Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tradycyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tradycyjne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

Gołąbki


Mam zaprzyjaźnioną parę: Polkę i Hindusa. Kiedy zaczynali się ze sobą spotykać naturalnym było, że poznawali nie tylko siebie wzajemnie ale też swoje zwyczaje kulinarne. Ona stopniowo doskonaliła swoje umiejętności. Jadłam świetne curry które w tamtym czasie nauczyła się dla Niego gotować. Pewnego razu opowiadała mi o swoich kuchennych perypetiach. Bo kiedy Ona gotowała potrawy kuchni indyjskiej, On zwykł narzekać ale nigdy nie ugotował nic polskiego. Uparcie twierdził, że kuchnia jego kraju jest bogata i wyrafinowana bo przyprawy są bardzo różnorodne zaś kuchnia polska jest nudna i nijaka. Pamiętam, że wtedy Ona zaprotestowała i powiedziała, że przyzna Mu rację tylko wtedy gdy przygotuje dla Niej powiedzmy... gołąbki. 

Nie wiem czy sami zainteresowani jeszcze to pamiętają ale ja zapamiętałam właśnie tę zachciankę. Kiedyś wydawało mi się, że przygotowanie gołąbków jest czymś bardzo pracochłonnym i trudnym. Dziś już wiem, że tak nie jest. Gołąbki uwielbiam. Gołąbki oznaczają dla mnie pyszny domowy obiad. Mój mąż przepada za gołąbkami w sosie pomidorowym, dlatego właśnie takie przygotowałam. 

Na koniec winna jestem wyjaśnienia, że Oni są już od kilku lat małżeństwem i żyją teraz w dalekim Bostonie. Przypuszczam, że On nadal nie umie zrobić gołąbków... ale Ona po tych kilku latach na pewno umie ugotować najbardziej wymyślne curry. Ten wpis dedykuję Oli i Purushowi...


Gołąbki w sosie pomidorowym
przepis na 15 sztuk

główka kapusty włoskiej
1kg chudego mięsa mielonego (użyłam mielonej łopatki wieprzowej)
szklanka białego ryżu
2 marchewki
pół litra bulionu warzywnego
olej do smażenia (około 100ml)
6 łyżek koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka słodkiej papryki (opcjonalnie)
sól i pieprz


Główkę kapusty trzeba umieścić w garnku z wrzątkiem i stopniowo blanszować liście. Kolejno odcinać zewnętrzne warstwy aż do samego głąba. Ostrym nożem pozbyć się unerwienia z większych liści (gołąbki łatwiej będzie zwijać). Potrzebne będzie minimum 15 liści do zawijania. Pozostałe liście należy również sparzyć, przydadzą się do wyłożenia brytfanny. 
Ryż trzeba ugotować na sypko w osolonej wodzie i przestudzić. Jeśli serwujecie gołąbki bez dodatków to można zwiększyć ilość ryżu. Z podanych proporcji wyjdą gołąbki raczej mięsne. 
Aby przygotować farsz: mieszamy mięso mielone z ryżem, doprawiamy solą i pieprzem, opcjonalnie słodką papryką (najlepiej posmakować surowego nadzienia). Na każdy liść kładziemy porcję farszu i zwijamy. Brzegi można podwinąć do środka albo wcisnąć w mielone mięso. W miarę smażenia kapuściane liście powinny zapiec się w nadzieniu i gołąbki nie będą się rozpadać. Gołąbki obsmażamy lekko na rozgrzanym oleju. Dno brytfanny albo płaskiego rondla wykładamy pozostałymi, małymi liśćmi kapusty oraz pokrojoną w grubsze plastry marchewką. Obsmażone gołąbki układamy jeden przy drugim. Wszystko zalewamy bulionem wymieszanym z koncentratem pomidorowym. Dusimy pod przykryciem na małej mocy palnika albo w piekarniku przez minimum 1,5 godziny (najlepiej sprawdzić miękkość kapusty). Opcjonalnie do sosu można dodać odrobinę śmietany ale ja tego nie robię bo lubię naturalny smak gołąbków. 
Smacznego


