40 minut.
W czasie zapiekania ser powinien stać się kremowy a sos pomidorowy powinien zapiec się na dnie naczynia. Podajemy udekorowane gałązkami świeżego tymianku.
Smacznego

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Młode warzywa i dwa sosy


W czerwcu gotowanie staje się ekspresową przyjemnością.
Szparagi, młoda włoszczyzna, ziemniaki, botwinka, rzodkiewki i chrupiąca sałata, wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Latem przełączam się zatem na kuchnię wegetariańską.
Szparagi jadłam w tym roku głównie z sosem holenderskim albo z samym masłem, w risotto (klik) albo w zupie. Prawdopodobnie jedne z ostatnich zielonych szparagów podałam jednak w sposób, który niezwykle przypadł mi do gustu. Gęsty śmietanowy sos z serem pleśniowym jest wyrazisty i świetnie podkreśla smak lekko zblanszowanych szparagów. Będę go jeszcze używać do innych sezonowych warzyw.

Sos z sera pleśniowego

100ml słodkiej śmietanki (użyłam 30%)
50g sera z niebieską pleśnią (użyłam sera Lazur)
świeżo zmielony pieprz
odrobinę soku z cytryny

Ser trzeba rozpuścić w podgrzanej śmietance. Kiedy sos będzie jednolity należy powoli podgrzewać go na małej mocy kuchenki, mieszając trzepaczką balonową, żeby się nie przypalił. Sos powinien się zredukować do pożądanej gęstości (jak sos beszamelowy), wtedy przyprawiamy go pieprzem i sokiem z cytryny, podajemy natychmiast.  


Drugi sos, który podaję do sałaty z dodatkiem młodych ziemniaków i słodkiej marchewki powstał na bazie miodu, cytryny i prażonych migdałów. Tej wiosny jest to kombinacja, która wyparła (przynajmniej na chwilę) połączenie oliwy z octem balsamicznym i miodem. Warto spróbować.


Winegret miodowo-cytrynowo-migdałowy

3 łyżki grubo posiekanych migdałów (koniecznie w skórce)
2 łyżki białego octu winnego
sok i skórka z jednej cytryny
łyżka stołowa miodu
papryczka chili (może być mielona)
oliwa 
pieprz
sól

Migdały prażę na suchej patelni, potrząsając nią co jakiś czas aby się nie przypaliły, po czym odstawiam do przestudzenia. W niewielkim słoiku mieszam miód, ocet winny, sok i skórkę otartą z cytryny, chili oraz pieprz i sól. Dolewam oliwę z pierwszego tłoczenia (tyle ile było sosu w słoiku) i dosypuję uprażone migdały. Wszystko wytrząsam do połączenia w gęstą emulsję. Jeśli trzeba doprawiam do smaku solą, pieprzem i chili. Sałatkę polewam sosem tuż przed podaniem.
Smacznego

poniedziałek, 27 maja 2013

Pesto sycylijskie


W takie dni jak dzisiaj wymyślam lekkie posiłki, po których bez problemu mogłabym wskoczyć na rower i jechać, nie ryzykując bólu brzucha. 
Na lekki posiłek musi być makaron. Może tak pesto sycylijskie? Garść migdałów, dobra oliwa i bazylia, do tego suszone pomidory, czosnek oraz parmezan. Chwila w blenderze bzzzzzz... i gotowe. Napełniam takim pesto wyparzony słoik i wstawiam do lodówki. Naprędce ugotuję jeszcze makaron, dodam świeżą bazylię, kilka pomidorków koktajlowych i mam pyszny obiad na dziś. 
Resztę pesto zostawiam w chłodzie. Użyję go z małą ciabattą do przygotowania grzanek na przystawkę. Takie pesto można też wykorzystać jako nadzienie do drobiowych roladek z kurczaka albo słonych wypieków.  
Na deser tylko kilka truskawek z chrupką bezą albo espresso i kawałek czekolady. 