sobota, 31 sierpnia 2013

Festiwal Smaku w Grucznie 2013


Z Festiwalu Smaku nikt głodny nie wraca. Odwiedzających są zawsze tłumy, nigdy nie wystarcza tylko przebojowych produktów, które zdobywają laury. Wszak są to lokalne smakołyki z całej Polski, wytwarzane na niewielką skalę. 
Mowa oczywiście o moim ulubionym festiwalu smaku, najstarszym i pierwszym w Polsce. Odbywa się on w Grucznie, w Dolinie Dolnej Wisły. Nie opuszczam okazji żeby tam pojechać bo lubię ten region i lubię ten festiwal, wyróżniający się wyjątkową atmosferą oraz skalą (pisałam już tutaj o poprzednich festiwalach 2011 i 2012).
Tegoroczny laur, czyli Grand Prix festiwalu zdobył ser dżersejowy blue produkowany przez Ranczo Frontiera, małe gospodarstwo nieopodal Mrągowa. Sery z Frontiery zachwyciły mnie już w ubiegłym roku. W tym nie udało mi się skosztować nagrodzonego sera, bo został natychmiast wyprzedany. Nabyłam zatem inne, równie dobre! 
Wśród nagrodzonych produktów znalazł się też chrzan na miodzie  do mięs i wędlin Pana Józefa Siadlaka z Lubicza. Rywalizację pszczelarzy zakończyło wyróżnienie aż dwóch miodów gryczanych o doskonałych walorach. Jeden z nich zakupiłam, użyję go jako lekarstwo na zimowe smuteczki. Wędliny, które wygrały w konkursie to kiełbasa Lisiecka (Stanisława Mądrego) oraz kiełbasa polska dojrzewająca z Niewieścina. Wyróżniono też andruty kaliskie i pierogi drożdżowe z kaczym nadzieniem przygotowane przez Panią Elżbietę Mindę z Olszewki. 
Jak zawsze w Grucznie odbył się też turniej nalewek pod kuratelą mistrza Hieronima Błażejaka, który w tym roku wyjątkowo częstował też jabłecznikiem. Jabłecznik to nic innego jak polski naturalny cydr, wyrabiany niegdyś z rodzimych odmian jabłek. Za sprawą miłośników Doliny Dolnej Wisły wraca teraz do łask, tak samo jak antonówki, konselki, złote renety czy kantówki gdańskie. 
Tradycyjnie w Grucznie promowana była też gęsina, chluba Kołudy Wielkiej. Na stołach królowały wędzone półgęski, pasztety, zupa z brukwi i gęsi smalec. 
Jednym z ciekawszych festiwalowych przedsięwzięć jest moim zdaniem konkurs "Źródło zmian", który ma za zadanie wyłaniać wpływowych, inspirujących i opiniotwórczych. W 2013 roku nominowano  przedsiębiorców, wytwórców i propagatorów zdrowego żywienia. Laureatami zostali wspominane już wyżej Ranczo Frontiera i restauracja Gęsia Dolina oraz blog Kwestia Smaku. 
Warto wspomnieć o kilku akcjach promowanych podczas Festiwalu Smaku. Choćby konkursy pod tytułem Gotowanie sprzed stu lat, przypominające stare receptury albo akcja  trzy znaki smaku (klik). 
Pod patronatem przyjaciół Dolnej Wisły w naszej najdłuższej rzece powoli wskrzesza się jesiotra. Na razie trwają próby odnowienia  populacji jesiotra ostronosego. Dawniej był on chętnie łowiony, zaś ikra jesiotra do dziś jest rarytasem na stołach całego świata. Może za kilkanaście lat powróci na polskie stoły. 
Niesamowite jest to, że każdego roku kiedy odbywa się Festiwal Smaku zawsze jest piękna pogoda, nawet jeśli poprzedniego dnia padał deszcz! Przyjedźcie więc do Gruczna za rok, tam zawsze świeci słońce!

Festiwal Smaku
Gruczno nad Wisłą 
Województwo Kujawsko-Pomorskie


poniedziałek, 8 lipca 2013

Podpiwek


W wieku lat kilku spytałam Moją Babcię jak smakuje papieros. Ku mojemu zaskoczeniu wolno mi było spróbować tej wątpliwej przyjemności zarezerwowanej dla dorosłych. Smak papierosa okazał się na tyle odrażający, że przykre doświadczenie wspominam do dziś. Babcina taktyka sprawiła, że w dorosłym życiu nigdy nie zechciałam palić papierosów.
Moja Babcia nauczyła mnie jeszcze warzyć piwo dla dzieci, bo tak w dzieciństwie nazywałam podpiwek. Babcia kupowała małe opakowania z wizerunkiem chłopka. W środku był brązowy proszek, który gotowaliśmy z cukrem. Dodawałyśmy drożdży i rozlewałyśmy do butelek z porcelanowymi korkami. Ustawiałam je na babcinym strychu. Podpiwek udawał się najlepiej w upalne dni. Po kilku dniach fermentacji butelki otwierało się z hukiem a wewnątrz krył się lekko musujący płyn, który idealnie gasił pragnienie. Jego smak i kolor mogę przyrównać do piwa lub kwasu chlebowego ale podpiwek smakuje mi o wiele bardziej. Prawie nie zawiera alkoholu i wpływa korzystnie na organizm. Zawiera mikroelementy i przyspiesza przemianę materii.
Teraz wiem, że warzenie podpiwku to stara kujawska tradycja. Uzyskiwało się go niegdyś z palonego i przemielonego słodu, drożdży, cukru a niekiedy także chmielowych szyszek. Ugotowaną brzeczkę fermentowano w cieple a po kilku dniach trafiała do piwnic. W chłodzie nabierała smaku i aromatu. Latem podpiwek zanoszono na pole robotnikom pracującym przy żniwach.
Po otworzeniu butelki podpiwek tworzy gęstą, kremową pianę. Jest lekko kwaśny, bo dwutlenek węgla powstały w czasie drożdżowej fermentacji rozpuszcza się w wodzie. 
Od 2011 roku Podpiwek Kujawski kupuję jako produkt tradycyjny. W sklepach dostępny jest ekologiczny słód przeznaczony do jego gotowania albo gotowy butelkowany napój. To smak nie tylko mojego dzieciństwa. 


Podpiwek
użyłam ekologicznego słodu na Podpiwek Kujawski 

120g słodu jęczmiennego (połowa opakowania) 
kilka szyszek chmielowych 
250g cukru 
3g drożdży
5l wody 

Słód jęczmienny wsypałam do wrzącej wody i gotowałam przez 10 minut. Następnie dorzuciłam do garnka szyszki chmielowe (dołączone do opakowania) i podgrzewałam jeszcze przez 5 minut. Powstałą brzeczkę lekko przestudziłam i przecedziła przez gęste płótno. Dopóki płyn był jeszcze ciepły rozpuściłam 250g cukru i odstawiłam do całkowitego wystudzenia. Na koniec w małej ilości brzeczki rozpuściłam 3g drożdży i wymieszałam z płynem. Rozlałam do szklanych butelek i odstawiłam na czas fermentacji (24h w cieple). Butelki przeniosłam do piwnicy na kolejny dzień. Napój należy podawać dobrze schłodzony i spożyć jak najszybciej, gdyż jest to podpiwek żywy (zawiera żywe, pracujące drożdże).
Pijcie go na zdrowie!