Pesto sycylijskie

jeden mały świeży pomidor
2 spore ząbki czosnku
70g migdałów
200g suszonych pomidorów w oleju
20 dużych listków bazylii
100g świeżo startego parmezanu
sól i pieprz 


Migdały należy zalać gorącą wodą i poczekać aż zmięknie ich skórka a następnie obrać (jeśli nie przeszkadza Wam skórka możecie pominąć ten etap). Obrane migdały trzeba uprażyć na suchej patelni co jakiś czas nią potrząsając. 
W blenderze umieścić obrany czosnek, świeżego pomidora i pomidory suszone oraz bazylię. Wszystko zmiksować na gładką masę dolewając oliwy w miarę potrzeby. Wsypać migdały i dalej miksować tak, by całkowicie je rozdrobnić. W tym momencie niezbędne jest dozowanie oliwy aby w blenderze powstało pesto. Na koniec masę przełożyć do innego naczynia i pomieszać ze świeżo startym parmezanem, który powinien ją zagęścić i nadać jej wyrazistego smaku. Dodatek świeżego pomidora łagodzi słony smak pomidorów suszonych i sera. W razie potrzeby pesto można doprawić solą i pieprzem. 
Smacznego 

czwartek, 9 maja 2013

Makaron raz i dwa


W maju spieszę się z pracy do domu dwa razy szybciej niż zwykle. Zakupy robię rano, żeby po drodze nie wstępować już do żadnego sklepu. Wykorzystuję każdą chwilę wolnego na rowerowe przejażdżki, grę w kometkę i spacery. Po południu idę na lody albo kupuję choć kilka truskawek. Smakują mi nawet te z Turcji i Włoch. Nic to, że przejechały szmat drogi zanim trafiły na mój stół. 
Obserwuję pełne ogródki i kasztanowce, które jednak zdążyły zakwitnąć do matury. 
Na obiad do pracy potrzebuję czegoś lekkiego. Idealne będą chłodnik z botwinką, risotto albo makaron. Niestety nie wszystko da się łatwo przenieść a niektóre potrawy smakują dobrze tylko zaraz po przygotowaniu, później tracą na wartości. Dlatego tym razem wybrałam razowe spaghetti. Przepis jest super prosty. Jeśli nie macie czasu na długie gotowanie albo tak jak ja wolicie spędzić go inaczej to kupcie pieczarki i słoik suszonych pomidorów w zalewie oraz śmietankę. Ten sos sprawdzi się świetnie w lunchowym pudełku na wynos, także dla wegetarian. Kluczem do sukcesu jest w nim szczypta gałki muszkatołowej i dużo świeżej natki pietruszki, której w maju zaczyna być pod dostatkiem.   


Razowe spaghetti z pieczarkami i suszonymi pomidorami
porcja dla 3 osób

ulubiony makaron razowy
20 małych białych pieczarek
10 połówek suszonych pomidorów w oliwie 
duża cebula
200ml śmietanki kremówki
pół pęczka natki pietruszki
szczypta gałki muszkatołowej
sól i pieprz 

Pieczarki kroimy w plasterki, jeśli są duże dodatkowo przekrawamy na pół. Nie obieram pieczarek, zwłaszcza jeśli są młode a ja chcę zaoszczędzić czas. Płuczę je tylko krótko zimną wodą aby pozbyć się zabrudzeń. 
Na patelnię wylewamy oliwę z zalewy po pomidorach. Cebulę kroimy w małą kostkę i podsmażamy aż się zeszkli. Dorzucamy pokrojone pieczarki (nie solimy) i smażymy dalej. Należy zredukować sok, który oddadzą pieczarki. Kiedy pieczarki będą już dość suche dolewamy słodką śmietankę i przyprawiamy solą, pieprzem i szczyptą gałki muszkatołowej. Sos powienien być gętsty i zawiesisty. Wtedy dodajemy do niego pokrojone w paseczki suszone pomidory i krótko podgrzewamy. Śmietanka przybierze lekko różowe zabarwienie i wówczas należy dodać drobno posiekaną natkę pietruszki. 
Makaron ugotowany al dente wrzucamy do sosu i podajemy udekorowane natką i paseczkami pomidorów prosto z zalewy. 
Smacznego 

poniedziałek, 18 lutego 2013

Piecuchy, pierogi z pieca


Niekiedy przez cały tydzień nie brakuje mi sił, umiem się sama pozytywnie motywować. Znajduję energię by wstać rano mimo złej pogody, odpierać zarzuty, udowadniać słuszność moich tez, czekać w długiej kolejce na poczcie a wieczorem jeszcze iść do kina, choć padam z nóg. Staram się wtedy nie narzekać, poprawiam sobie nastrój czekoladką, ulubioną kawą, herbatą albo ciekawym artykułem z magazynu czytanego pospiesznie przy śniadaniu. Kupuję słoik kolorowych landrynek, słodkie żelki albo owocowy błyszczyk do ust. Robię bliskim drobne niespodzianki i cieszę się ich uśmiechem. Małe rzeczy, z których czerpię radość są jak zapasowe baterie w sytuacjach podbramkowych.

Jednak czasem nie da się ignorować głupoty. Nie umiem milczeć w sytuacjach, które aż za bardzo mnie obchodzą. Protestuję wtedy głośno i tracę swój pielęgnowany optymizm w głupi sposób. Obiecuję sobie wtedy, że warto oszczędzać go dla najbliższych. Warto koncentrowaćć się na dobrych stronach codzienności i dbać o siebie. Tylko, że raz stracona energia nie wraca tak łatwo. 

Potrzeba weekendu w cieple i odpoczynku. Potrzeba kogoś kto powie co jest w życiu najważniejsze i przywróci nam wiarę, wyzeruje licznik, który zacznie od poniedziałku... od nowa. No i kiedy ten weekend nadchodzi to nic już się nie liczy. 
Zamykam się wtedy na dłuższą chwilę w kuchennym świecie. Gotuję albo piekę coś dobrego. Tym razem zrobiłam pierożki z pieca. Lepienie jest jak mantra powtarzana wiele razy... 50, 60, 80 a nawet 100.  Piecuchy można podawać na zimno, gdy wpadną znajomi na kieliszek wytrawnego wina. 
W lutym, gdy za oknem zimno polecam jednak ciepłe, prosto z piekarnika. Wystarczy podgrzać je przez chwilkę a zadowolą każdego, nawet zmarzniętego łyżwiarza :) 


Pierogi z pieca
porcja na około 70 małych pierożków

ciasto:
0.5kg mąki
20g  świeżych drożdży
200g masła
3 żółtka
4 łyżki kwaśnej śmietany
szczypta soli
łyżeczka cukru


nadzienie pikantne:
20dkg pieczarek
4-5 łyżek oleju roślinnego
pół strąka czerwonej słodkiej papryki
jedna średnia cebula
łyżka papryki wędzonej
szczypta chili (opcjonalnie)
sól

nadzienie serowo-szpinakowe: 100g sera feta
szpinak baby
ząbek czosnku
2 łyżki masła
czarny pieprz

1 całe jajko
1 żółtko
2-3 łyżki śmietanki
nasiona czarnego i białego sezamu do posypania


Do przygotowania tych pierogów można użyć ciasta francuskiego, wtedy będzie to wersja ekspresowa. Wolę jednak miękkie i delikatne ciasto krucho-drożdżowe, którego przygotowanie dokładnie opisałam tutaj (klik). Pierogi można wtedy upiec na długo przed podaniem a mimo tego zachowują świeżość. 

Na patelni rozpuszczamy masło i wrzucamy na nie umyty i osuszony na sitku szpinak. Dusimy, co jakiś czas mieszając i dokładając nowe listki. Szpinak powinien zrobić się ciemnozielony. Dodajemy wtedy przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku i doprawiamy czarnym pieprzem. Dusimy tak długo, aż szpinak będzie suchy i odparujemy całą zgromadzoną w nim wodę.
Do przestudzonego szpinaku wkruszamy ser feta i ucieramy lekko widelcem. Lubię jak kawałki sera są wyczuwalne w farszu, dlatego nie ucieram na gładką masę. Ser feta jest dość słony, więc farszu dodatkowo nie solimy.

Do przygotowania farszu pikantnego trzeba drobno pokroić cebulkę, pieczarki i paprykę. Siekam je w drobną kostkę, wtedy łatwiej nadziewać pierożki. Na rozgrzanym oleju  należy zeszklić cebulkę, do niej dorzucić pieczarki. Kiedy puszczą sok trzeba go odparować i na koniec dorzucić czerwoną paprykę oraz przyprawy: sól, sproszkowane chili i paprykę wędzoną. Wymieszać i przestudzić.

Pierożki wykrawać szklanką, małą łyżeczką nakładać farsz a brzegi smarować rozmąconym jajkiem (to bardzo ważne) i starannie sklejać. Układać na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem i smarować wierzch żółtkiem ze śmietanką. Posypywać pikantne pierożki czarnym a serowo-szpinakowe białym sezamem. Piec przez około 20 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. Przez kilka ostatnich minut dobrze jest użyć termoobiegu, wtedy pierożki szybciej się zrumienią. Jeśli robicie pierożki wypełnione dużą ilością nadzienia (ja takie właśnie lubię) to niektóre mogą się rozklejać podczas pieczenia, zwłaszcza te z nadzieniem serowo-szpinakowym. Dlatego tak ważne jest smarowanie brzegów jajkiem, które zespala i zapobiega wypływaniu farszu.
Smacznego



Życzę Wam dobrego tygodnia oraz pozytywnej motywacji! 

sobota, 22 grudnia 2012

Wigilijne kapuśniaczki


Na wszelkich spotkaniach wigilijnych w pracy czy szkole oraz w innych miejscach najlepiej sprawdzają się wypieki wytrawne. Dlaczego? Otóż wszyscy, przekonani że Boże Narodzenie to przede wszystkim słodkie święta, przynoszą pierniki, serniki i inne słodycze. Wówczas zgromadzeni sięgają tym chętniej po coś wytrawnego. I choć sama jestem wielbicielką słodyczy, polecam dziś kapuśniaczki z nadzieniem wigilijnym, przygotowane na bazie krucho-drożdżowego ciasta. Najwięcej pracy kosztuje zawsze przygotowanie farszu, który trzeba drobno posiekać. Potem już sprawa jest prosta. 
Upieczone kapuśniaczki długo zachowują świeżość, dzięki temu, że ciasto jest krucho-drożdżowe a nie tylko drożdżowe. Można je podawać na ciepło do wigilijnego barszczu albo na zimno. Podpieczone kapuśniaczki można zamrozić i rozgrzać w piekarniku tuż przed podaniem. 


Kapuśniaczki

0.5kg mąki
20g  świeżych drożdży
200g masła
3 żółtka
4 łyżki kwaśnej śmietany
szczypta soli
łyżeczka cukru

nadzienie
0,7kg kapusty kiszonej
2 duże cebule
20 sporych kapeluszy suszonych grzybów leśnych
6 łyżek oleju
jedna mała marchewka
300g pieczarek
czarny pieprz

kminek
jedno jajko


Z mąki i tłuszczu zagniatamy kruszonkę. Do niej dodajemy żółtka, sól i drożdże rozrobione z cukrem i kwaśną śmietaną. Całość wyrabiamy jak półkruche ciasto i odkładamy na około pół godziny w ciepłe miejsce. 
Farsz najlepiej przygotować wcześniej i schłodzić (można go nawet zamrozić). Cebulę siekamy na drobną kostkę i podsmażamy do uzyskania złotego koloru. Dodajemy pieczarki i grzyby leśne, uprzednio namoczone w zimnej wodzie (wody po namoczeniu grzybów nie wylewamy). Grzyby powinny być posiekane bardzo drobno (tak samo jak cebula). Smażymy wszystko, aż pieczarki puszczą wodę, którą trzeba później zredukować. Na koniec dodajemy kapustę kiszoną, odciśniętą z nadmiaru soku i marchewkę potartą na drobnych oczkach. Wszystko razem krótko podsmażamy i dodajemy wodę pozostałą po namoczeniu grzybów leśnych. Farsz trzeba dusić pod przykryciem, aż kapusta zmięknie, doprawić do smaku i przestudzić. 
Ciasto, które po leżakowaniu powinno nieco zwiększyć swoją objętość trzeba jeszcze krótko zagnieść i rozwałkować na grubość około 4mm. Na prostokącie ciasta, na dłuższym boku układamy łyżką farsz. Zawijamy w zgrabny rulon, w miarę możliwości zostawiając tylko jedną podwójną warstwę ciasta. Następnie rulon układamy zakładką do dołu, tak by złącze w czasie pieczenia się nie rozchodziło. Kapuśniaki bowiem odrobinę wyrosną i wtedy mogłyby się otwierać. Z rulonu wycinamy równe romby. Układamy je na blaszce, smarujemy z wierzchu roztrzepanym jajkiem (może być z odrobiną mleka) i posypujemy kminkiem (makiem albo sezamem jeśli kminku nie lubimy). Wypiekamy przez około pół godziny w temperaturze 180 stopni. 
Smacznego

środa, 17 października 2012

Pierożki z dynią i ricottą


W sezonie dyniowym w mojej kuchni eksperymentuję z warzywem, które dawniej kojarzyło mi się wyłącznie z zupą, marynatą oraz dyniową marmoladą. Dynie są wdzięcznym tematem, gdyż smakują wyśmienicie zarówno na słodko jak i w daniach wytrawnych. Wszystko zależy od gatunku i naszej fantazji. 
W sierpniu miałam ogromną przyjemność uczestniczenia w warsztatach kulinarnych Tarty i Tortelli organizowanych i prowadzonych przez Liskę (White Plate) i Pawła Paszek-Pietruch z Perfetto. Warsztaty są dla mnie bardzo miłym wspomnieniem. Do teraz jestem pod wrażeniem osobowości Liski i Pawła. Poznałam wtedy fantastycznych ludzi i wspaniałe przepisy. Jednym z nich chciałabym się dziś podzielić. Pierożki tortelli, czyli odrobinę większe niż maleńkie tortellini robiliśmy na warsztatach pod okiem Pawła, który jest też autorem dzisiejszego przepisu. Warsztatowe pierożki były okrągłe i bardzo smaczne. 
Moje dzisiejsze mają formę tradycyjnych pierogów, ale smakują tak samo jak tortelli z dynią i ricottą. Podaje się je z sosem maślanym i świeżymi ziołami: rozmarynem, szałwią i bazylią. W domu robiłam je już z dynią makaronową i bardziej wyrazistą hokkaido. Polecam obie, choć dynię makaronową trzeba długo redukować, aby farsz nie był zbyt płynny. 



Pierożki z dynią i ricottą
przepis: Paweł Paszek-Pietruch

na ciasto
2 jajka
łyżka oliwy z oliwek
200g mąki 
szczypta soli

na farsz
200g dyni (używałam hokkaido albo makaronowej)
ząbek czosnku
100g ricotty
3-4 łyżki tartego parmezanu
garść natki pietruszki
szczypta gałki muszkatołowej
czarny pieprz i sól

na sos
2 łyżki oliwy z oliwek
100g masła
2 ząbki czosnku
świeża szałwia, rozmaryn, bazylia
pieprz i sól

Na początku trzeba upiec dynię z odrobiną oliwy (do miękkości). W moim przypadku trzeba było piec przez 25 minut, w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 stopni. Następnie na patelni należy podsmażyć czosnek, dodać do niego dynię i rozetrzeć na gładką masę. Według mnie można użyć blendera, choć moja dynia była dość miękka i obyło się bez. Do dyni trzeba dodać ricottę, parmezan, natkę i przyprawy. W przypadku dyni makaronowej ważne jest by nie przesadzić z ilością parmezanu, który jest intensywny w smaku i może zdominować smak dyni. Do mojego farszu dodałam też kilka kropel soku z cytryny. Tak przygotowane nadzienie można odstawić i przechowywać w lodówce do momentu, w którym będziemy lepili pierożki.
Ciasto należy przygotować nieco wcześniej, przed lepieniem. Do mąki dodajemy jajka (najlepiej średnie albo duże), sól oraz oliwę i wyrabiamy na sprężystą masę. W razie potrzeby podsypujemy oszczędnie mąką (oszczędnie, ponieważ do ciasta nie dodaje się wody, cała wilgoć pochodzi z jajek i oliwy, jeśli więc dodamy za dużo mąki ciasto będzie za twarde). Gdy ciasto ma jednolitą, gładką konsystencję zawijamy je w folię spożywczą i przechowujemy w temperaturze pokojowej przez 10-15 minut, dopiero potem lepimy pierożki. Wałkujemy bardzo cienko, ciasto powinno być elastyczne i nie ma obawy, że będzie się rwało. Zawijamy małe pierożki w formie włoskich tortelli albo tak jak u mnie w prostym, tradycyjnym kształcie. Ważne by do momentu sklejenia pierożków ciasto nie wysychało (gotowe zawinięte pierożki mogą przesychać). 
Pierożki gotujemy w osolonej wodzie przez 5-6 minut, od momentu wypłynięcia. Ugotowane wrzucamy na patelnię z rozpuszczonym masłem i ziołami (tych dodajemy wedle uznania, u mnie była to spora garść). Do masła opcjonalnie można wkruszyć odrobinę ostrej papryczki. Pierożki podaje się udekorowane świeżymi ziołami, posypane opcjonalnie odrobiną tartego parmezanu (albo innego twardego, długo dojrzewającego sera o podobnym smaku).
Smacznego